Druciarstwo. Masz jakiś swój patent?
Prowizorki zwykło się dziś nazywać "druciarstwem". Można by rzec - nareszcie. Czasy, kiedy kierowcy musieli sobie radzić samemu odeszły w końcu do lamusa.
Co warto mieć ze sobą w aucie, by nie dać się zaskoczyć? Najprościej mówiąc - lodówkę! Artykuły spożywcze to bowiem jedne z najlepszych przyjaciół kierowcy! Przykłady? Prosimy bardzo.
Spory wyciek z chłodnicy szybko zatamuje surowe jajko wlane do układu chłodzącego. Równie skuteczna może się też okazać musztarda - pęczniejąca od ciepła i wody gorczyca tamuje wycieki. Co prawda, może też zatkać kanaliki w głowicy, ale w pewnych sytuacjach wiedza ta okazać się może zbawienna.
Dobrze jest też mieć zawsze ze sobą butelkę oryginalnej Coli - jak powszechnie wiadomo, żaden sprzedawany przez renomowane marki płyn penetrujący nie daje sobie rady z zardzewiałymi nakrętkami tak dobrze, jak popularny napój.
Doświadczeni kierowcy wiedzą również, jak oszczędzić kilka groszy na piórach wycieraczek. Jeśli w trasie przestaną one skutecznie radzić sobie z wodą, wystarczy kilkukrotnie natrzeć je miąższem jabłka. Nie pomoże na długo, ale pomoże na pewno.
W zimowej aurze, gdy kierowców "uziemi" siarczysty mróz często zdarzają się również awarie układu chłodzenia. Zamarzający płyn potrafi rozerwać blok silnika, częściej jednak po prostu "wypycha" korki w bloku lub rozrywa zbiorniczek wyrównawczy. Jak dojechać do warsztatu nie narażając się na ryzyko przegrzania i uszkodzenia jednostki napędowej?
Pomocne okażą się w takim przypadku tani dezodorant w sprayu i poxylina, które kupić można w każdym kiosku. Po zlaniu płynu (po odkręceniu korka sam wypłynie przez dziurę) wystarczy przetrzeć okolice korka (lub pęknięcie zbiorniczka) i spryskać je dezodorantem w celu odtłuszczenia. Następnie można już uformować z poxyliny "korek zastępczy" i szczelnie okleić miejsce awarii. Po kilkunastu minutach będziemy mogli nalać do chłodnicy wody i udać się do warsztatu. Wprawdzie wymaga to "papraniny" i na pewno nie skończy się na pobrudzeniu rąk, ale jeśli nie ma nas kto zaholować, rozwiązanie takie będzie kilkunastokrotnie tańsze, od wypożyczenia lawety.
Ty też znasz kilka starych, sprawdzonych motoryzacyjnych "patentów"? Podziel się nimi na naszym forum!
Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem
Współautor:
Masz ciekawy temat? Coś Cię drażni? Chcesz coś zmienić?
Napisz do nas






Wasze komentarze (41)
a tak na marginesie to te asistanse nie jednej osobie juz bokiem wyszlo ..
po zdemontowaniu kola kladziemy je pod pojazdem w miejscu naj bardziej obciazonym na rant opony z felga stawiamy lewarek opierajac go o pojazd i dajemy do gory w momencie pojawienia sie szczeliny obijamy opone w kolo i tak postepujemy z kazdym centymetrem az opona wpadnie nam do felgi (nalezy obracac kolo ) analogicznie wykonujemy to samo z drugiej strony , i z pomoca lyzki wyjmujemy opone z felgi (czasem jedna strona wystarczy ) z pomoca szczypiec wyciagamy przedmiot a wewnetrzne miejsce przebitego kordu czyscimy i kleimy latke . natepnie po tych czynnosciach montujemy opone do felgi .i tu dylemat ! jak napompowac takie kolo ? otoz jest nato sposob , psikamy samostart do wnerza opony okolo 4 -5 sek poczym podpalamy nasza opone (warto miec na sobie okrycie glowy mozliwosc zapalenia sie wlosow ) i w wyniku rozprezenia sie gazow mamy napompowane kolo , czasem potrzeba dopompowac ,a juz napewno udac sie na wywazenie ...