Dzień bez samochodu, czyli fikcja
Zadanie na spostrzegawczość. Wyjrzyjcie na ulicę... Już? To teraz powiedzcie, czym ten widok różni się od widoku wczorajszego, sprzed tygodnia czy miesiąca. Trudne?
Wyobraźmy sobie, że idąc z duchem czasów rzeczywiście postanawiamy zrezygnować z używania samochodu. Jaką mamy alternatywę? Czy podstawowym, codziennym środkiem lokomocji Polaków może stać się rower? Bardzo wątpliwe i nic tu nie pomoże wskazywanie Holandii czy Danii, jako przykładów krajów z powodzeniem "zroweryzowanych". Nie ten klimat, nie ta infrastruktura, inne tradycje i przyzwyczajenia.
Nawet ci, którzy ufają hasłom rzucanym przez Zielonych mają duże kłopoty z wdrażaniem ich idei w życie. "Naprawdę próbowałem dojeżdżać do pracy rowerem" - opowiada znajomy czterdziestoparolatek, na kierowniczym stanowisku w średniej wielkości firmie w centrum miasta. "Pal sześć, że podwładni zaczęli mnie uważać za dziwaka albo skąpca, który oszczędza na benzynie; że miałem trudności z zaparkowaniem mojego pojazdu; że wciąż obawiałem się złodziei. Gorzej, że po 10 kilometrach pedałowania przyjeżdżałem do biura spocony i zziajany. Powinienem się przebrać i wziąć prysznic, na co oczywiście nie mam w firmie warunków. A poza tym muszę jedno dziecko odstawić rano do szkoły, drugie do przedszkola. Po pracy często robię zakupy albo mam coś do załatwienia na drugim końcu miasta. W końcu skapitulowałem..."
Może zatem komunikacja publiczna? Cóż, nawet w krajach, w których jest znacznie bardziej rozwinięta i działa o wiele sprawniej niż u nas nie spowodowała radykalnego zmniejszenia ruchu samochodów. Po prostu są ludzie, którzy za żadne skarby nie wsiądą do zatłoczonego tramwaju czy autobusu. Wychodzą z założenia, że nie po to pracują, zarabiają, by nie korzystać z wygód. A własne auto daje - zgoda, często złudne - poczucie komfortu, większej mobilności, intymności, bezpieczeństwa. To także kwestia wizerunku, dającego odpowiednie miejsce w hierarchii społecznej. Podobno w Moskwie młodzi pracownicy korporacji w drodze do pracy godzinami przebijają się przez uliczne korki. Wsiadają do prywatnych czy służbowych aut nawet wtedy, gdy o wiele szybciej i taniej byłoby dojeżdżać do biura metrem. Metro to jednak obciach, za to licytowanie się, kto i gdzie dłużej stał w korku należy do najmodniejszych tematów rozmów.Dzień bez samochodu. No to wyjrzyjcie jeszcze raz na ulicę...
Sprawdź w serwisie kamery.interia.pl, jak Polacy obchodzą dzień bez samochodu.
Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem
Autor:
Reklama
Masz ciekawy temat? Coś Cię drażni? Chcesz coś zmienić?
Napisz do nas







Wasze komentarze (68)