Fotoradary zmorą policji

Czy znacie kogoś, kto siedząc za kierownicą nie wzdrygnie się na dźwięk słowa fotoradar? Nie licząc robotników dosiadających walce drogowe, rolników na zetorach i zapalonych wielbicieli pudełkowatych przyczep kempingowych raczej ciężko jest znaleźć takiego osobnika.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Okazuje się jednak, że nie tylko zaskakiwani fleszami kierujący nie darzą przydrożnych "fotografów" sympatią. Jak wynika z doniesień prasowych blaszane skrzynki z wścibskimi obiektywami najskuteczniej uprzykrzają życie... policjantom.

Jak napisał "Dziennik Łódzki" w samej tylko Łodzi do obrabiania zdjęć oddelegowano niemal połowę funkcjonariuszy drogówki, Warszawa ratuje się nawet emerytami.

Reklama

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
W myśl obowiązującego prawa policjant ma trzydzieści dni na obrobienie zdjęcia, jakie popełnił fotoradar. Oznacza to, że w tym terminie musi on ustalić kierowcę pojazdu i wysłać do niego zawiadomienie. Teoretycznie - bułka z masłem. Na nieszczęście dla funkcjonariuszy, lata zaborów wyrobiły w nas nawyk opierania się władzy, więc statystyczny Polak, którego samochód uwieczniony został na fotce nigdy dobrowolnie nie przyzna się do winy. Wówczas przeważnie okazuje się, że za kierownicą zasiadał dziadek, szwagier lub brat, który właśnie wyleciał na rok do Stanów. Ciemiężony policjant musi więc wysłać kolejne wezwanie i czekać aż następna osoba z listy wykręci się od mandatu wskazując kolejną... Jeszcze gorzej, jeżeli na zdjęciu znajdzie się pojazd, którego właścicielem nie jest osoba prywatna. Gdy samochód zarejestrowany jest na firmę, ustalenie, kto w danym dniu o danej godzinie siedział za jego kierownicą jest trudniejsze, niż znalezienie trzeźwego studenta w czasie juwenaliów.

A co, jeśli nie uda się zamknąć sprawy we wspomnianym trzydziestodniowym terminie? W takim przypadku sprawa z musu trafia do sądu grodzkiego. Podobnie dzieje się również, gdy kierowca nie chce przyjąć mandatu. Dla policjanta nie oznacza to jednak nic dobrego, dla piratów drogowych owszem. Owy policjant, zamiast czaić się z suszarką gdzieś w zaroślach, przez kilka dni w tygodniu biega od rozprawy do rozprawy...

I już wiadomo skąd wziął się obtrąbiony, jako sukces policji spadek liczby zatrzymywanych pijanych kierowców.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Fotoradary zmorą policji

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony