Ach, ci amerykańscy kierowcy w ich wspaniałych maszynach

Niespełna miesiąc wystarczył 3. Pancernej Brygadzie Grupy Bojowej 4. Dywizji Piechoty US Army, by roznieść w pył połowę województwa lubuskiego.

Zdjęcie

Amerykańskie wojsko ma w Polsce pod górkę /AFP
Amerykańskie wojsko ma w Polsce pod górkę
/AFP

W zaledwie trzy tygodnie Amerykanie spowodowali cztery poważne "zdarzenia drogowe", uszkadzając nie tylko samochody (i kiereszując ich pasażerów), ale też szereg obiektów inżynieryjnych. Póki co nie udało im się jeszcze nic wysadzić, ale wszystko wskazuje na to, że statystyka nabierze wkrótce tempa. Żołnierze - o zgrozo - nie przystąpili jeszcze do "działań dyslokacyjnych", które rozpocząć się mają z początkiem lutego...

7 stycznia, w ramach wzmocnienia "wschodniej flanki" NATO, do Polski trafiło 3,5 tys. żołnierzy spod znaku amerykańskiej flagi. Wraz z nimi przybyło ponad 1,4 tys. pojazdów: 400 gąsienicowych (m.in. 87 czołgów M1A1 Abrams, 18 haubic Paladi i 144 BWP Bradley) i 900 kołowych (ponad 400 Hamvee i liczne ciężarówki). Szybko okazało się, że polskie drogi są w stanie zadać sojuszniczej armii spore straty...

Reklama

Zderzenie (nomen, omen) z polskimi realiami drogowymi to dla Amerykanów ogromne wyzwanie. Duża część żołnierzy nowej bratniej armii trafiła na "daleki wschód" bezpośrednio z USA. Niektórzy stacjonowali wcześniej w... pustynnym stanie Arizona. Biorąc powyższe pod uwagę przestaje dziwić, że amerykańskim kierowcom poważne problemy sprawiają chociażby zakręty. Zdradliwe okazują się też mosty i przepusty. Tylko w zeszłym tygodniu polskie drogi pokonały trzy amerykańskie pojazdy.

W czwartek, 26 stycznia, kierowca amerykańskiej ciężarówki przeszacował ładowność swojego auta próbując zabrać ze sobą... jeden z żagańskich wiaduktów. Amerykanin źle ocenił wysokość przeprawy na ulicy Żelaznej i zaklinował ciężarówkę pod nią. Próbując oswobodzić samochód z uścisku uszkodził jeszcze - ciągniętą przez ciężarówkę - cysternę z paliwem. W efekcie strażacy przez wiele godzin wypompowywali olej napędowy z pobliskiego rowu.

Podobny incydent miał też miejsce w niedzielę. Tym razem Amerykanie użyźnili olejem napędowym skrzyżowanie ulic Sulęcińskiej z Nowicką w Gorzowie Wielkopolskim. Niewielki mostek okazał się za wąski dla wojskowej ciężarówki - ochronna barierka rozpruła zbiornik paliwa...

Jakby tego było mało, nie dalej, jak we wtorek (24 stycznia), inna amerykańska ciężarówka zderzyła się czołowo z cywilnym busem. Do wypadku doszło na drodze powiatowej łączącej Świętoszów z Żaganiem. Ze wstępnych ustaleń (postępowanie prowadzi żandarmeria wojskowa) wynika, że kierowca wojskowego pojazdu rozpoczął manewr wyprzedzania innej ciężarówki, będąc przekonany, że... porusza się autostradą. Niestety, zza zakrętu, nadjechał wówczas samochód osobowy. W wyniku wypadku ranne zostały dwie osoby podróżujące polskim autem.

Najbardziej spektakularna - jak do tej pory - wpadka Amerykanów miała jednak miejsce w sobotę 21 stycznia. W miejscowości Piaski (powiat zielonogórski) zakręt, w połączeniu z zimową aurą (do zdarzenia doszło około godziny 19), pokonał kierowcę innej amerykańskiej ciężarówki. Samochód wypadł z drogi i uderzył w nasyp. W zdarzeniu nie byłoby może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przy okazji na drogę wysypały się pociski do czołgów A1M1 Abrams.

W oficjalnym komunikacie Ministerstwo Obrony Narodowej uspokajano, że była to jedynie "amunicja treningowa". Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że "treningowa" niekoniecznie oznacza to samo, co "ślepa". Pociski mogły być np. pozbawione przeciwpancernych rdzeni penetrujących, ale niekoniecznie ładunku miotającego... W tym samym komunikacie napisano wszak, że teren zdarzenia - oprócz żołnierzy amerykańskich, uprzątał 5. batalion saperów z Krosna Odrzańskiego, a cała akcja trwała około 12 godzin! Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w czasie udrażniania drogi wokół ciężarówki wyznaczono - mierzącą 200 metrów - "strefę bezpieczeństwa"...

A wszystko zaczęło się już 20 stycznia od kolizji drogowej, w której uszkodzony został jeden z amerykańskich Humvee.

Chociaż mieszkańcy lubuskiego już boją się planowanej na luty "dyslokacji", władze poszczególnych miejscowości mogą patrzeć na nowych sojuszników przychylnym okiem. Niewykluczone, że dzięki umiejętnościom amerykańskich kierowców, kilka ważnych obiektów infrastruktury drogowej doczeka się wcześniejszych remontów finansowanych z budżetu US Army.

Nie zmienia to jednak faktu, że pierwsze tygodnie stacjonowania w Polsce amerykańskich wojsk to festiwal spektakularnych wpadek. Trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby - nie daj Boże - na naszej wschodniej granicy doszło do agresji, zanim jeszcze sojusznicze wojska dotarłyby na front, polowa z nich poniosłaby ciężkie straty zadane przez drzewa, barierki energochłonne, mosty i wiadukty....

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Ach, ci amerykańscy kierowcy w ich wspaniałych maszynach

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 494,

przeczytane przez: 22 493 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony