Auto od celebryty czy "niepalącej niemieckiej emerytki"?

Absolutnie bezwypadkowy diesel z niewielkim przebiegiem po niepalącej niemieckiej emerytce - oto marzenie Polaka, planującego kupić samochód na rynku wtórnym.

Zdjęcie

Byli właściciele tych aut ni stąd ni zowąd zostali "niepalącymi emerytkami". /INTERIA.PL
Byli właściciele tych aut ni stąd ni zowąd zostali "niepalącymi emerytkami".
/INTERIA.PL
 I, sądząc po ogłoszeniach o sprzedaży używanych aut, importerzy potrafią wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom. Niby każdy wie lub się domyśla, ile blagi kryje się w podobnych anonsach, ale... interes się kręci. I tylko dotychczasowi właściciele owych "absolutnie bezwypadkowych" pojazdów byliby zdumieni, dowiadując się, jak znakomitych aut nieopatrznie się pozbyli. I że ni stąd ni zowąd zostali "niepalącymi emerytkami"...

Tak czy inaczej kupując używany samochód z pierwszej ręki, bez pośredników, warto bacznie przyjrzeć się sprzedającemu. Odwiedzić go w domu, dłużej porozmawiać. Ocenić - oczywiście dyskretnie, bez głośnych komentarzy - jego sposób wysławiania się, gust, jakość i stan różnorakich domowych sprzętów, ogólny ład w mieszkaniu i obejściu. Taki "audyt" właściciela często przynosi więcej istotnych informacji niż ogląd auta.

Cytat

A Wy jakim samochodem chcielibyście jeździć? Po papieżu, prezydencie, słynnym gangsterze, czy jednak po

Reklama

- Znam dwie i tylko dwie osoby, od których w ciemno kupiłbym używany wóz - opowiada jeden ze znajomych. - Nie dlatego, że są wielkimi znawcami i fanami motoryzacji, lecz ze względu na ich cechy osobowościowe. Graniczące z pedanterią zamiłowanie do porządku, odpowiedzialność, systematyczność. Mogę być pewny, że zawsze pamiętali o terminach przeglądów, wymieniali we właściwym czasie płyny eksploatacyjne, rozrząd, klocki i tarcze hamulcowe itp. Dbali o lakier i zawieszenie. Nie narażali się na niebezpieczeństwo kolizji. Nie szaleli za kierownicą, zarzynając silnik. A gdy usłyszeli lub zobaczyli coś niepokojącego, zamiast myśleć, że "jakoś to będzie, może samo przejdzie", od razu jechali do serwisu. Charakter tych ludzi jest dla mnie ważniejszy niż wiek i przebieg ich samochodów.

Oddzielnym zagadnieniem jest kupowanie aut od osób powszechnie znanych lub po powszechnie znanych.

- To było dawno temu. Kupowałem rocznego fiata 126p od jakiegoś młodego człowieka, który kilkakrotnie podkreślał, że ręczy za to auto swoim nazwiskiem - wspomina inny ze znajomych. - Niestety, nic mi ono wówczas nie mówiło. Dopiero później dowiedziałem się, że tak nazywa się profesor medycyny, szef jednej z klinik w moim mieście.

Widzieliście film pt. "Święty interes"? To komediowa opowieść o dwóch braciach, którzy odziedziczyli po zmarłym ojcu starą stodołę i stojącą w niej rozklekotaną warszawę M-20. Jak głosiła wieść gminna, pojazd ten należał w przeszłości do biskupa Karola Wojtyły i wykazuje niezwykłe właściwości...

Zdjęcie

. /INTERIA.PL
.
/INTERIA.PL

Sami pisaliśmy kiedyś o przedsiębiorcy transportowym i właścicielu serwisu samochodowego z Iwkowej koło Brzeska, który poinformował nas, że jest w posiadaniu fiata 125 p cabrio, tzw. jamnika, z którego, jak twierdził jego obecny właściciel, korzystał papież Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w czerwcu 1979 r.

Na dowód otrzymaliśmy elektroniczne reprodukcje wycinków prasowych z ilustracjami przedstawiającymi Ojca Świętego w tym pojeździe, kopie dowodu rejestracyjnego wystawionego na samochód o identycznych numerach, jak fiat ze zdjęcia w gazecie, a także kilka aktualnych fotografii historycznego "jamnika".

Z relacji naszego Czytelnika wynikało, że fiata - kabrioleta kupił w latach 80. na przetargu zorganizowanym przez krakowskie biuro podróży "Wawel-Tourist". Nie zdawał sobie sprawy z jego przeszłości. Prowadził wówczas pieczarkarnię i po prostu potrzebował większego samochodu. O tym, komu wcześniej służył fiat 8333 KN, zorientował się dopiero po obejrzeniu jakiegoś filmu z papieskiej pielgrzymki.

- Kiedy żona dowiedziała się, że wozem tym jeździł papież, zabroniła mi dokonywać w nim jakichkolwiek przeróbek. Kupiłem więc tarpana... - opowiadał pan Kazimierz.

Jakiś czas temu na portalu aukcyjnym w USA, o czym również mogliście przeczytać w INTERIA.PL, pojawiła się oferta sprzedaży - za okrągły milion dolarów - popielatego chryslera 300C, rok modelowy 2005, z benzynowym silnikiem  V8 o pojemności 5.7 litra i przebiegiem 20 800 mil. Pojazdem tym jeździł obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, Barrack Obama - w okresie, gdy był jeszcze lokalnym politykiem w stanie Illinois.

Na innej aukcji, za 160 000 dolarów, wystawiono samochód bezpośrednio związany z jednym z najtragiczniejszych wydarzeń w historii USA. Był to biały cadillak Miller-Meteor, którym 22 listopada 1963 r. przewieziono na lotnisko ze szpitala w Dallas ciało prezydenta Johna F. Kennedy'ego, zamordowanego tego dnia w skrytobójczym zamachu.

Ćwierć miliona dolarów żądał obecny właściciel chevroleta corvette, który kiedyś należał do Neila Armstronga, amerykańskiego astronauty, pierwszego człowieka, który postawił swą stopę na powierzchni Księżyca. Błękitne coupe, napędzane ośmiocylindrowym silnikiem o mocy 390 koni mechanicznych, zostało wyprodukowane w1966 r. i od 1981 r. stało nieużywane w garażu.

Na amerykańskim rynku pojawiają się też inne rarytasy. Pewien dealer samochodowy z New Jersey kupił okazyjnie mercedesa 320 cabrio z 1942 roku. Kiedy zatelefonował do centrali Mercedesa, chcąc zamówić części niezbędne do naprawy mocno podniszczonego wozu, został poproszony o podanie numeru seryjnego pojazdu. Po chwili ze zdumieniem usłyszał w słuchawce: "Czy Pan wie, że tym samochodem jeździł kiedyś Adolf Hitler?"

Później okazało się, że jednak chyba nie. Dla führera był za mało "wypasiony". Wódz III Rzeszy korzystał z topowej wersji ówcześnie produkowanych mercedesów - modelu 770. Wyposażonymi w silniki o mocy 80 KM "trzystadwudziestkami" przemieszczali się  jego najważniejsi generałowie. Czterodrzwiowych kabrioletów 320 istniało tylko osiem. Jeden z nich był samochodem służbowym osławionego SS-Obergruppenführera Reinharda Heydricha, ze względu na swe zbrodnie nazywanego "Archaniołem Zła". 27 maja 1942 r. jadący tym pojazdem Heydrich został na przedmieściach Pragi zaatakowany przez czeskich i słowackich cichociemnych. Zmarł tydzień po zamachu, wskutek zakażenia spowodowanego przez... fragment samochodowej tapicerki, który zanieczyścił rany.     

W jaki sposób nazistowski mercedes 320 trafił do USA? Jak twierdzi opisujący tę historię "New York Times", prawdopodobnie został tuż po zakończeniu II wojny światowej przeszmuglowany z  Europy statkiem przez obrotnego oficera amerykańskiej marynarki wojennej.

Gdy wiadomość, że w USA "odkryto samochód Hitlera", zyskała rozgłos, jego aktualnemu właścicielowi zaproponowano odkupienie wozu za półtora miliona dolarów. Odmówił.

Dla miłośników aut po znanych aczkolwiek niekoniecznie lubianych trafia się jednak następna gratka. 20 sierpnia na licytacji w Kalifornii zostanie wystawiony cadillac V-8 Town Sedan z roku 1928 r. Opancerzony, z kuloodpornymi szybami, wyposażony w radio, przechwytujące wiadomości nadawane na policyjnych częstotliwościach, polakierowany (oryginalnie) na wzór policyjnych radiowozów z Chicago z okresu Wielkiej Prohibicji. Był kiedyś własnością gangstera nad gangsterami - samego Al'a Capone'a. Cena wywoławcza tego cacka: około 500 000 dolarów.

A Wy jakim samochodem chcielibyście jeździć? Po papieżu, prezydencie,  słynnym gangsterze, czy jednak po "niepalącej niemieckiej emerytce"? Odpowiedź wydaje się oczywista, chociaż...           

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Auto od celebryty czy "niepalącej niemieckiej emerytki"?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 24,

przeczytane przez: 36 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony