Egzaminator sadysta?

Jeśli zrobić sondę wśród osób, które usiłują zdobyć prawo jazdy, to opinie będą zgodne. Większość potencjalnych kierowców, nawet jeśli zdaje już trzeci, lub czwarty raz, doskonale umie jeździć. Tylko ci wredni egzaminatorzy wyrabiają normę oblanych...

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Czy wierzyć w takie zapewnienia? Oczywiście, łatwo ulec magii roztaczanej przez biednych, niesłusznie oblanych pogromców dróg. Magia znika jednak po wyjechaniu z ośrodka egzaminacyjnego i obserwacji wyczynów egzaminowanych. Wnioski płynące z takiej obserwacji są tak straszne, że aż śmieszne.

Tak się szkoli kierowców!

W dniu wczorajszym o 9 rano zaparkowałem samochód przy Mini Centrum ul. Czarnieckiego w Ostródzie (tzw. Bunkier). (*) czytaj więcej

A to ktoś blokuje całe skrzyżowanie, bo boi się, by nie wymusić pierwszeństwa, więc rusza z miejsca dopiero, gdy ani z lewej, ani z prawej, jak okiem sięgnąć, nie widać żadnego ruchu. A to ktoś inny skręca prosto w zakaz wjazdu, bo egzaminator nakazał skręcić w pierwszą w prawo. A to jeszcze inny objeżdża wysepkę nie z tej strony. Wymieniać można długo i powstałaby z tego zupełnie niezła powieść, którą można zatytułować "Zmotoryzowanego Polaka obraz własny".

Reklama

Wśród egzaminatorów krążą jeszcze bardziej mrożące krew w żyłach opowieści. Do klasyki, udokumentowanej pewnym programem telewizyjnym, należy objechanie ronda pod prąd, bo przecież skręcając w lewo, łatwiej pojechać "na skróty".

Za komuny było lepiej?

Chociaż modne ostatnio "biadolenie" jakoby "za komuny było lepiej" świadczy zazwyczaj o dziurach w pamięci starszych rodaków, w paru kwestiach nie sposób się z tym twierdzeniem nie zgodzić. czytaj więcej

Ostatecznie jednak, po kilku, czy kilkunastu (redakcja Poboczem osobiście zna takie osoby) próbach każdy w końcu zdaje i otrzymuje upragniony dokument. Bo jeżdżąc tyle razy można się dróg nauczyć na pamięć, a w końcu zdarzy się, że na skrzyżowaniu nikogo prócz egzaminowanego nie będzie. Żaden pieszy mu "nie wyskoczy" pod koła i żaden samochód nie zajedzie drogi zmuszając do gwałtownego hamowania egzaminatora.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
I co wówczas? Wówczas dopiero można się zacząć bać, bo delikwent wsiadając do samochodu pozbawionego magicznej "eLki" wtapia się w anonimowy tłum i staje się śmiertelną bronią, tym groźniejszą, że mogącą zaatakować w każdej chwili i z każdej strony.

Na takiego właśnie kamikadze trafił na drodze jeden z naszych czytelników. Próba wjechania pod prąd na wielopasmową drogę oraz dokonania samochodowego Armaggedonu została na szczęście powstrzymana przez resztki instynktu samozachowawczego delikwentki...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Egzaminator sadysta?

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony