163 KM w cinquecento

Poniedziałek, 9 marca 2009 (10:51)

Co to jest tuning? W swojej pierwotnej formie był to rodzaj obsługi technicznej służący "poprawianiu po fabryce".

Zdjęcie

Cinquecento o mocy 163 KM
/
Jakość produkowanych kilkadziesiąt lat temu pojazdów pozostawiała wiele do życzenia. W Polsce pierwszym krokiem, jaki rozsądny kierowca czynił po odebraniu z Polmozbytu, wymarzonego "kaszla" było np. staranne dokręcenie wszystkich śrub.

Tuning po polsku

Chociaż tuning kojarzony jest dziś głównie z wielkimi felgami, kiczowatymi spoilerami i naklejką M3 na tylnej klapie daewoo tico, to historia tego zjawiska jest bardzo ciekawym zagadnieniem. czytaj więcej

Z biegiem czasu "tuningowało" się również układ dolotowy. Spragnieni przyspieszenia nieliczni szczęśliwcy zakładali do maluchów turbinki Kowalskiego, posiadacze "kancików" 125p - wręcz przeciwnie. Wymieniali gaźniki na te od wersji 1,3 l, dzięki czemu jednostki 1,5 l. zużywały odrobinę mniej paliwa. Zmiany nie omijały też wnętrza. "Bajeranckie" czerwono-żółto-zielone lampki pozwalały kontrolować poziom ładowania, montowane do deski rozdzielczej, sportowo wyglądające, zegary pokazywały np. ciśnienie oleju. Zalety estetyczne były ważne, ale głównym zadaniem wszelkiego rodzaju "tuningowych" patentów było ułatwienie życia kierowcy. Nawet wyśmiewane dziś pokrowce "z misia" miały swoje zadanie. Dzięki nim plecy odparzały się odrobinę wolniej, niż na standardowych fotelach z "plastikowej krowy".

Reklama

Dziś pod pojęciem tuning kryje się o wiele więcej. Niestety, słowo to doczekało pejoratywnego znaczenia. To dlatego, że spora grupa sfrustrowanych trądzikiem młodzieńców używa go do określania czegoś, co jest efektem ich pierwszego kontaktu ze szpachlą i szlifierką.

Zdjęcie

Cinquecento o mocy 163 KM
/
Na szczęście spora grupa miłośników przeróbek wyznaje zasadę, że niemal fabryczny wygląd pojazdu to podstawa. Zazwyczaj wystarczy niewielka korekta - inne felgi, dyskretny spoiler - by auto nabrało rasowego wyglądu. Wszyscy wiemy przecież, że tak naprawdę liczy się wnętrze...

Zdjęcia załączone do tekstu prezentują fiata cinquecento, od jakich aż roi się na naszych ulicach. Auto jest wystawione na sprzedaż (zobacz ogłoszenie) i z zewnątrz praktycznie nie różni się od innych CC w wersji sporting. Lakierowane na kolor nadwozia zderzaki i lusterka, ładne felgi. Bystre oko dostrzeże jednak, że rozmiar opon wydaje się nieco przesadzony. Samochód postawiono bowiem na "czternastkach" w rozmiarze 195/45. Ułańska fantazja właściciela? Nic z tych rzeczy - po prostu konieczność.

Zdjęcie

Cinquecento o mocy 163 KM
/
Oryginalny sporting miał pod maską benzynowy silnik 1,1 l o mocy 55 KM. Właścicielowi to jednak nie wystarczyło. Jednostka napędowa otrzymała głowicę z punto i dolot ze stali nierdzewnej. To jednak nie koniec. Pod maską znalazło się też miejsce dla turbosprężarki i intercoolera. W efekcie niewielki fiacik osiąga teraz 163 KM. By utrzymać tę moc na drodze, seryjne zawieszenie ustąpiło miejsca produktom firmy Koni (o regulowanej twardości) , hamulce mają teraz większe, wentylowane tarcze. Koszt przeróbek wyniósł około 20 tys. zł.

Właściciel zdecydował się wystawić samochód na sprzedaż, bo jak sam twierdzi żeni się, a jego wybranka boi się o zdrowie przyszłego męża, gdyż "auto mocno wymiata". Cena samochodu - 14,500 zł. Mina stojącego obok na światłach fana calibry i przewiewnych strojów sportowych - bezcenna!

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl