Amerykańska policja zatrzymała polskiego dziennikarza...

Ciało wyciągnięte na masce samochodu... Kajdanki... I żadnych fałszywych ruchów, bo za chwilę możesz zostać podziurawiony kulami jak sito... Ci, którzy oglądają amerykańskie filmy akcji, wiedzą, że z tamtejszą policją nie ma żartów. A jak wygląda rzeczywistość? Przekonał się o tym na własnej skórze nasz kolega z branży, dziennikarz motoryzacyjny Maciej Pertyński, przebywający aktualnie w Stanach Zjednoczonych, konkretnie w Teksasie znanym z ogromnych przestrzeni, długich, prostych dróg i powszechnej obecności broni palnej.

Zdjęcie

"To jedynie ostrzeżenie" głosi napis na poważnie wyglądającym dokumencie. Chociaż "nie trafi do twojej kartoteki wykroczeń drogowych", tego typu pouczenie budzi respekt. /
"To jedynie ostrzeżenie" głosi napis na poważnie wyglądającym dokumencie. Chociaż "nie trafi do twojej kartoteki wykroczeń drogowych", tego typu pouczenie budzi respekt.
/

A oto jego relacja:

"Wczoraj wykonywałem trasę Kią Sportage z Denton pod Dallas do Boerne pod San Antonio daleko na południu (razem w obie strony prawie równe 1000 km). Jechałem cały czas na tempomacie, ustawionym na 2-3 mile powyżej limitu, by prędkość rzeczywista była jak najbliżej wymaganej - zostałem dokładnie poinstruowany przed przyjazdem do Teksasu, że tu nie ma żartów. Zresztą dużo przy okazji zwiedzałem, więc nie było sensu się wychylać. 

Reklama

W drodze powrotnej, już w szarówce po zachodzie słońca, zostałem "zdjęty" z autostrady przez State Troopera po tym, jak nie mogąc namówić jadącego uparcie lewym pasem na pustej drodze gościa w Silverado, który w dodatku przy ograniczeniu do 70 mil jechał nieco ponad 50, rozeźlony wyprzedziłem go z prawej (niedozwolone), wciskając gaz nieco za mocno. Policjant, który, jak się okazało, jechał 200 m za nami i wszystko obserwował, ściągnął nas obu na prawo, na żwirek na poboczu (swoją drogą, to jest fajne u nich z tym, że autostrady ani nie są ogrodzone, ani nie ma problemu z zatrzymywaniem się na poboczu). Najpierw podszedł do mnie - wykonałem całą wbitą w głowę sekwencję z zapalaniem światła w kabinie, otwieraniem obu przednich okien do 1/3 wysokości i spokojnym oczekiwaniem z dłońmi na kierownicy. Zajrzał do środka od prawej, pokiwał głową i powiedział, że mam czekać, najpierw załatwi tego drugiego. "Nie musi pan gasić silnika, ale proszę się nie ruszać". OK, w końcu to Teksas, tu każdy może mieć broń, wolno ją nosić w ukryciu, więc lepiej grzecznie...

Zdjęcie

Maciej Pertyński /
Maciej Pertyński
/

Po mniej więcej 25 minutach wrócił do mnie, znów od prawej, od pobocza. "Ubezpieczenie auta i prawo jazdy proszę". Miałem już przygotowane, ale obejrzawszy prawo jazdy, poprosił jeszcze o paszport. Zgodnie z zaleceniami odpowiedziałem, że muszę sięgnąć do tyłu - plecaczek był na podłodze za przednim siedzeniem. "Go ahead" - odparł, ale cofnął się tak, by widzieć, co robię. Obejrzał dokumenty (auto z wypożyczalni), oddał wszystko poza paszportem i dopiero zaczął wykład: "Widzi pan, dał się pan sprowokować głupkowi. Ja jechałem za wami i już miałem go zdjąć, kiedy pan się wkurzył i wykonał dwie niedozwolone czynności - bo przecież w dodatku sporo pan przekroczył limit prędkości, jak go pan wyprzedzał. I teraz wiedząc, że to ten drugi jest grzesznikiem [oryginalne!!! - MP], muszę pana też ukarać. Daję panu oficjalne ostrzeżenie, bez kary finansowej, bo został pan sprowokowany, ale proszę pamiętać na przyszłość, że to nie oznacza przyzwolenia na łamanie prawa. Wpisuję panu tylko speeding, bez wyprzedzania z prawej, bo za dwa wykroczenia musiałby pan już dostać mandat, a speeding nie jest tak poważny, jak reckless driving, a tak się traktuje wyprzedzanie z prawej. Miłego wieczoru i proszę trzymać nerwy na wodzy."

Zdjęcie

"Nie zadzieraj z Texasem. Mandat za śmiecenie do 2000 dolarów." /
"Nie zadzieraj z Texasem. Mandat za śmiecenie do 2000 dolarów."
/

Opowieść ta trafiła do serwisów społecznościowych. U kogoś wzbudziła jego  własne wspomnienia: "Ja dostałem w LAX mandat na 50 USD za parkowanie. Poszedłem oczywiście postarać się go anulować. Wszystko wypełniłem i powiedziałem, że ja z biednego kraju, Polski. W efekcie po 3 miesiącach przyszedł do domu double fine na 100 USD."

Ktoś przywołał incydent opisany przez innego dziennikarza, Bartosza Węglarczyka: "W USA spróbował jazdy buspasem, bo mu się spieszyło. Został zatrzymany i, jeśli pamiętam, przesiedział 90 minut po zatrzymaniu. Po tym czasie policjant podszedł jeszcze raz do niego i zapytał, czy nadal się spieszy. Powiedział, że nie i mógł jechać dalej. Świetna nauczka."

Byli też tacy, którzy zareagowali westchnieniem: "Jakby tak nasza policja taka była...". Spotykając się z różną odpowiedzią: "w Polsce podobne akcje miewają miejsce (sam tego doświadczyłem ). Wniosek - to nie kwestia kraju, lecz policjanta." Ale: "w Polsce nie ma mandatów za darmo, z pouczeniem. Wniosek - ustawodawca nie ufa ani zwykłemu obywatelowi (tylko kara go nauczy), ani policjantowi (jak będzie mógł pouczać, to weźmie w łapę)."

Cóż, jak to się mówi - podróże kształcą. I nie taki amerykański policjant straszny, jak go malują... w filmach.  

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Amerykańska policja zatrzymała polskiego dziennikarza...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 432,

przeczytane przez: 38 850 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony