A tobie co dynda?

Nie ma tak wypasionego samochodu, aby nie dało się go jeszcze bardziej "dowypasić" :).

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
W siermiężnych czasach PRL ambitni właściciele aut musieli sobie radzić z pomocą rodzimych rzemieślników i bazarów, oferujących importowane nowinki wprost z Hongkongu i Tajwanu. Absolutnym hitem był plastikowy piesek, kiwający głową w rytm wybojów. Umieszczony na półce pod tylną szybą wprawiał w miły nastrój innych, jadących za tak doposażonym samochodem, kierowców.

Bardzo popularne były także różnego rodzaju ozdoby kierownicy.

Reklama

Tuning po polsku

Chociaż tuning kojarzony jest dziś głównie z wielkimi felgami, kiczowatymi spoilerami i naklejką M3 na tylnej klapie daewoo tico, to historia tego zjawiska jest bardzo ciekawym zagadnieniem. czytaj więcej

Na przykład milutkie w dotyku futrzaki czy gumowe nakładki, w zamyśle upodabniające kierownicę wartburga do kierownicy samochodu rajdowego. Na końcówce drążka zmiany biegów - "bursztynowa" gałka. Pod lusterkiem medalik z wizerunkiem św. Krzysztofa - dla tradycjonalistów, patrona zmotoryzowanych, miniaturowe rękawice bokserskie - dla wojowniczych, wykonana z farbowanych piór papuga naturalnej wielkości - dla estetów. Itp. Wybór był naprawdę duży.

Zdjęcie

Kliknij
/
Na siedzeniach koniecznie pokrowce. Spełniały trojaką funkcję. Po pierwsze, chroniły ciało kierowcy i pasażerów przed niemiłym skajem foteli. Po drugie sprawiały, że kolejny właściciel otrzymywał auto z wnętrzem "prawie jak nówka". Po trzecie wreszcie - zadawały szyku. Zwłaszcza, jeżeli zostały wyprodukowane z tkaniny imitującej lamparcią skórę...

Lifting uzupełniały (niekiedy maskując dziury w blasze) naklejki na karoserię z nazwami zachodnich koncernów paliwowych, luksusowych marek samochodów czy dowcipnymi napisami. "Mój drugi samochód to porsche" - czytaliśmy na samoprzylepnym pasku nad tablicą rejestracyjną malucha.

Tuning po polsku

Chociaż tuning kojarzony jest dziś głównie z wielkimi felgami, kiczowatymi spoilerami i naklejką M3 na tylnej klapie daewoo tico, to historia tego zjawiska jest bardzo ciekawym zagadnieniem. czytaj więcej

Czasy się zmieniły, ale potrzeby zmotoryzowanej części społeczeństwa pozostają niezmienne. Każdy chce się jakoś wyróżniać. W pewnych kręgach bardzo modne są elementy "tuningu", np. chromowane końcówki tłumików, spojlery, "złote" kołpaki? Spod podwozi aut wiozących uczestników wiejskich dyskotek wypływa fioletowa poświata, której źródłem są specjalne, neonowe lampy. Połowę bagażnika wypełnia niskotonowy głośnik, zagłuszający potężnym basem ujadanie kundli w całej okolicy.

Wewnątrz samochodu, pod lusterkiem, dynda na żyłce płyta CD, rzekomo zakłócająca działanie policyjnych radarów. Niezbędnym gadżetem jest też GPS, montowany nawet w tych pojazdach, których kierowcy prawie nigdy nie opuszczają granic ojczystego powiatu.

A maskotki-pieski? Też wracają do łask. Ulepszone. Nie tylko kiwają głowami na postpeerelowskich nierównościach dróg, ale dodatkowo świecą na zielono oczami.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: A tobie co dynda?

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony