Co zmieniło się na polskich drogach po 1 lipca?

1 lipca w życie weszły nowe przepisy dotyczące fotoradarów. Teoretycznie miało być bezpieczniej i rozsądniej. Co z tego wyszło?

Przypomnijmy, że jednym z głównych założeń radarowej reformy było zaprzestanie wykorzystywania "fotopstryków" w roli maszynek do robienia pieniędzy. W myśl nowych przepisów każdy fotoradar poprzedzony musi być odpowiednim znakiem i oklejony żółtą, widoczną z daleka folią tak, by kierowca nie był zaskakiwany. Z poboczy mają też zniknąć wszelkie atrapy, czyli słupy, które nie są podłączone do sieci energetycznej.

Problem w tym, że Inspekcja Transportu Drogowego, która nadzoruje obecnie sieć fotoradarów, nie musi się spieszyć z egzekwowaniem nowego prawa. Na oklejenie fotoradarów ma czas aż do lipca 2014 roku! Co więc zmieniło się na polskich drogach po 1 lipca 2011 roku? List jednego z naszych czytelników wskazuje na to, że nic...

Reklama

Oto jego treść :

Pojechaliśmy z żoną po córkę z Gorzowa Wlkp. do Gdyni. Po kilku dniach wróciliśmy. Po dwóch tygodniach przysłano nam trzy pisma ze wszystkimi opcjami do wyboru. Chodziło oczywiście o przekroczenie prędkości potwierdzone zdjęciami z fotoradarów. Na ograniczeniu do 50 km/h żona miała przekroczenia: 68 km/h, 72 km/h i 73 km/h. Na zdjęciach widać, że drogi i pobocza puściutkie. Żona sprawdzała w Internecie taryfikator: od 70 km/h jest przedział od - do. Oczywiście "dowalili" maxa za wkroczenie w kolejny przedział o 2 i 3 km/h. Podróż bez naszej wiedzy kosztowała nas znacznie więcej niż się spodziewaliśmy. Teraz najważniejsze w tej historii. Gdyby mandat wypisał policjant, bylibyśmy świadomi, że "mamy w plecy". Problem w tym, że kiedy nie wiemy, że robią nam ukryte zdjęcia, to na przestrzeni kilku kilometrów można stracić prawo jazdy i zapłacić kilka tysięcy zł mandatu. Wspomnę tylko, że dwa radary oddalone były od siebie o 2 minuty jazdy przy prędkości 70 km/h. Zagotowało się we mnie, gdy to zobaczyłem...

Oczywiście, całkiem słusznie, można stwierdzić, że w tym przypadku, kierowca sam jest sobie winny. Gdyby cała podróż odbywała się zgodnie z przepisami, nikt nie byłby "w plecy". Problem jednak w tym, że przy braku sieci szybkich dróg właściciele aut są wręcz zmuszani do wybiórczego traktowania ograniczeń - gdyby wszyscy jeździli zgodnie z przepisami, na pokonanie wspomnianego odcinka z Gorzowa Wlkp. do Gdyni potrzeba by, co najmniej, dwóch dni. Nowe "fotoradarowe" przepisy powstały właśnie po to, by oszczędzić kierowcom tego typu stresów. Niestety, jak to zwykle w Polsce bywa, miało być świetnie, a wyszło jak zwykle...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Co zmieniło się na polskich drogach po 1 lipca?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 5,

przeczytane przez: 7 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony