Ekspert: Rowerzyści i piesi są O.K. Samochodziarze to egoiści

Do Warszawy przyjechał niejaki Gil Penalosa, reklamowany jako "światowej sławy ekspert od dobrych przestrzeni i polityki mobilności". Przyjechał i zaczął pouczać...

Zdjęcie

. /INTERIA.PL
.
/INTERIA.PL

Wezwał do uwolnienia miasta od samochodów. Zacząć trzeba, jego zdaniem, od oswobodzenia chodników, które są "do chodzenia, a nie do parkowania". Gdzie w takim razie zmotoryzowani mieszkańcy będą zostawiać swoje auta? A to jest już ich zmartwienie.

Według światowej sławy eksperta żądanie od władzy publicznej zapewnienia miejsc do parkowania prywatnych samochodów jest równie absurdalne, jak oczekiwanie, że ktoś, kto kupił właśnie lodówkę, powinien otrzymać od państwa  mieszkanie, aby miał ją gdzie postawić. "Stawiajcie sobie ambitne cele: do 2020 roku zero samochodów na chodnikach w Warszawie" - zachęcał Gil Penalosa. Nie da się? Tak myśleli też na przykład Duńczycy, tymczasem dzisiaj ponad 40 proc. wszystkich podróży w Kopenhadze to podróże rowerowe.

Reklama

Budowanie infrastruktury wyłącznie z myślą o zamożnych właścicielach prywatnych aut to szastanie pieniędzmi. Potrzebne są inne priorytety. Tu szanowny gość, spotkanie z którym, jak czytamy w relacji jednej z gazet, zgromadziło tłumy, pochwalił się, że pełniąc w przeszłości funkcję dyrektora wydziału sportu i rekreacji w magistracie w Bogocie, wraz z bratem, który, tak się składa, był w tym czasie burmistrzem owego miasta, urządził w stolicy Kolumbii 800 (!) parków.

Cytat

Poważne wątpliwości budzi choćby przeciwstawianie rowerzystów i pieszych, jako rzekomo szlachetniejszej części społeczeństwa, zmotoryzowanym egoistom, gardzącym prawami współobywateli i nie szanującym środowiska naturalnego

Parki zamiast parkingów? Brzmi fajnie i trafia do wyobraźni. Zapchane autami chodniki są przykrą ceną za burzliwy, często niekontrolowany rozwój indywidualnej motoryzacji. Widok ulic zakorkowanych samochodami, często przewożącymi wyłącznie kierowcę, godzi w poczucie zdrowego rozsądku. Jednak mimo wszystko  tezy,  lansowane przez Gila Penalosę, są mocno kontrowersyjne.

Poważne wątpliwości budzi choćby przeciwstawianie rowerzystów i pieszych, jako rzekomo szlachetniejszej części społeczeństwa, zmotoryzowanym egoistom, gardzącym prawami współobywateli i nie szanującym środowiska naturalnego. Nie tędy również przebiega podział między biednymi a bogatymi. Być może tak jest w Kolumbii, ale nie w Europie. W naszych realiach prawdziwym luksusem jest możliwość nie posiadania własnego samochodu. Do pracy - służbowym wozem, na urlop - samolotem, w celach prywatnych - taksówką lub autem z wypożyczalni.

Utopijna jest wiara, że miliony ludzi przesiądą się na rowery. Gil Penalosa jest obecnie szefem kanadyjskiej organizacji "8-80 Cities", która głosi hasło, że miasta  wygodne dla ośmio- i osiemdziesięciolatków są wygodne dla wszystkich. No to przekonajcie rodziców, by zamiast odwozić dzieci do szkoły lub przedszkola samochodem, czynili to za pomocą napędzanego siłą mięśni jednośladu. Najpierw  wyprowadzamy rower z naszego czterdziestometrowego mieszkanka lub balkonu (na kupno komórki w bloku kredytu nie starczyło, w miejscu ogólnodostępnym pojazdu nie zostawimy z obawy przed złodziejami), potem jeden dzieciak na ramę, drugi na bagażnik i w drogę. Wytłumaczcie też emerytom, że rower to samo zdrowie. Nawet jeżeli trzeba nim pojechać na drugi koniec miasta do lekarza.

Ktoś powie: są autobusy i tramwaje, a w Warszawie nawet metro. Fakt, tyle że utrzymanie sieci transportu publicznego, w każdym czasie zapewniającej wygodny, szybki dojazd z każdego punktu wielkiej aglomeracji, jest potwornie drogie. Dlatego takich sieci nie mamy. Poza tym samochód wynaleziono po to, by dać ludziom poczucie wolności przemieszczania się i intymności w prywatnej przestrzeni. Wiele osób wciąż ceni sobie te wartości i woli marnotrawić czas, tkwiąc we własnym aucie w korku niż tłoczyć się w środkach komunikacji zbiorowej.

W wystąpieniu Gila Penalosy szczególnie zafrapowało nas jednak porównanie z lodówką. Pójdźmy w rozumowaniu wspomnianego eksperta dalej. Po co nam właściwie lodówki? Zajmują miejsce, zżerają energię, często pochodzącą ze źródeł nieodnawialnych. Czy nie ekologiczniej byłoby, jak dawniej, przechowywać  jajka w wodzie wapiennej, mięso zimą wystawiać za okno a latem chronić przed zepsuciem obkładając liśćmi kapusty? Pralka w każdym mieszkaniu? Przez większą część  dnia stoi nieużywana. Przecież z ekonomicznego i ekologicznego punktu widzenia wystarczyłaby jedna pralnia w bloku, do wspólnego użytku. Jednostki najbardziej uświadomione mogłyby wrócić do tradycyjnego prania ręcznego, na tarce. To samo dotyczy kuchni. Zbiorowe żywienie, z jednego, wielkiego kotła, wypada taniej i ekologiczniej niż pichcenie na własną rękę. Zamiast prywatnych samochodów - rowery, chodzenie na piechotę i zbior-kom. Hm... Tylko czy już tego kiedyś nie przerabialiśmy? Z wiadomym skutkiem.                                              

                                        

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Ekspert: Rowerzyści i piesi są O.K. Samochodziarze to egoiści

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 139,

przeczytane przez: 2346 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony