Drogie paliwo. A próby protestów wyglądają żałośnie

Portugalczycy, jak donoszą tamtejsze media, nie chcą płacić za korzystanie z dotychczas darmowych autostrad w tym kraju. Krewcy kierowcy pobili jednego z inkasentów opłat - wprowadzonych, przypomnijmy, w związku z fatalną sytuacją finansową budżetu państwa. Rząd w Lizbonie zapowiedział, że dla zapobieżenia kolejnym tego typu incydentom punkty poboru opłat będą chronione przez... żołnierzy wojsk specjalnych.

Zdjęcie

   
   
A w Polsce? Cóż, my też narzekamy drożyznę, pazerność fiskusa, kiepskie drogi, przewlekłość remontów, ale kończy się zwykle na czczej gadaninie. Gdy motocykliści próbowali w zorganizowany sposób sprzeciwić się zdzierstwu włodarzy nieustannie naprawianej autostrady A 4 - pokojowo, bez uciekania się do jakichkolwiek rękoczynów, których rzecz jasna w żadnym przypadku nie pochwalamy, ani do nich nie zachęcamy - skończyło się na ciąganiu ich po sądach i uszczypliwych komentarzach.

Inne próby protestów wyglądają wręcz żałośnie. Od czasu do czasu próbują to czynić taksówkarze. Pojeżdżą, pokrzyczą... Zero skutków. Ostatnio w internecie znów zaczął krążyć e-mail, wzywający do bojkotu produktów niektórych obecnych w Polsce zagranicznych koncernów naftowych. Jeżeli przestaniemy kupować paliwo na ich stacjach, ceny spadną - argumentują autorzy apelu.

Reklama

Oj, naiwni. Po pierwsze, wcale spaść nie muszą, bowiem o cenie litra benzyny czy oleju napędowego w dużo większym stopniu decydują spekulacyjne zagrywki eksporterów ropy naftowej i polityka podatkowa państwa niż stosunkowo niewielkie marże sprzedawców gotowych wyrobów.

Po drugie, wśród firm, które miałyby zostać objęte bojkotem, nie znalazł się PKN Orlen, potentat, dostawca paliw dla wielu mniejszych sieci, nie wyłączając tych funkcjonujących w barwach wielkich międzynarodowych graczy. Każdy, kto choć trochę orientuje się w branży wie, że to właśnie gigant z Płocka rozdaje na tym rynku karty. I nie mamy tu bynajmniej na myśli kart stałego klienta...

Każdy kolejny rząd traktuje portfele zmotoryzowanych obywateli jako poręczne i niewyczerpane źródło dochodów dla budżetu. Dlatego trudno uwierzyć w szczerość intencji polityków, którzy domagają się obniżenia akcyzy paliwowej, czy zwiększenia wydatków na drogi. Czynią to bardziej po to, by dopiec przeciwnikowi niż z autentycznej chęci ulżenia doli kierowców.

Wyrazicielami interesów właścicieli samochodów powinny i mogłyby być ogólnokrajowe organizacje zrzeszające zmotoryzowanych. Niestety, w Polsce nie mają one żadnej siły przebicia. Nie słychać nic o ich działalności lobbingowej, konsultowaniu aktów prawnych itp. Zresztą nic dziwnego, skoro również potężny niemiecki ADAC czy amerykańskie AAA też nie potrafią zapobiec wprowadzaniu niekorzystnych dla kierowców przepisów.

Cała nadzieja w potędze... Internetu i portali społecznościowych. W USA klienci, którzy skrzyknęli się poprzez Facebook, zmusili jeden z wielkich banków do wycofania się z zamiaru wprowadzenia dodatkowych opłat za korzystanie z konta osobistego.

Zdjęcie

    /PAP
   
/PAP

W Polsce zawiązała się "Inicjatywa obywatelska przeciwko podwyżkom cen paliw". Jej pomysłodawcami są dwaj mieszkańcy Częstochowy. Tak piszą o swojej akcji: "Już wkrótce, ceny paliw mogą przekroczyć granicę 6 zł, rząd podnosi ceny paliw bez skrupułów, tłumacząc to kryzysem. W związku z podnoszeniem cen paliw, wzrastają też ceny usług i produktów, takich jak chociażby żywność. Nie znamy osoby, która byłaby zadowolona w związku z tą sytuacją, ale mało kto zamierza coś z tym zrobić. Nie bądźmy marionetkami, pokażmy, że nie zgadzamy się na taką politykę! Ceny nie są nawet porównywalne do naszych dochodów. Rząd chce standardów unijnych, ale nie robi nic aby nasze płace wzrastały, adekwatnie do europejskich. Dlatego dnia 17 grudnia, postanowiliśmy zaprotestować. Uderzamy jak najbliżej źródła, czyli w stacje benzynowe. Zbieramy się, o godzinie 17:00, w zależności od ilości aut, dzielimy się na odpowiednią ilość grupek, po czym jedziemy na stację, każde auto podjeżdża do dystrybutora, tankuje za 1 zł, płaci, ponownie tankuje za 1 zł, płaci, itd. w zależności od upodobania. Możecie tankować łącznie za 10, 20, 50 lub 100 zł, ważne żeby kwota 1 tankowania oscylowała w granicach 1 zł."

Czy to się uda? Mamy wątpliwości. Co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, napisy na dystrybutorach określają minimalną możliwą do zatankowania ilość paliwa na dwa litry. Co prawda, jak powiedział nam pracownik jednej ze stacji, teoretycznie można wyłączyć "pistolet" przy kwocie 1 zł, ale pomiar ilości wlanego do baku paliwa będzie niewiarygodny. Po drugie, akcja według zaproponowanego przez jej inicjatorów scenariusza byłaby bardzo skomplikowana i wymagała ogromnego zdyscyplinowania uczestników...

Fotosy

liczba zdjęć: 12963

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Drogie paliwo. A próby protestów wyglądają żałośnie

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 294,

przeczytane przez: 441 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony