Babcia Helga i jej rasowe BMW

Życie w symbiozie ze społeczeństwem opiera się na wzajemnych relacjach.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Pokrótce chodzi o to, żeby każdy był zadowolony. Gdy wszyscy są dla siebie mili, grzeczni i sympatyczni nie istnieje stres, człowieka przepełnia radość egzystencji. Czasami jednak, by nie sprawić przykrości innym, dopuszczamy się pewnych niewinnych kłamstewek. Gdyby nie one, pewne grupy społeczne w ogóle nie mogłyby istnieć. Weźmy np. takich handlarzy samochodów...

Każdy wie, że kierowca cieszy się zawsze dwa razy - jak kupuje auto, i jak go sprzedaje. Zadaniem handlarza jest zapewnienie nam jak najprzyjemniejszych doznań w czasie tego pierwszego.

Reklama

Znajdź różnicę, czyli prawda o handlarzach samochodów

Jeśli macie wolną chwilę zapraszamy do zabawy "znajdź różnicę". czytaj więcej

Ten przemiły pan, który tak dzielnie wyszukuje za naszą zachodnią granicą wszelkiego rodzaju okazje robi to tylko po to, by ulżyć nam w potrzebie. Wykonuje za nas ciężką robotę, dokładając wszelkich starań, by nie zawieść naszych oczekiwań.

Jak ciężką wie każdy, kto samodzielnie próbował sprowadzić dla siebie samochód. Przeważnie kończy się to na setkach telefonów, kilkudniowej wycieczce krajoznawczej po Niemczech, Francji czy Szwajcarii i powrocie do kraju z niczym, lub z tzw. "nagrodą pocieszenia", która jako jedyna znajdowała się w stanie rokującym względnie bezproblemową eksploatację. Większość samochodów albo jest w opłakanym stanie, albo ich ceny przyprawiają o ból głowy.

Handlarz zawsze trafi jednak na bezwypadkowego diesla z przebiegiem max. 120 tys. km. niezależnie od tego czy samochód ma 5, 10, czy 15 lat. Jak to robi? Ehh, przecież "siedzi w tym fachu od lat i jak nikt inny ma swoje dojścia..."

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Na życzenie klienta sprowadzi każdy samochód, który zawsze pełnił rolę drugiego lub trzeciego pojazdu w rodzinie i posiada nienagannie prowadzoną książkę serwisową.

Szukacie mocnego i zadziornego auta sportowego? Oglądając rasowe BMW 330 usłyszycie, że babcia Helga co niedzielę wyjeżdżała nim jedynie do kościoła. Marzycie o monstrualnej terenówce? To również żaden problem. Patrol, na którego patrzycie "nigdy nie był jeżdżony w terenie" a pan Helmut z racji dużego bagażnika wyjeżdżał nim tylko na zakupy do Kauflandu. To nawet logiczne, nikt przecież nie kupowałby takiego samochodu, żeby jeździć nim w terenie...

Niewiarygodna opowieść? Być może, ale pan handlarz nie takie rzeczy już opowiadał...

Niestety, w tej barwnej beletrystyce pominie on fakt, że samochód spotkał się w Niemczech z budowlaną Fadromą a z cyferek, jakie widnieją na liczniku pół nocy komponował odpowiednio sympatycznie wyglądający ciąg liczbowy. Gdyby o tym wspomniał, zawiódłby nasze oczekiwania.

Wie, że świadomość jeżdżenia powypadkowym truchłem z przebiegiem pół miliona kilometrów byłaby dla nas przykra i bolesna. Wie też, że błoga nieświadomość to zdecydowanie bardziej przyjemne uczucie...

Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Babcia Helga i jej rasowe BMW

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 105,

przeczytane przez: 4877 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony