Alkomaty obowiązkowe? To oferta dla jakichś idiotów. Zgadzasz się z tą opinią?

Pewnego razu żona I sekretarza KC PZPR wyszła w sobotnie południe na zakupy do osiedlowego sklepiku. Po powrocie do domu poskarżyła się mężowi, że nie udało się jej już kupić o tej godzinie chleba. Za kilka dni w nadzwyczajnym trybie zebrało się kierownictwo partii i uchwaliło wytyczne do pilnego opracowania centralnego programu rozwoju piekarnictwa w Polsce.

Zdjęcie

Ze wszystkich rządowych propozycji największe kontrowersje wzbudził zamiar wprowadzenia obowiązku wyposażenia w podręczne alkotesty /poboczem.pl
Ze wszystkich rządowych propozycji największe kontrowersje wzbudził zamiar wprowadzenia obowiązku wyposażenia w podręczne alkotesty
/poboczem.pl

Teraz działa to mniej więcej tak samo. Wystarczył nieszczęśliwy zbieg okoliczności, seria spektakularnych tragedii na drogach, spowodowanych przez pijanych kierowców, by premier zwołał posiedzenie rządu, którego wynikiem jest zapowiedź zmian w prawie, zaostrzenia i surowszego egzekwowania kar, zwiększenia częstotliwości policyjnych kontroli, dodatkowych etatów w drogówce itp.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Czy obowiązkowe alkomaty w samochodzie to dobry pomysł?

  • 6%
  • 94%
głosów: 8206

 I nieważne, że problem pijaństwa za kierownicą nie jest niczym nowym; że z drugiej strony nietrzeźwi kierujący pojazdami są sprawcami jedynie kilku procent ogółu wypadków drogowych. Cóż, na tym polega polityka - kto dba o popularność w elektoracie, musi szybko reagować na bieżące wydarzenia, demonstrować troskę, schlebiać rozsierdzonej opinii publicznej...

Reklama

Ze wszystkich rządowych propozycji największe kontrowersje wzbudził zamiar wprowadzenia obowiązku wyposażenia w podręczne alkotesty. Już słychać biadolenie, że konieczność zakupu takiego urządzenia to kolejny, bolesny cios w portfele zmotoryzowanych.

 Otóż nie przesadzajmy. Na tle ogólnych kosztów związanych z utrzymaniem samochodu taki wydatek z pewnością nie będzie szczególnie dotkliwy. Trudno też uwierzyć, że mamy tu do czynienia z działaniem tajemnych sił, potężnego lobby dostawców alkotesterów. To jeszcze jedna z licznych, niemożliwy do potwierdzenia teorii spiskowych.

Kolejny zarzut dotyczy wątpliwej przydatności podręcznych testerów trzeźwości. W tym duchu wypowiedział się m.in. były premier Włodzimierz Cimoszewicz. "To jest jakaś oferta dla idiotów. Ja wiem czy piłem, czy nie" - stwierdził przed kamerami telewizji. Niby racja, ale przecież tu chodzi o pomoc dla ludzi, którzy nie są pewni, czy zdążyli pozbyć się alkoholu wprowadzonego do organizmu jakiś czas temu. Wczoraj wieczorem na imprezie wypiłem cztery lampki wina. Wstaję rano, czuję się     doskonale, chcę siadać za kierownicą, ale czy rzeczywiście jestem już całkowicie trzeźwy? Przed trzema godzinami wychyliłem kufel piwa. Mogę jechać czy jeszcze powinienem zaczekać?

Zdjęcie

Tani alkotester nie jest do końca wiarygodny /poboczem.pl
Tani alkotester nie jest do końca wiarygodny
/poboczem.pl

Owszem - i to następny zarzut - tani alkotester nie jest do końca wiarygodny. Jego zadaniem nie jest jednak dokonywanie precyzyjnych pomiarów, z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku, lecz ostrzeżenie, że coś z nami nie jest w porządku.      Do tego wystarczy prosty wskaźnik: tak - nie, zielone - czerwone, z odpowiednio ustalonymi granicami tolerancji.

Z nagłaśnianych przez media opinii wynikałoby, że brak alkotestera w samochodzie jest lepszy niż jego obecność. Absurd. Tu znowu przywołam przykład gaśnicy. Komu kiedykolwiek zdarzyło się jej użyć? Kto był świadkiem sytuacji, w której mogłaby się ona przydać? Kto, bez przeczytania instrukcji, wie, jak gaśnicę uruchomić? Kto dba o regularne sprawdzanie terminu jej ważności? Lasu rąk w górze jakoś nie widać, a mimo to potulnie zgodziliśmy się na kupowanie i obowiązkowe wożenie takiego gadżetu w naszych autach. Dlaczego zatem nie mielibyśmy zaakceptować alkotesterów?

Może warto zresztą pójść dalej i upowszechnić lepszej klasy testery trzeźwości? Dodawać je na przykład do każdej koncesji na sprzedaż alkoholu, wraz z zobowiązaniem, by właściciel takiego urządzenia udostępniał je bezpłatnie wszystkim chętnym. Albo zbudować sieć ulicznych alkomatów, wzorowanych na parkometrach. Wychodzisz rano z domu, czy z zakrapianej imprezy w lokalu, gdzie namówiono cię na kieliszek czegoś mocniejszego, podchodzisz do najbliższego testera, wrzucasz złotówkę, dmuchasz w czujnik i po chwili masz już odczyt na ekranie, który mówi ci, czy możesz prowadzić samochód czy powinieneś raczej  pozostawić pojazd na parkingu. Proste.

Rzecz jasna alkotestery i alkomaty to tylko narzędzia pomocnicze, nikogo nie zwalniają z myślenia i odpowiedzialności. A z tym, jak się zdaje, jest w naszym narodzie niestety najtrudniej...

Autorem tekstu jest zalogowany czytelnik o nicku Clackson. Inne jego teksty znajdziesz po kliknięciu avatara.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Alkomaty obowiązkowe? To oferta dla jakichś idiotów. Zgadzasz się z tą opinią?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 727,

przeczytane przez: 1090 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony