Być wszędzie pierwszym. Także w kostnicy

Szanowna Redakcjo "Poboczem"! Aby moc wywiązać się z moich obowiązków zawodowych, koniecznie muszę poruszać się samochodem. Jestem handlowcem, co roku po polskich drogach (jak również po drogach naszych południowych i zachodnich sąsiadów) pokonuję ok 50 tys. km. (*)

Zdjęcie

  Z archiwum... /Fot. Piotr BLAWICKI /East News
  Z archiwum...
/Fot. Piotr BLAWICKI /East News
Oznacza to ilość godzin spędzonych za kierownicą w ruchu pojazdów silnikowych na rodzimych drogach wystarczająca do tego, aby wykupić sobie wysokie ubezpieczenie na życie i poważnie zacząć myśleć o donosicielstwie.

Codziennie jestem świadkiem niebezpiecznych sytuacji na drodze, zazwyczaj powodowanych przez kierowców, którzy koniecznie muszą być wszędzie pierwsi - pierwsi na kolejnych światłach, pierwsi w domu, pod marketem, w kostnicy, wyprzedzających w niedozwolonych miejscach, wyprzedzających niepotrzebnie, bo zaraz i tak trzeba drastycznie zwolnić.

Reklama

Byłem uczestnikiem kilku sytuacji, w których tylko cudem uszedłem z życiem, bo wyprzedzający na ciągłej linii samochód, na trzeciego, niemal zepchnął mnie na przydrożne drzewo, a już na pewno zmusił do gwałtownego hamowania i salwowania się ucieczką na pobocze.

Na szczęście jak do tej pory jestem cały i zdrów, jednak samochód był już raz u blacharza i lakiernika. Nie z mojej winy. Z winy kogoś, kto wymuszając drogę dla siebie, tam gdzie nie miał takiego prawa, zepchnął mnie na stojący na poboczu znak drogowy, zresztą ograniczenia prędkości.

W środę w drodze z Krakowa do Krzeszowic, ok. godz. 16:30 w ulewnym deszczu, wyprzedziło mnie czarne audi a4 kombi KCH 44(…), robiąc to na ciągłej linii, zmuszając mnie do gwałtownego hamowania, ponieważ wciskał się na siłę w kilkunastometrową lukę, którą zostawiłem przed poprzedzającym autem. Przecież z nieba lały się wodospady wody, było ślisko.

I wtedy, z powodów osobistych, targnęła mną wściekłość. Też spieszę się do domu, do rodziny (jestem mieszkańcem Chrzanowa), jednak zachowując rozsądek wolę dojechać nieco później, niż pędząc na złamanie karku (i ograniczeń prędkości) nie dojechać wcale.

Wściekłość ta spowodowała, że wyciągnąłem komórkę (wbrew prawu) i włączyłem nagrywanie filmów - bo czułem, że ten wariat nie na długo zadowoli się niewygodnym i ciasnym miejscem przed moim samochodem.

Film jest robiony z ręki, trzymam komórkę podczas jazdy samochodem, ale jak wspomniałem, chęć udokumentowania wyczynów tego kamikaze była silniejsza niż potrzeba drobiazgowego przestrzegania przepisów. Film nie ma moim zdaniem żadnej wartości dowodowej - jest kiepskiej jakości i raczej nikomu nieprzydatny. Nie wiem też - i nie chcę tych informacji szukać - jak na takie nagrania reaguje policja. Czy uważa je za wystarczający materiał dowodowy do np. wystawienia mandatu za łamanie przepisów ruchu drogowego - wlepienia punktów karnych?

Czy nagrany komórką filmik pokazujący kierowcę łamiącego przepisy lub jadącego szczególnie agresywnie (nagrany np. przez pasażera, bo ja to zrobiłem niezgodnie z prawem jednak) ma dla policji taką samą wartość jak film zarejestrowany przez wideorejestrator w radiowozie?

Jeśli odpowiedź byłaby w tej kwestii twierdząca, to proszę mi uwierzyć, że zakupię takie urządzenie (…) i niestety codziennie będę wysyłał na policję filmy z podobnymi zdarzeniami. Informację tę wysyłam jako anonimowy "donosiciel" - ze względu na sposób wykonania nagrania - narażający mnie na karę. Może powiecie, że sprawa jest błaha, nie warta zachodu, lub o małej szkodliwości społecznej. Jednak co powiedziałaby moja córka, gdybym wczoraj nie wrócił do domu, ale wylądował w szpitalu sparaliżowany? Czy zrozumiałaby dlaczego już nigdy nie wziąłbym jej na barana; dlaczego już nigdy nie zabrałbym jej na plac zabaw - a to ona musiałaby przynosić mi do mojego wózka inwalidzkiego jedzenie i picie? Moja córka ma 3 lata. Nie zrozumiałaby, dlaczego się nie ruszam. Nie zrozumiałaby, dlaczego nie potrafię jej odpowiedzieć, dlaczego siedzę w miejscu. Nie wiem, czy wtedy cieszyłbym się, że mimo wszystko na tej śliskiej drodze udało mi się uniknąć zderzenia, bo przecież żyję. A mogłem stać się ofiarą morderstwa. Morderca odjechałby czym prędzej, spiesząc się i jak zwykle, nie zwracając uwagi na innych.

Filmiki, jak pisałem, są niestety marnej jakości. Filmik pierwszy zacząłem nagrywać porwany falą wściekłości, na krótko po tym, jak audi zajechało mi drogę wyprzedzając mnie na ciągłej linii, a ja zmuszony byłem do gwałtownego hamowania. Nie musiałem długo czekać na kolejny wyczyn cyrkowy - ciekawie robi się od momentu 0:01:59 - 0:01:59 - tak, to był ogień z rury wydechowej.

Proszę w tym samym momencie zwrócić też uwagę, że z prawej strony z drogi podporządkowanej wyjeżdża samochód. Widać go na klatce 0:02:01 0:02:06 samochód jadący z naprzeciwka mija wyprzedzające audi o włos. Niebieska panda zmuszona do hamowania. 0:02:08 manewr wyprzedzania jest kontynuowany 0:02:15 film nie oddaje prędkości, z jaką audi się oddala jechaliśmy wszyscy około 60 km/h, audi - na zakręcie - dużo szybciej.

Wyłączyłem komórkę, bo sądziłem, że już się nie spotkamy. Minutę później, nie przyspieszając, a wręcz zwalniając - oba samochody przede mną skręcały na skrzyżowaniu w lewo - dogoniłem rajdowca, nie goniąc go przecież, - w miejscu, w którym przed Krzeszowicami (jadąc od strony Krakowa) budowany jest wiadukt. Na wysokości stacji paliw ORLEN w Krzeszowicach sfilmowałem jeszcze tablicę rejestracyjną.

Oczywiście wiem, że takie przedstawienie faktów to świetne pole do manipulacji i nie stanowi dowodu w jakiejkolwiek sprawie. Mimo to wysyłam tego mejla do Was. Za światłami w Krzeszowicach znowu włączyłem komórkę, bo przecież o ile wyprzedzenie ciężarówki (widoczna na drugim filmiku) jest czymś normalnym, to kierowca czarnego audi nie zrobi tego chyba w normalny sposób. Nie myliłem się. Proszę spojrzeć uważniej od minuty 0:01:35

Linia ciągła, przed przejściem dla pieszych (0:01:40), przekroczona dozwolona prędkość (0:01:48), widoczny nadjeżdżający z przeciwka samochód. Komórka wyłączona. Za chwilę audi znowu wyskakuje spomiędzy aut wyprzedzając następnego "zawalidrogę", który akurat chciał dojechać do domu zdrów i cały, to nic że nieco wolniej. Sprawę zostawiam tak, jak opisałem. Pozdrawiam. Stop wariatom drogowym. Chciałbym zawsze szczęśliwie dojechać do domu. Nie koniecznie najszybciej, jak się tylko da.

(*) - list do redakcji.

Przeczytaj: Tragiczny poniedziałek... Śmierć zbiera żniwo na drogach

Poniżej te same filmy wrzucone poprzez Facebooka

Film 1.

Film 2.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Być wszędzie pierwszym. Także w kostnicy

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 119,

przeczytane przez: 178 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony