Fotoradarowa klęska urodzaju

Bezpieczeństwo jest najważniejsze - co do tego nie mamy wątpliwości. Każdego dnia na naszych drogach ginie kilkanaście osób, w skali roku śmiertelna statystyka idzie w tysiące.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Jaka jest przyczyna wypadków? Nasza policja bez wahania wskazuje na nadmierną prędkość. Hasło "prędkość zabija" budzi grozę, rzecznicy prasowi powtarzają je jak mantrę.

Nie dość, że brzmi bardzo medialnie, to ma jeszcze inną poważną zaletę. Jest niebywale uniwersalne. O niedostosowaniu prędkość do warunków panujących na drodze można przecież mówić zawsze. Ale tego nasza policja zdaje się nie dostrzegać...

Reklama

Jak jeździ się po naszych drogach wiedzą chyba wszyscy. Powiedzenie "mieć oczy dookoła głowy" nawet w połowie nie oddaje poziomu czujności, jakim wykazać się musi przeciętny polski kierowca. A jest się czego obawiać. Nigdy nie wiadomo przecież, czy w środku zakrętu nie zaatakuje nas metrowa wyrwa w nawierzchni lub leżący rowerzysta, który wykończony trawieniem "mózgogrzmota" postanowił uciąć sobie akurat w tym miejscu drzemkę. Cóż, gdyby kierowca zachował bezpieczną prędkość (najlepiej: wysiadł z auta i poruszał się pieszo) wiadomo przecież, że do żadnej tragedii nigdy by nie doszło...

Najgorsze drogi, najlepsze radary. To Polska!

Czy po polskich drogach może się jeździć jeszcze gorzej niż obecnie? Wszystko wskazuje na to, że tak. czytaj więcej

Niestety prawda jest taka, że Polska jest w niechlubnej europejskiej czołówce, jeśli chodzi o ilość ofiar śmiertelnych na każde 100 wypadków i trzeba coś z tym zrobić. Problem w tym, że kilka miesięcy temu, najtęższe umysły, z których "największy" nie mia nawet prawa jazdy (i podobno ma kota) znalazły rozwiązanie. Lekiem na całe zło okazał się być fotoradar.

Obecnie, za pieniądze z Unii Europejskiej, powstaje u nas jeden z najbardziej zaawansowanych technicznie systemów obsługi fotoradarów. Na drogach przybyć ma aż 100 takich urządzeń, zamontowanych zostanie również tysiąc(!) słupków, na których będą one mogły być ustawiane.

Jako pierwszą na cel wzięto najdłuższa drogę w Polsce - krajową "ósemkę". Ku uciesze kierujących na całej 790 km trasie ustawiono aż 91 fotoradarów, co oznacza, że co 8,5 km na kierowców czyha wycelowana w ich kierunku lufa obiektywu. Niestety, owe 8,5 km to średnia, a ta, jak wiadomo ma się przeważnie nijak do rzeczywistości.

Całkiem niedawno mieliśmy wątpliwą przyjemność podróżować po owej "bezpiecznej ósemce" i śmiemy twierdzić, że uzbrojenie jej w baterie radarów z bezpieczeństwem ma niewiele wspólnego.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Na niektórych odcinkach ich zagęszczenie jest tak wielkie, że jedyne do czego się przyczyniają to zmęczenie, jakie daje się we znaki kierowcom. Ciągłe redukcje i wlepianie wzroku w przydrożne słupy, są w stanie rozkojarzyć nawet najbardziej doświadczonego szofera, o skupianiu się na tym, co dzieje się na drodze nie może być nawet mowy.

Co ciekawe, przy części radarów nie ma nawet tablic informacyjnych, więc mówienie o prewencji i temperowaniu zapędów niepokornych kierowców to jawna kpina.

Oczywiście, aby uniknąć problemu wystarczy jeździć zgodnie z przepisami. Niestety, w polskich warunkach, gdzie kultura drogowa jest jeszcze w powijakach wygląda to trochę inaczej. Kolumna, która wcale nie musi poruszać się szybciej, niż mówią o tym przepisy, co jakiś czas rozbłyska blaskiem świateł stopu katując niemiłosiernie hamulce i opony. U części kierowców widok radaru wywołuje bowiem prostą reakcję i bezwiednie stają oni na hamulcu, a stąd już tylko krok do poślizgu czy najechania na tył...

Maszynka do robienia pieniędzy

Koniec okresu ochronnego dla kierowców. Strażnicy miejscy mogą znów używać fotoradarów i wystawiać mandaty za przekraczanie prędkości. czytaj więcej

I tutaj właśnie dochodzimy do sedna sprawy. Nawet jeśli na 100 km odcinku drogi postawimy 200 radarów, to i tak nie wpłyną one znacząco na poprawę bezpieczeństwa. Dopóki kierowcy nie nauczą się rozsądku, a dziurawe klepiska nie zamienią się w drogi, ilość wypadków i tak się nie zmieni.

Oczywiście można wprowadzać kolejne obostrzenia, kazać kierowcom jeździć na światłach w dzień, czy stawiać "pięćdziesiątki" na czteropasmowych arteriach, ale to wszystko prowizorka, kropla w morzu.

Warto wiedzieć, że jeśli chodzi o ilość stłuczek i wypadków wcale nie odbiegamy od średniej europejskiej. To, że ginie w nich więcej osób nie jest wcale wynikiem nadmiernej prędkości, ale tego, że Polaków wciąż nie stać na nowe samochody. Wiele pojazdów, jakie poruszają się po naszych drogach nie ma nawet poduszki powietrznej, inne nieudolnie naprawione po wypadkach nie zapewniają żadnego bezpieczeństwa. W Polsce fatalnie działa również system ratownictwa, wciąż są duże problemy ze skutecznością ratunkowego numeru 112.

I to właśnie tutaj tkwi problem, ale mało kto zdaje się go dostrzegać. Łatwiej przecież postawić tysiąc fotoradarów i udawać, że ma się czyste sumienie.

Nikt przecież nie chce, by policjant wpisał w raporcie, że przyczyną wypadku była koszmarna nawierzchnia, karetka przyjechała po godzinie, a kierowca zginął, bo jego ukochany golf rozpadł się na 3 części po wjechaniu w krawężnik. Przyznacie chyba, że brzmi to żałośnie.

Lepiej będzie wpisać, że powodem tragedii był testosteron, a co za tym idzie nadmierna prędkość. I tyle!

Jeśli wszyscy w to uwierzą, uwierzą również, że stawianie setek radarów to krok ku poprawie bezpieczeństwa, a nie reperowaniu gminnych budżetów...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Fotoradarowa klęska urodzaju

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony