​2017. Drastyczne podwyżki paliwa, OC i akcyzy. Fajnie, prawda?

"Oj niedobrze, koledzy, niedobrze...". Tak zaczynały się, inspirowane sienkiewiczowską Trylogią, skecze kaberetu Elita. I hasło to pozostaje aktualne do dzisiaj. Niestety, również w świecie motoryzacji.

Zdjęcie

Czy czeka nas powtórka cen sprzed kilku lat? /Jan Bielecki /East News
Czy czeka nas powtórka cen sprzed kilku lat?
/Jan Bielecki /East News

Szybko drożeje paliwo. Powód: wzrost cen ropy naftowej wskutek porozumienia jej głównych dostawców o zmniejszeniu wydobycia (zgoda, owszem, buduje, ale akurat w tym wypadku jesteśmy za długotrwałymi konfliktami interesów szejków OPEC, Rosji itd.), słabość złotego oraz rosnący w siłę wobec wszystkich innych walut amerykański dolar (a mówili, że po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA poleci na łeb na szyję). A tak się właśnie nieszczęśliwie składa, że to w dolarach rozlicza się transakcje naftowe na rynkach światowych. Tylko patrzeć, a litr bezołowiowej znów będzie kosztował na naszych stacjach ponad 5 zł. Owszem, był czas, gdy cena benzyny dobijała do 6 zł, ale wielu właścicieli aut zdążyło już o tym zapomnieć. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego...

Cytat

Ktoś powie: bez przesady, mamy program 500+, dzięki któremu w kieszeniach wielu osób zostaje więcej pieniędzy. Zgoda, lecz z założenia są to przecież pieniądze na dzieci, a nie na pokrycie rosnących wydatków, związanych z eksploatacją samochodów.

Coraz więcej musimy płacić za ubezpieczenie OC. Ceny polis w krótkim czasie poszły w górę nawet o kilkaset procent. Powód: konieczność zapewnienia rentowności tego rodzaju ubezpieczeń oraz koszty wynikające z dodatkowych wymogów postawionych towarzystwom ubezpieczeniowym przez Komisję Nadzoru Finansowego. Nieoficjalnie mówi się jednak, że firmy chcą w ten sposób odbić sobie obciążający je nowy tzw. podatek bankowy. Jest też teoria spiskowa, głosząca, że wszystkiemu winne jest PZU, potentat wśród krajowych ubezpieczycieli, który narzucił drastycznie wyższe niż poprzednio stawki OC, bo musiał zgromadzić kasę - bagatela, kilka miliardów złotych - na wykup z rąk Włochów repolonizowanego banku Pekao.

Reklama

Tak czy inaczej, drastyczny wzrost cen OC może zachęcać niektórych  do zlekceważenia obowiązku opłacania tego podatku. Na zasadzie: jakoś to będzie, jeżdżę ostrożnie, nie miewam stłuczek, rzadko jestem kontrolowany...

Senat, co ciekawe niemal jednogłośnie, przyjął projekt radykalnych zmian w podatku akcyzowym, nakładanym na nabywców samochodów. Powód: chęć powstrzymania masowego importu motoryzacyjnego "złomu" oraz ukrócenia machinacji, które pozbawiały budżet państwa dochodów w wysokości, jak się szacuje, ponad 400 mln zł rocznie.

O wysokości akcyzy nie będzie teraz decydowała wartość auta uwidaczniana na fakturze, lecz jego wiek i pojemność silnika. Rozległ się krzyk, że na zmianach zyskają bogaci, a stracą biedni, którzy mogą pozwolić sobie jedynie na  kupno leciwych pojazdów z drugiej ręki. Rzeczywiście, rzut oka na tabelę  proponowanych stawek może przyprawić o zawrót głowy. Gdyby ktoś postanowił spełnić swoje marzenia i kupić Jeepa Grand Cherokee z połowy roku 2003, napędzanego silnikiem V8 o pojemności 4.7 litra i mocy 223 KM, wedle wspomnianej tabeli musiałby zapłacić fiskusowi... 98 000 zł. Dziewięćdziesiąt osiem tysięcy złotych! Ale spokojna głowa.

W przeszłości (nie wiemy jak jest teraz) studenci kierunków technicznych, kiedy coś im nie zgadzało się w obliczeniach przy projektach, stosowali tzw. metodę współczynnika utajonego. I wszystko grało, zgodnie z oczekiwaniami prowadzącego zajęcia. Podobną drogą poszli autorzy ustawy o podatku akcyzowym. Widniejące  w tabeli horrendalne stawki podatku są pomniejszane przez współczynnik deprecjacji, zależny od liczby miesięcy, które upłynęły od daty pierwszej rejestracji pojazdu. W przypadku wspomnianego wyżej trzynastoletniego Jeepa ów współczynnik wyniósłby 0,88, a ostateczna, faktycznie odprowadzana do budżetu akcyza - 11 760 zł. Też dużo, ale już nie absurdalnie dużo.

Rodzi się tu jednak wątpliwość. Czy zasada, że im starszy samochód, tym niższy podatek do zapłacenia, nie kłóci się z rzekomo proekologicznymi motywacjami inicjatorów zmian?

Oj niedobrze, koledzy, niedobrze... Ktoś powie: bez przesady, mamy program 500+, dzięki któremu w kieszeniach wielu osób zostaje więcej pieniędzy. Zgoda, lecz z założenia są to przecież pieniądze na dzieci, a nie na pokrycie rosnących wydatków, związanych z eksploatacją samochodów.                    

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: ​2017. Drastyczne podwyżki paliwa, OC i akcyzy. Fajnie, prawda?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 217,

przeczytane przez: 7113 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony