Reklama

Handlarz szczerze o autach z Niemiec

W odpowiedzi na artykuły, odsądzające handlarzy samochodów od czci i wiary, chciałbym zwrócić uwagę, że głównym zadaniem sprzedawcy jest wyjście naprzeciw oczekiwaniom klienta, i to właśnie te oczekiwania w głównej mierze determinują większość podejmowanych przez nas kroków.

Zdjęcie

  Jadą auta z Niemiec...
Mogę to wykazać na przykładach z życia wziętych. A mianowicie...

Jak sprzedajesz w Polsce auto ponad 10-letnie, musisz zrobić przebieg 180 tys km. Przy mniejszym ludziska będą się zastanawiać, czy to możliwe. Chyba, że zrobisz stan dziewiczy (zespawasz auto z dwóch, dasz świeży lakier) i kupisz książkę serwisową na Allegro; wtedy musisz wynająć firmę ochroniarską, bo klienci pobiją się o ten samochód. Sprawdzone. A jak masz na liczniku ponad 200 tys. km to wszyscy mówią: "ładne auto, ale wymęczone"; mimo, że stan salonowy.

Reklama

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Czy kupując używane auto kierujesz się przebiegiem?

  • 44%
  • 56%
głosów: 3417
Praktycznie każde auto liczące więcej niż 10 lat, sprowadzone z Niemiec, ma ponad 300 tys. km, na ogół standard to 400-600 tys. Tam w sześć godzin można zrobić 1000 km. U nas ludzie przyzwyczaili się do nierealnych przebiegów i sami mówią, żebym skręcił licznik, bo z takim przebiegiem to nikt nie kupi. No to pokazuję auto, które ma mniej na liczniku (co mam powiedzieć, że już skręcony?), ten się podoba, mimo że przed skręceniem miał o połowę większy przebieg od poprzedniego. No ale cóż, uśmiech na twarzy klienta - bezcenne.

Osobiście przywiozłem w 2000 r. mercedesa 124 kombi po taksówce, pięciolatka, który miał 1,8 mln km. Śmigał aż miło, więc zostawiłem go sobie jako auto użytkowe. Przez siedem lat katowałem dzień w dzień, ciągając przyczepy, wożąc w nim co tylko weszło. I nic się nie psuło. Zrobiłem przez ten czas dodatkowe 500 tys. km, czyli miał 2,3 mln km. W końcu w 2007 r. pomalowałem, odstawiłem, zrobiłem na liczniku 180 tys. km i poszedł z pocałowaniem ręki.

Prawda jest taka, że w Polsce nie ma klientów na dobre samochody. Sprowadzisz takie auto, wybulisz w Niemczech, najeździsz się, dasz u nas ogłoszenie po kosztach i nawet nikt nie zadzwoni. Kolega przywiózł z Niemiec rarytas, mercedesa dziesięciolatka, 80 tys. na liczniku, full opcja, od dziadka pierwszego właściciela, auto w pełni serwisowane, chodziło na najdroższych olejach, na fotelach trzy pokrowce. Dziadek sprzedawał, bo policjanci zgarnęli go, jak jechał 50 km/h po autobanie, zawieźli na badania i zabrali prawo jazdy. Auto jak nówka, i co? Kumpel dał ogłoszenie i zero zainteresowania. Przejechał się zaoferować po znajomych mechanikach, ci zaczęli się między sobą licytować i wziął o 5 tys. zł więcej niż wystawił w ogłoszeniu.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Które sformułowanie najbardziej przekonuje cię do zakupu auta?

  • 14%
  • 15%
  • 9%
  • 21%
  • 11%
  • 16%
  • 14%
głosów: 11369
Obecnie opłaca się handlować tylko autami spawanymi z kilku, zrobionymi na ideał. Inaczej nie osiągniesz ceny i stanu, jaki życzy sobie klient. W klepanie już prawie nikt się nie bawi, bo klient się pozna, a jak wytniesz ćwiartkę, ładnie wspawasz albo zespawasz auto z trzech innych, nawet fachowcy mają problem by się połapać. A i klient zadowolony, bo ma piękne auto za psie pieniądze, ma czym zaszpanować i czym się pochwalić. No i zrobił "interes życia".

Im droższe auto, tym prawdopodobieństwo, że jest złożone z kilku, wzrasta. Wiadomo, większe pieniądze, to i więcej pracy opłaca się włożyć. Na Allegro można dzisiaj znaleźć praktycznie każdą ćwiartkę do każdego auta.

Moja rada: jeśli ktoś chce naprawdę kupić dobre używane auto, to przeglądając ogłoszenia, niech zaczyna od najdroższych albo niech przygotuje się na wielomiesięczne poszukiwania i zabiera na oględziny mechanika, blacharza i elektronika.

Ale nie, u nas klient patrzy tylko na te ogłoszenia z najniższą ceną, a żąda salonowego stanu, potem ma pretensje; mimo że handlarz, żeby go uszczęśliwić, musiał zrobić tak, by jego marzenie niemożliwe i nieosiągalne stało się nie tylko możliwe, ale i namacalne. Jeśli przychodzi nawiedzony klient z nierealistycznymi marzeniami, no to co ja mu mam powiedzieć? To się tak nie da? A on mówi: ale ja tak chcę . I takich klientów jest w Polsce 99 proc. Jeśli odeślę ich z kwitkiem albo do psychiatry, to komu będę sprzedawał?

Więc biedny handlarz, by uszczęśliwić klienta, musi być czarodziejem, świętym Mikołajem, no i musi umieć bajki opowiadać. Jak jeszcze będziecie chcieli, żebym wam śpiewał kołysanki i tańczył na rurze, to pasuję...

List od niezalogowanego czytelnika Maxgrot

Oceń swoje auto. Wystarczy wybrać markę... Kliknij TUTAJ.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

  • Oceń tekst

    Ocen: 7001

Reklama

Skomentuj artykuł: Handlarz szczerze o autach z Niemiec

Wasze komentarze (1056)

Dodaj komentarz
nowy

~nowy -

tak juz było od dawna pamietam jedna historie chłopaki kupili nowego poloneza i jezdzili polska niemcy cos tam wozili ciagajac przyczepke jeden przyjezdzał w nocy drugi wsiadał i tak cały czas przez rok 120 tys potem krecenie licznika na 20 tys wymiana fotela itp na co nowy własciciel 20 tys przez rok to sporo po czym i tak kupił :D

Jacuś

~Jacuś -

:) muszę powiedzieć że teksty z płaczącymi niemcami są zabawne, ale kiedy sprzedawałem swój pierwszy samochód który kupiłem za swoje pieniądze i o który też dbałem za swoje to kiedy handlarz go zabierał to łezka mi się zakręciła. Dla niego to kolejny kawałek złomu a dla mnie coś więcej. Kilka randek się odbyło na tylnym siedzeniu i troszkę się wzruszyłem jak dziad nim odjeżdżał może niemcy też mieli takie przygody bo ja płakałem jak sprzedawałem. Na szczęście na giełdę przyjechałem swoim nowym nabytkiem i nie płakałem za długo ;P

Sebastian

~Sebastian -

Nie mogę spokojnie czytać takich bredni. Pewnie, najlepiej powiedzieć, że to klienci są winni takiego stanu rzeczy. Jeżeli autor artykułu jest taki biedny i nie może sprzedać uczciwie samochodu, bez oszukiwania ludzi, to może niech sobie znajdzie jakieś inne zajęcie. Żenujący artykuł.

actimel

~actimel -

A przecież wystarczy przed zakupem odwiedzić Hamownie, tam chłopaki wam wszystko powiedzą... I po co mi te wszystkie bajery krecenie licznikiem, wciskanie kitu, Pytam gościa czy mozemy pojechac na Hamownie iw iemy wszystko.Jezdze volvo 240, mam juz nabite prawie 850tys. i pewnie trafi na zlom bo to 85 rok. ale mam pelny serwis i w sumie mechanik ma taki fajny usmiech na twarzy jak go widzi. Ale nie wazne Jedziecie na Hamownie placicie troche wiecej niz za diagnostyke w aso ale oni nie oszukuja...

abc+++

~abc+++ -

Najlepszy tekst od handlarza jakie usłyszałem jak planowałem kupić auto " Jak Niemiec sprzedawał auto to płakał " ... rozbrajające . Po pewnym czasie również ten tekst zobaczyłem w pewnym artykule .

grincz

~grincz -

że tym mesikem zrobił przez 5 lat 1,8 mln km to jest mało prawdo podobne to dziennie wypada 1000 km no nie wiem moze

TURKUĆ

~TURKUĆ -

czytając Wasze komentarze..ręce mi opadają.. Lata temu zabrałem się okazją z Wrocławia do Gorzowa Wlkp. Świetnie utrzymany 124 , czyściutki, zadbany. na liczniku miał - 890 000.. auto chodziło jak zegareczek. Pan woził na trasie Zakopane - Świnoujście wyroby góralskie na stoiska nad morzem. Oscypki, wełnę, kierpce, ciupagi.. Minimum dwa razy w tygodniu, w sezonie cztery.. Auto w sobotę zabierał mechanik z zakładu , który opiekował się autem, zgodnie z zeszytem wymieniał płyny, mył ,kontrolował. - jeśli czas na wymianę czegoś konkretniejszego był - uzgadniali telefonicznie. w niedzielę wieczorem pan znów ruszał w drogę.. MOŻNA mieć auto w idealnym stanie i takim przebiegu.. Widziałęm też Passata z milionem - pięciolatka.. na okrągło na trasie Koszalin - Neapol kursującego. Gdybym nie rozmawiał z mechanikami, regularnie go utrzymującemu , w życiu bym nie uwierzył -tak wyglądał od środka. i z zewnątrz OBUDŻCIE SIĘ..

burak z passata

~burak z passata -

A ja popier...lam wieśwagenem B5 burakowozem który ma prawie 400 000 km i nigdy mi sie nie zatrzymał bez mojej zgody.Wymieniam olej, od czasu do czasu element zawiechy i nadal jeżdżę. Jest pakowny, na baku robi 1000 km i to mi styka .

HANDLARZ

~HANDLARZ -

Sprawa zarobków na samochodzie. Chcąc sprzedać dobry samochód, taki po którym klient znowu do ciebie przyjdzie za 2-3 lata, albo jak bedzie zmieniał samochód. Wezmy samochód wart 10.000zł załózmy że jest to ford mondeo rok 2002, 2.0 benz alusy klimatronik, bardzo dobre wyposażenie( chociaż tyle nie kosztuje bo około 8000) Jedziesz do niemiec lawetą na 3-4 dni. koszt całkowity 2200zł- 1100 za przywiezienie jednego. Tam płacisz 1200E za auto 4900zł+1100złtransport+opłaty600(bez recyclingu) =6600zł. Za 1200E kupujesz w miare całe dobre auto, dołożysz czasem jakieś 700-1000zł do sprzątania i naprawy, załóżmy że wychodzi razem 7300. Cenisz 9900zł jak zawsze w ogłoszeniach jest lub 9999zł. Powinienes zarobic 2600? Pojedziesz na 4-5 giełd po 100zł= 7400. Przychodzi klient i mówi panie za 8000 to mam zarejestrowanego z gazem. Mówisz mu to idz pan i se kup :-) Przychodzi drugi, zdecydowany, rozsądny, myslący bo już kupił kiedys samochód zarejestrowany "7 lat w kraju". Po prostu taki koles co wie czego chce, mówi daje 9000 i wyjeżdzam. Opuszczasz 900, bierzesz 9000, 1600 ci zostaje. Płacisz VAT i dochodowy, bo w końcu zarobiłeś ucziwie pieniądze, zostaje ci 1300zł. Zeszło ci się ze sprzedażą miesiąc, bo miałes farta i udało ci sie szybko sprzedać samochód, żeby długo nie stał i nie tracił na wartości. TERAZ UWAGA!!! minął miesiąc, dzwoni księgowy żeby mu zapłacić 200zł za fakturowanie i oczywiście wręcza ci druk do ZUS-u jak co misiąc 1000zł, bo w koncu prowadzisz działalność gosp. Płacisz, zostaje ci 100zł na rachunek za tel, bo w końcu dzwoniłes do niemiec po samochód. Teraz możesz zacząc szukać kolejnego auta bo w koncu masz 1200E które zainwestowałes w samochód.

M.K.

~M.K. -

ten człowiek ma wiele racji. Tacy są kupujący... widzą ponad 200k na liczniku i auto jest złe. Jeździłem już kilkoma samochodami z przebiegami sporo powyżej pół miliona i były w znacznie lepszym stanie niż te oferowane z przebiegami 180k...

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony