Drogowy bandyta, a może policja, czepia się niewinnego człowieka?

Żyjący w poczuciu krzywdy, w atmosferze niezasłużonej nagonki i zbyt ostrej krytyki właściciele beemek mogą odetchnąć z ulgą. Ta opowieść nie będzie o nich. Jej niesławnym bohaterem jest kierowca mustanga. Forda mustanga.

Zdjęcie

/
/

Fakt, że ten legendarny i do niedawna zupełnie egzotyczny w naszym kraju amerykański samochód zaczyna występować w raportach polskiej policji dowodzi zmian, które następują w rodzimym pejzażu motoryzacyjnym. Jeszcze trochę i na ekranach wideorejestratorów w radiowozach, krążących po drogach między Bałtykiem a Tatrami, zaczną pojawiać się lamborghini, ferrari, pagani i inne koenigseggi. I wcale nie będzie takie oczywiste, że za ich kierownicą siedzi Jakub W., dziennikarz i prezenter telewizyjny z Warszawy...

Historia jest znana, więc tylko króciutko ją streścimy. Oto na drodze krajowej nr 10, w miejscowości Białe Błota, patrol drogówki jadący nieoznakowanym radiowozem zauważył forda mustanga, którego kierowca popełniał kolejne wykroczenia: złamał zakaz wyprzedzania, najechał na  podwójną ciągłą, pędził 150 km/godz., przekraczając dopuszczalną prędkość o 60 km/godz. Zatrzymany, odmówił przyjęcia mandatu i oznajmił policjantom, że mając samochód z 400-konnym silnikiem trudno jechać wolno. (więcej o tym zdarzeniu TUTAJ)

Reklama

Sprawa jest w zasadzie banalna. Każdy, kto podróżuje samochodem po Polsce,  wielokrotnie bywa świadkiem podobnych i znacznie poważniejszych wykroczeń. Również zachowanie kierowcy forda trudno uznać za wyjątkowe. Arogancja, hardość, lekceważący stosunek do własnych występków i do przedstawicieli służb mundurowych stają się, niestety, zjawiskiem powszechnym. Zwraca jednak uwagę ton komentarzy pod informacją, opisującą powyższy incydent.

Szybka jazda Mustangiem /Policja

"ccc": "Ale zbrodnia".

"ciekawski": "Nie rozumiem, zaczął wyprzedzać 2 m przed znakiem odwołującym wszystkie zakazy, więc jakie tu popełnił wykroczenia?"

"qwer": "Rozpoczął wyprzedzanie jeden metr przed odwołaniem zakazu, przekroczył ciągłą linię o trzy centymetry; ależ poważne wykroczenia, dobrze że go nie rozstrzelali na miejscu."

"robson": "20 metrów przed znakiem to tylko łapanka".

"jaro": "A jaką karę poniosą pseudopolicjanci, którzy tak samo powodowali zagrożenie na drodze."

"Janek": "Nie było żadnego zagrożenia życia, koleś mustangiem pojechał normalnie, prosta była i nikogo nie było na drodze, tak że ja bym tak sam zrobił."

5675": "Sądząc po drastycznym wykroczeniu polegającym na rozpoczęciu manewru tuż przed znakiem ten manewr umożliwiającym wyraźnie pokazuje, że kogoś tu było stać tylko na Fabię i zazdrościł Mustanga."

"AP": "Ten kierowca popełnił tylko jedno wykroczenie, przekroczenie prędkości. Pozostałe to zwykle naciąganie."

"Sławek" "(...) Policjanci ewidentnie postanowili udowodnić kierowcy, gdzie jego miejsce. Niestety, sąd dla utrzymywania ładu i porządku (oraz zabezpieczenia się, że ilość tego typu spraw sądowych się nie zwiększy) będzie musiał podtrzymać postanowienia policjantów. Pierwsze wykroczenie, czyli zakaz wyprzedzania na prostym odcinku z linią przerywaną na 2 metry przed zniesieniem zakazu wyprzedzania.... no zlitujcie się, gdzie tutaj jakiekolwiek ryzyko (...) Kolejny zarzut, to przekroczenie linii ciągłej, znów nikogo z przeciwka, gdzie logika wskazuje, że przycinanie łuku zmniejsza ryzyko. Przekroczenie prędkości ostatecznie, to.... jak tu nie przekraczać mając 400 koni."

I tak dalej, i tak dalej, w podobnym duchu. Słowem: Polacy, nic się nie stało, Polacy nic się nie stało... "Psiarnia", to znaczy policja, czepia się niewinnego człowieka. Standard.

Generalnie w ludzkiej (bo nie chcielibyśmy tego spostrzeżenia odnosić jedynie do Polaków) mentalności ścierają się dwa poglądy. Zwolennicy pierwszego nie uznają półcieni. Według nich zdrada jest zdradą, złodziejstwo złodziejstwem, korupcja korupcją. Skala występku może co najwyżej wpłynąć na wymiar kary, ale nie na samą kwalifikację czynu. Wyznawcy drugiej szkoły uważają, że nie należy przywiązywać wagi do drobnostek. Zdrada? Oj tam, oj tam, to tylko drobny skok w bok... Łapówka? Skądże, to jedynie zachęta, by moja sprawa została pozytywnie załatwiona. Kradzież? E tam... parę desek przywiezionych z budowy, nie ma o czym mówić.

Jak widać, w ocenie wykroczeń drogowych zaczyna wyraźnie przeważać ten drugi sposób myślenia. Dominuje pobłażliwość, skłonność do wybaczania rzekomo drobnych przewinień. Przecież on zaczął wyprzedzać tuż przed znakiem odwołującym zakaz (spróbujcie tłumaczyć się tak na przykład policji na Słowacji)! Przecież ledwie zahaczył ciągłą linię kołem! Owszem, jechał za szybko, ale to zrozumiałe - w takim wozie...

Do nielicznych należą komentarze takie, jak opinia "Zbigniewa", który napisał: "Przerażające, ilu to adwokatów diabła. Jak to możliwe, że w XXI wieku w środku Europy taki pirat drogowy bez wyobraźni i zahamowań znajduje takie uznanie, tylu popleczników czy wręcz fanów. Ta część Polaków przynosi wstyd Polsce. Ludzie nie macie nic mądrego do napisania, to zamilczcie. Chwalcie go sobie przy browcach z kolegami na takim poziomie, jak wy, jednak nie upubliczniajcie swoich chorych poglądów przynosząc wstyd normalnej części społeczeństwa."

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony