Czyli jak Tusk przekroczy prędkość, to mandat zapłaci Skarb Państwa?

Straże gminne stracą prawo do korzystania z fotoradarów, a Inspekcja Transportu Drogowego - z nieoznakowanych wideoradiowozów.

Zdjęcie

Mandaty ma płacić właściciel samochodu... /Wojciech Stróżyk /Reporter
Mandaty ma płacić właściciel samochodu...
/Wojciech Stróżyk /Reporter

Mandaty z fotoradarów, bez punktów karnych, obciążą właścicieli pojazdów, a nie ich kierowców, w związku z czym zniknie problem z dochodzeniem, kto prowadził przyłapany na wykroczeniu samochód. Wysokość kary będzie uzależniona od wysokości średniego wynagrodzenia w kraju. Recydywiści i ci, którzy łamią przepisy w terenie zabudowanym zapłacą więcej. Niekiedy dużo więcej.

Takie ustalenia zawiera projekt nowej ustawy, przygotowany przez posłów Platformy Obywatelskiej. Wydawałoby się, że proponowane zmiany generalnie idą w dobrym kierunku. Niestety, wrażenie to pryska po nawet pobieżnej lekturze komentarzy internetowych na ich temat. Największe zastrzeżenia wywołuje zapis, że karany za wykroczenia będzie właściciel, a nie kierowca pojazdu.

Reklama

"Czyli jak Tusk przekroczy prędkość, to w myśl ustawy mandat zapłaci Skarb Państwa" - wyciąga wnioski "ja".

W podobnym duchu wypowiada się "ppp": "Czyli za wozy służbowe administracji państwowej zapłaci podatnik, a kierowca wiozący polityka będzie miał wszystkie ograniczenia gdzieś".

"Współczuję właścicielom firm transportowych. To kolejne udogodnienie dla prowadzących działalność gospodarczą" - martwi się "Bolo".

"To ja wypożyczam auto z wypożyczalni i śmigam po 200 km/h, niech płaci właściciel" - zapowiada "dr Wiktor Wektor".

"No to firmy leasingowe będą płynąć" - przewiduje "aaaa".

Otóż nic z tego. Już teraz przecież firmy leasingowe otrzymują wezwania związane z wykroczeniami drogowymi popełnianymi przez kierowców leasingowanych pojazdów (między 1 lipca 2011 r., czyli od chwili, gdy nadzór nad fotoradarami przejęła ITD, do sierpnia 2013 r. wpłynęło niemal 70 tysięcy takich pism!). I to one zajmują się ustalaniem konkretnych sprawców owych czynów, obciążając ich dodatkowo, poza mandatami, opłatami manipulacyjnymi w wysokości kilkudziesięciu złotych. O swoje interesy potrafią niewątpliwie zadbać również wypożyczalnie samochodów, urzędy, instytucje i przedsiębiorstwa. Wystarczy wprowadzić rejestr, do którego będą wpisywali się wszyscy użytkownicy służbowych pojazdów, podając dokładną informację (data, godzina, minuta), kiedy wsiedli za kierownicę auta i je opuścili.

Rozumie to "Majk", pisząc: "Jeśli kierujący nie był właścicielem, to właściciel pojazdu ma potem prawo ubiegać się o rekompensatę (...) od kierującego pojazdem. (...) Jest to znacznie lepsze prawo niż poprzednie przymuszanie pod groźbą odpowiedzialności do powiadomienia, kto kierował autem. Kierowcy sami zechcą powiadamiać, aby odzyskać swoje pieniądze. Nie sądzę, że ktoś inteligentny pożyczałby auto komuś, kto nie zapłaciłby za siebie mandatu, a jeśli ktoś taki się znajdzie, to nawet lepiej, że będzie musiał zapłacić mandat za kogoś tak nieodpowiedzialnego, iż pożyczonym samochodem łamie przepisy."

"Jeśli właścicielem auta jest firma leasingowa, bank albo firma transportowa, to zawierając umowę z kredytobiorcą, użytkownikiem, czy pracownikiem zażąda podpisu, że to on ponosi odpowiedzialność za mandaty z kamerek. Tak jest tu, w USA. A pracownikowi firma potrąci mandaciki z poborów. Banalnie proste, nie? Jeśli właścicielem pojazdu jest kilka osób, to zawsze któraś z nich jest na pozycji pierwszej i to do niej przyjdzie mandat. Nikogo nie obchodzi, jak ona odzyska pieniążki od reszty właścicieli. Podpisujesz jakiś papier, to bierzesz za to odpowiedzialność! To prawo jest w swojej prostocie genialne, bo nie angażuje dodatkowych środków biurokratycznych na dochodzenie, kto jest winien! Dałeś się złapać, to płacisz!" - pisze, prawdopodobnie zza oceanu, "Jurek (Chicago)". Stawia też własną, ostrą diagnozę rzeczywistych przyczyn krytycznych komentarzy na temat rzeczonej ustawy. 

Zdjęcie

Kto zapłaci mandat za premiera? /PAP
Kto zapłaci mandat za premiera?
/PAP

"Wy po prostu chcieliście być cwaniakami większymi od tych w rządzie i chcieliście państwa, które można robić w wała. "Nie ma mojej buzi na zdjęciu, to niech mi udowodnią, że to ja jechałem tym autkiem". A tu cwaniaki z rządu wzięli wzorce z normalnych krajów i wprowadzili zamiast mandatu i punktów karę administracyjną (...): za przewinienia wyłapane przez kamerkę odpowiada właściciel pojazdu na zdjęciu. I tak, moi rodacy, zaczyna się w tym porąbanym kraju nad Wisłą budowanie społeczeństwa odpowiedzialnego! Powoli wkraczacie do normalnego świata i to bolesna droga dla krętaczy, cwaniaków i oszustów!".

Na swoje zaoceaniczne doświadczenia powołuje się również "leszek": "Będąc w USA korzystałem z samochodu należącego do firmy no i zrobiono mi zdjęcie na czerwonym światełku, więc pracodawca przy kolejnej wypłacie pomniejszył mi czek o wysokość mandatu, bez pytania mnie o zgodę. Popieram ten system".

Na przykład ze świata wskazuje także "MNB": "W UK fotoradary robią zdjęcia od tyłu i jakby się nie starać, to się nie zidentyfikuje kierowcy, więc mandat przychodzi na właściciela auta."

Niektórzy zastanawiają, co by było, gdyby zasadę, że odpowiedzialność za popełnienie przestępstwa spada nie na jego sprawcę, lecz na właściciela narzędzia, za pomocą którego je popełniono, rozciągnąć na inne rodzaje występków. "To tak, jakby właściciela mopa karać za to, że go pożyczył sąsiadowi, a sąsiad kijem od niego zabił sąsiadkę" - dywaguje "jygf".

"Pożyczę od teściowej po cichu auto, czapeczka, broda, jakieś okularki i plasterek na brodę, pojeżdżę bardzo nieprzepisowo tam, gdzie nie ma ludzi, a są odpowiednie znaki i niech baba płaci, a co, jak zięcia nie lubi..." - snuje niecne plany "miecio".

Odezwali się również znawcy prawa.

"Taki nakaz płatniczy bez określenia winnego jest niekonstytucyjny" - twierdzi "ankisz". Według internauty, podpisującego się pseudonimem "satisfied cat", karać wolno tylko sprawcę wykroczenia czy przestępstwa. Właściciel pojazdu, jeśli osobiście nie popełnił czynu zabronionego, nie jest nawet "stroną postępowania". Potem jest o ćwokach, kretynach, debilach i idiotach, czyli autorach wspomnianego projektu ustawy...

Jak nie bez słuszności zauważa cytowany już wyżej "ppp", wielu kierowców  przed beztroskim hasaniem po drogach powstrzymuje jedynie wizja przekroczenia limitu punktów karnych i utrata prawa jazdy. Przewidywana rezygnacja z punktów przy wykroczeniach wyłapanych przez fotoradary dowodzi, jego zdaniem, że celem rządzących jest, jak to ujmuje "ppp", wyłącznie "zbieranie kasiorki". 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Czyli jak Tusk przekroczy prędkość, to mandat zapłaci Skarb Państwa?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 353,

przeczytane przez: 529 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony