A w Krakowie - nie uwierzysz - kradną mandaty

Stopień rozwoju gospodarczego państw określa się zazwyczaj analizując różnego rodzaju dane statystyczne: wysokość PKB na głowę mieszkańca, wielkość produkcji różnego rodzaju dóbr, gęstość sieci dróg i linii kolejowych, dostępność usług, wartość i różnorodność eksportu, plony czterech zbóż z hektara użytków rolnych itp.

Zdjęcie

. /poboczem.pl
.
/poboczem.pl

Cytat

W czasach powszechnego niedoboru miejsc parkingowych i poszerzania stref płatnego parkowania łakomym kąskiem stały się abonamentowe karty postojowe

Metodą zmyślniejszą, a podobno dającą co najmniej równie wiarygodne wyniki, jest sprawdzanie... zawartości śmietników. Wiadomo bowiem, że im zamożniejsze społeczeństwo, tym bardziej skłonne do marnotrawstwa. Bogaci wyrzucają co roku tysiące ton zdatnej do spożycia żywności, pozbywają się sprawnego sprzętu elektronicznego, niezniszczonej odzieży. Słowem wszystkiego, co dla biednych jest prawdziwym skarbem. Jest jeszcze trzeci sposób mierzenia poziomu zaawansowania cywilizacyjnego. Trzeba się mianowicie uważnie przyjrzeć, co, ile i jak się w poddawanym badaniu kraju kradnie.

W PRL prawdziwą plagę stanowiły kradzieże samochodów. Były towarem luksusowym, drogim i trudno dostępnym. Dlatego nader często zmieniały właścicieli. Do legendy przeszła postać okrzykniętego królem złodziei Zdzisława Najmrodzkiego, pseudonim Saszłyk, który wyspecjalizował się w polonezach. W sumie ukradł ponad sto wozów tej marki.

Reklama

Trefne auta trafiały na giełdy, były oferowane w ogłoszeniach prasowych. Nieustanne, aczkolwiek przez władzę nazywane przejściowymi trudności z zaopatrzeniem rynku motoryzacyjnego powodowały, że masowo kradziono także samochodowe podzespoły, części zamienne, akcesoria. Tylko ktoś wyjątkowo lekkomyślny pozostawiał na noc w zaparkowanym przed domem pojeździe wycieraczki przedniej szyby czy radio. Każdego wieczoru ludzie taszczyli do domów akumulatory. Chyba każdy znał kogoś, kto rankiem z przerażeniem spostrzegał, że jego ukochany, wypieszczony samochód zamiast na własnych kołach stał na cegłach. Znał, albo i sam padł ofiarą takiego procederu. Ogromnym powodzeniem cieszyły się blokady na kierownice i dźwignie zmiany biegów, ukryte wyłączniki zapłonu, nietypowe śruby do mocowania kół. Walka była jednak nierówna i z góry skazana na porażkę.

Po 1989 roku sytuacja zaczęła powoli się zmieniać. Owszem, auta nadal ginęły, ale głównie te lepsze, droższe. Zaczęto je przerzucać za wschodnią granicę lub rozbierano na części. Jeszcze w 1998 r. policji zgłoszono utratę 80,4 tys. samochodów, w ubiegłym - już tylko 14,1 tys.

Z biegiem lat pojawiały się też bardziej wyrafinowane techniki kradzieży. Złodzieje zdobywali nowe kwalifikacje i urządzenia, pozwalające im forsować coraz lepsze zabezpieczenia. Częściej niż łomem i łamakami zaczęli posługiwać się sprytem. Narodziły się pomysłowe metody, dzięki którym prawowity właściciel auta     zostawał na środku drogi, bezradnie patrząc, jak jego fura odjeżdża w siną dal. Na stłuczkę, na butelkę, na kartkę, na sugerowanie awarii...

Zdjęcie

. /poboczem.pl
.
/poboczem.pl

W czasach powszechnego niedoboru miejsc parkingowych i poszerzania stref płatnego parkowania łakomym kąskiem stały się abonamentowe karty postojowe. Zwłaszcza te na okaziciela, pozwalające pozostawić dowolny samochód w dowolnym miejscu na dowolnie długi czas. Taki dokument kosztuje ładnych parę groszy, więc pozostawienie go za szybą jest w gruncie rzeczy równoznaczne z położeniem tam pliku banknotów.

Z Krakowa donoszą o coraz częściej zdarzających się kradzieżach wezwań w związku z nieopłaceniem postoju w płatnej strefie. Kierowcy zabierają je, by włożyć za wycieraczki swoich samochodów. Liczą na to, że kontrolerzy, zobaczywszy taki urzędowy świstek, pomyślą: "oho, nasi już tu byli" i zostawią auto w spokoju, dzięki czemu będzie można stać cały dzień za friko. Słyszeliśmy też o ekstremalnej wersji tego samego pomysłu, czyli własnoręcznym nakładaniu na koło blokady łudząco podobnej do tych używanych przez straż miejską. Metoda ta ma jeszcze jedną zaletę - daje niemal pewność, że tak zabezpieczonego pojazdu nikt nam nie ukradnie...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: A w Krakowie - nie uwierzysz - kradną mandaty

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 133,

przeczytane przez: 18 757 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony