Frog nie jechał niebezpiecznie? Kuriozalna opinia biegłego

Co słychać u "Froga"? Nic specjalnego. Zagrożenie karą oddala się w czasie i staje się coraz bardziej wątpliwe.

Zdjęcie

Czyim synem jest "Frog"?  Internauci spekulują w komentarzach /Policja
Czyim synem jest "Frog"? Internauci spekulują w komentarzach
/Policja

Najpierw jednak krótkie przypomnienie dla tych, którzy nie mają telewizora i dopiero niedawno podłączyli się do Internetu. Otóż "Frog" to pseudonim młodzieńca, przedstawianego w mediach jako "drifter"...

Tu małe wyjaśnienie dla osób, przekonanych, że samochód służy wyłącznie do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Otóż drifter to kierowca uprawiający drifting, czyli coś w rodzaju samochodowej jazdy figurowej, polegającej na celowym zerwaniu przyczepności kół auta przy dużej prędkości i kontrolowaniu poślizgu na możliwie najdłuższym odcinku.

Reklama

Zmotoryzowana Polska ma nowego bohatera

To oczywiście Robert N., czyli drifter Frog, twórca i główny aktor filmików dokumentujących szaleńcze rajdy po ulicach Warszawy. Internet aż kipi od komentarzy na temat jego wyczynów. czytaj więcej

Drifter "Frog" zasłynął jednak w społeczeństwie i podpadł wymiarowi sprawiedliwości przede wszystkim opublikowanym w Internecie filmem, dokumentującym wyścig ulicami Warszawy z grupką do dziś niezidentyfikowanych (dlaczego policja nimi się nie zajmuje?)  motocyklistów. Prowadzone przez niego BMW M3 pędziło chwilami z prędkością ponad 200 km/godz., przejeżdżało przez skrzyżowania na czerwonym świetle, omijało wysepki z lewej strony, wyprzedzało na trzeciego itp.

Zauważmy, że nie był to pierwszy tego typu wyczyn owego odważnego młodzieńca. Na początku roku uciekał on Mercedesem na drodze krajowej nr 7 koło Kielc przed policją, co skończyło się rozbiciem merca na przydrożnej barierze.

Warto dodać, że tamta sprawa została przez kielecką prokuraturę uznana za błahostkę i umorzona, a zatem użyte wyżej określenie: "podpadł wymiarowi sprawiedliwości" należy traktować bardziej jako figurę stylistyczną niż twarde fakty. Tak naprawdę organa ścigania zainteresowały się bliżej "Frogiem" dopiero pod naciskiem namolnych dziennikarzy.

Teraz, jak słychać, warszawska prokuratura przekazała jego sprawę prokuraturze płockiej. Powód: ta stołeczna jest straszliwie zarobiona. Taka zmiana oznacza oczywiście dalszą zwłokę w postępowaniu, bo przecież nowi prokuratorzy muszą najpierw szczegółowo zapoznać się z już istniejącą dokumentacją, a to potrwa.

Jednak i bez tego mogą pracować tak jak lubią, czyli z wykluczającą pośpiech godnością i namaszczeniem, bowiem na razie nad działalnością "Froga" pochylają się biegli. Jeden z nich, spec od technik audiowizualnych, bada autentyczność filmiku wrzuconego przez niego do sieci. Czy nie został on przez kogoś zmanipulowany? A może to sam drifter, dla mołojeckiej sławy i szacunku w środowisku, podrasował kluczowe kadry i w rzeczywistości jechał grzeczniutko, jak kursant w aucie z "El-ką" na dachu? Tak czy inaczej zlecenie powyższej ekspertyzy trzeba uznać za wyjątkowy przejaw troski o prawa podejrzanego.

Drugi z biegłych przygląda się wyczynom "Froga" w świetle przepisów ruchu drogowego. Ponoć wstępnie orzekł, iż Robert N. faktycznie złamał wiele z nich, ale "nie sprowadził bezpośrednio niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym". Warto zadumać się przez chwilę nad tą zaiste rewolucyjną opinią...

​Jakiej rangi wydarzenie zasługuje na pierwsze miejsce w serwisach informacyjnych stacji radiowych , telewizyjnych i intrenetowych? Zmiany w podatkach? Komunikat dotyczący ważnych decyzji rządu? Trzęsienie ziemi z dziesiątkami ofiar? Zwycięstwo polskich piłkarzy lewonożnych? Niekoniecznie. czytaj więcej

Wciąż jesteśmy przekonywani, że działania policji, inspekcji ruchu drogowego, straży miejskiej, fotoradary, wszelkie restrykcje, grzywny, wyroki nie służą wspomaganiu budżetu państwa i kas samorządów pieniędzmi wyciąganymi z kieszeni kierowców, lecz tylko i wyłącznie bezpieczeństwu na drogach. Ekspertyza anonimowego biegłego, jeżeli przybierze oficjalną, urzędową formę, zdecydowanie podważa tę tezę. Skoro bowiem szaleńczy rajd ulicami wielkiego miasta, taki za co najmniej 100 punktów karnych, nie grozi "katastrofą w ruchu lądowym", to jak podobne zagrożenie może powodować przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 15 km/godz., najechanie na linię ciągłą czy jazda z przepaloną żarówką światła mijania?

 Czy orzeczenie w sprawie "Froga" nie da podstaw do weryfikacji słuszności mandatów nałożonych na setki tysięcy innych kierowców za bez porównania mniejsze przewinienia?

W komentarzach internetowych wokół tej sprawy przewija się pytanie, czyim synem (wnukiem, bratem, kuzynem itp.) jest drifter z Warszawy? W odpowiedzi upatruje się wyjaśnienia przyczyn wyjątkowo pobłażliwego traktowania "Froga". My wciąż chcielibyśmy wierzyć, że to, co dzieje się wokół tej postaci, jest wynikiem splotu zbiegów okoliczności i typowo polskiej bezwładności w działaniach instytucji stojących na straży prawa.    

Bandyci na drodze /poboczem.pl

Pozdrowienia od "Bogusia" w Nissanie GTR

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Frog nie jechał niebezpiecznie? Kuriozalna opinia biegłego

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 822,

przeczytane przez: 1233 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony