Budujemy drogi, czyli Owen mówi Jackie, że zdradził ją z Bridget...

"Owen mówi Jackie, że zdradził ją z Bridget, ale zapewnia, że tylko ona się dla niego liczy i że zawsze będą razem" - to zapowiedź 5822 odcinka "Mody na sukces", tasiemcowej opery mydlanej, która od prawie 19 lat nieprzerwanie gości na ekranach naszych telewizorów.

Zdjęcie

Według danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wybudowanie 1 kilometra autostrady w Niemczech kosztuje 8,24 mln euro, w Polsce - 9,61 mln /Fot. Wojciech Strozyk /Reporter
Według danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wybudowanie 1 kilometra autostrady w Niemczech kosztuje 8,24 mln euro, w Polsce - 9,61 mln
/Fot. Wojciech Strozyk /Reporter

 Jest jednak serial o jeszcze dłuższej historii. Nosi tytuł "Budowa dróg w Polsce", a jego dzieje sięgają roku 1989, kiedy to - wkrótce po rozpoczęciu Wielkiej Transformacji - ogłoszono pierwszy ambitny plan szybkiego pokrycia naszego kraju siecią nowoczesnych autostrad. Od tego czasu ów niekończący się reality show dostarcza mnóstwo emocji, obfituje w zaskakujące zwroty akcji, ma też wyraziście nakreślone postacie bohaterów. Wszystko zgodnie z przepisem na gwarantującą masową oglądalność telenowelę z elementami filmu grozy, klasycznego sitcomu i komediodramatu.

Z pisania zawiłych scenariuszy moglibyśmy udzielać twórcom "Mody na sukces" lekcji. Przecież nikczemność Owena nijak się ma do zdrady firmy COVEC, która kilka miesięcy przed Euro 2012 zrejterowała z budowy kluczowego odcinka autostrady A2. Niepokój związany z oczekiwaniem decyzji Jackie (wybaczy czy nie wybaczy Owenowi jego niewierność?) trudno nawet porównywać z napięciem, z którym śledziliśmy kolejne meldunki niemniej przystojnego niż nieszczęsny Owen ministra transportu Sławomira Nowaka. Czy ci, którzy przejęli porzucone przez Chińczyków dzieło zdążą z ukończeniem roboty przed pierwszym gwizdkiem piłkarskiego czempionatu czy damy plamę? A to przecież tylko jeden z wątków drogowego story...

Reklama

Optymizm miesza się z pesymizmem, słodkie łzy radości z gorzkimi łzami rozpaczy, informacje pomyślne z niepomyślnymi... I tak przez długie lata.

Warto wreszcie skończyć z dopisywaniem kolejnych epizodów do tego niekończącego się serialu i spojrzeć prawdzie w oczy - budujemy drogi powoli, źle i drogo. Nie potrafimy porządnie przygotować i zorganizować inwestycji, wybrać wiarygodnych wykonawców. A gdyby...

A gdyby tak powierzyć to zadanie tym, którzy umieją to robić najlepiej, czyli Niemcom? Kompleksowo, od projektu po przecięcie wstęgi. To oni przecież mają najlepiej w Europie rozwiniętą sieć autostrad. Sprawnie też uporali się z unowocześnieniem dróg w byłej NRD. Dlaczego nie mieliby dać sobie rady i w Polsce?

Zlecenie Niemcom dokończenia budowy sieci autostrad i dróg ekspresowych, na podstawie jednej, międzypaństwowej umowy, uwolniłoby polskie urzędy od mitręgi przetargów, zmory odwołań, koszmaru negocjacji z poszczególnymi firmami it

Niemcy potraktowaliby takie zadanie ambicjonalnie i prestiżowo, co dawałoby rękojmię dotrzymania ustalonych terminów. Dbaliby również o nieprzekroczenie ściśle określonych w powyższej umowie kosztów. Zresztą umieją budować taniej niż my.

Cytat

Porzućmy narodową dumę, wyzbądźmy się wstydu, wszelkich uprzedzeń, resentymentów i spójrzmy chłodno na zalety proponowanego rozwiązania

  Według danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wybudowanie 1 kilometra autostrady w Niemczech kosztuje 8,24 mln euro, w Polsce - 9,61 mln. Ba, powołując się sprytnie na historyczne zaszłości związane z obecnością Niemców na naszych terenach  prawdopodobnie udałoby się uzyskać dodatkowe, atrakcyjne rabaty.

Niemcy sami dobieraliby sobie podwykonawców. Zatrudnialiby tysiące polskich pracowników, w czym mają wszak ogromne doświadczenie. Nasi robotnicy nie musieliby już wyjeżdżać na saksy, bowiem to saksy przyjechałyby do nich.

Słynący z biznesowej rzetelności Niemcy byliby godnym zaufania partnerem dla firm podwykonawczych, które dziś ze strachu przed bankructwem spowodowanym niewypłacalnością zleceniodawców nie chcą angażować się w budowę autostrad.

Niemcom nie brakowałoby pieniędzy na bieżące finansowanie robót - byliby chętnie kredytowani przez niemieckie banki.

Mówi się, że Niemcy rządzą Unią Europejską. Skoro tak, to Bruksela nie ośmieliłaby się marudzić przy kasie, wstrzymywać z byle powodów dofinansowywania projektów drogowych w Polsce, jak to dzieje się obecnie.

Solidni Niemcy nie odstawialiby fuszerki - zbudowane przez nich i pod ich nadzorem drogi nie wymagałyby po pięciu latach generalnego remontu nawierzchni.

Niemcy uchodzą za państwo wielce zbiurokratyzowane, więc poradziliby sobie i z polską biurokracją.

Owszem, istnieją tysiące przeszkód, nie tylko prawnych, uniemożliwiających dzisiaj realizację wyżej nakreślonego planu. Wszystko jednak da się jakoś załatwić. Tym bardziej, że premier Donald Tusk jest ponoć w świetnej komitywie z kanclerz Angelą Merkel, której dziadek, jak się ostatnio dowiedzieliśmy, pochodził z Poznania, ważnego miasta na trasie autostrady A 2...

Więcej tekstów tego autora znajdziesz po kliknięciu w avatar. 

         

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Budujemy drogi, czyli Owen mówi Jackie, że zdradził ją z Bridget...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 374,

przeczytane przez: 561 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony