Dzień bez samochodu, czyli fikcja

Wtorek, 22 września 2015 (10:29)

Zadanie na spostrzegawczość. Wyjrzyjcie na ulicę... Już? To teraz powiedzcie, czym ten widok różni się od widoku wczorajszego, sprzed tygodnia czy miesiąca. Trudne?

Zdjęcie

  Dzień bez samochodu w Warszawie /PAP
  Dzień bez samochodu w Warszawie
/PAP

Nie dostrzegacie żadnych różnic? Ruch jak zwykle? To dziwne, przecież dzisiaj mamy Europejski Dzień bez Samochodu. Powinniście ujrzeć tłumy pieszych, uśmiechniętych rowerzystów, bardziej niż zwykle zatłoczone autobusy i tramwaje. Zero aut, czyste powietrze.

Zobacz również:

  • Wielkanoc to dla katolików okres spowiedzi. Powinien ją poprzedzić solidny rachunek sumienia. W jego przeprowadzeniu zmotoryzowanym ma pomóc "Dekalog kierowcy", zawarty w ogłoszonej w 2007 r. przez Papieską Radę Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych instrukcji pt. "Wskazania w duszpasterstwie drogi". więcej

Reklama

Niestety, to utopia. Owszem, przez centra wielkich miast jak co roku przemkną hałaśliwe i kolorowe manifestacje cyklistów, zapewne z liczniejszym niż zwykle udziałem polityków (wiadomo, wybory), są jakieś wzmianki w mediach, ktoś powie przed kamerą, że słusznie, że jest za. Tak naprawdę Dzień bez Samochodu nie różni się jednak niczym od pozostałych dni w roku. Jest taką samą ułudą, jak wszystkie inne dni z "bez" w nazwie: bez papierosa, śmiecenia, przeklinania... I nie pomogą tu żadne zaklęcia, hasła i apele, a nawet akcje typu: "dziś każdy zmotoryzowany może za darmo jeździć środkami transportu publicznego". Wystarczy zamiast biletu mieć przy sobie dowód rejestracyjny samochodu. Podobno w ubiegłym roku w Warszawie z tej możliwości skorzystało 500 kierowców. Nie wiemy co prawda, w jaki sposób uzyskano te dane, ale jeżeli są prawdziwe, to zważywszy liczbę aut jeżdżących po stolicy, oznaczają kompletną porażkę pomysłu.

Wyobraźmy sobie, że idąc z duchem czasów rzeczywiście postanawiamy zrezygnować z używania samochodu. Jaką mamy alternatywę? Czy podstawowym, codziennym środkiem lokomocji Polaków może stać się rower? Bardzo wątpliwe i nic tu nie pomoże wskazywanie Holandii czy Danii, jako przykładów krajów z powodzeniem "zroweryzowanych". Nie ten klimat, nie ta infrastruktura, inne tradycje i przyzwyczajenia.

Nawet ci, którzy ufają hasłom rzucanym przez Zielonych mają duże kłopoty z wdrażaniem ich idei w życie. "Naprawdę próbowałem dojeżdżać do pracy rowerem" - opowiada znajomy czterdziestoparolatek, na kierowniczym stanowisku w średniej wielkości firmie w centrum miasta. "Pal sześć, że podwładni zaczęli mnie uważać za dziwaka albo skąpca, który oszczędza na benzynie; że miałem trudności z zaparkowaniem mojego pojazdu; że wciąż obawiałem się złodziei. Gorzej, że po 10 kilometrach pedałowania przyjeżdżałem do biura spocony i zziajany. Powinienem się przebrać i wziąć prysznic, na co oczywiście nie mam w firmie warunków. A poza tym muszę jedno dziecko odstawić rano do szkoły, drugie do przedszkola. Po pracy często robię zakupy albo mam coś do załatwienia na drugim końcu miasta. W końcu skapitulowałem..."

Zdjęcie

  Dzień bez samochodu w Warszawie
/PAP

Może zatem komunikacja publiczna? Cóż, nawet w krajach, w których jest znacznie bardziej rozwinięta i działa o wiele sprawniej niż u nas nie spowodowała radykalnego zmniejszenia ruchu samochodów. Po prostu są ludzie, którzy za żadne skarby nie wsiądą do zatłoczonego tramwaju czy autobusu. Wychodzą z założenia, że nie po to pracują, zarabiają, by nie korzystać z wygód. A własne auto daje - zgoda, często złudne - poczucie komfortu, większej mobilności, intymności, bezpieczeństwa. To także kwestia wizerunku, dającego odpowiednie miejsce w hierarchii społecznej. Podobno w Moskwie młodzi pracownicy korporacji w drodze do pracy godzinami przebijają się przez uliczne korki. Wsiadają do prywatnych czy służbowych aut nawet wtedy, gdy o wiele szybciej i taniej byłoby dojeżdżać do biura metrem. Metro to jednak obciach, za to licytowanie się, kto i gdzie dłużej stał w korku należy do najmodniejszych tematów rozmów.

Dzień bez samochodu. No to wyjrzyjcie jeszcze raz na ulicę...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor: