Jak CBA obali rząd

Wygląda na to, że snute przez CBA afery, chociaż mocno nadszarpnęły wizerunek rządu, nie będą w stanie ekipy Tuska całkowicie pogrążyć. Jeśli wierzyć sondażom, kolejne torpedy odpalane przez kapitana Kamińskiego w kierunku okrętu PO nie przełamały grodzi...

Zdjęcie

Czy policja bierze łapówki?
/poboczem.pl
Wprawdzie zupełnie nie pochwalamy knucia, mącenia i stosowanej na szeroką skalę podpuchy, jakie to metody codziennie fundują społeczeństwu służby specjalne, nie brak w nas jednak empatii dla szefa CBA. Zdajemy sobie przecież sprawę z tego, jak ciężko jest odejść ze stanowiska, zwłaszcza jeśli trzymało się w szachu wszystkich możnych tego świata. By poprawić humor panu Kamińskiemu postaramy się przedstawić pewien scenariusz alternatywny...

Zacznijmy od tego, że aby obalić rząd wcale nie trzeba brać na cel premiera. Wystarczyłoby wziąć się poważnie do roboty i skupić na tym, do czego CBA została powołana...

Reklama

Pamiętajmy, że funkcjonariusze biura muszą szybko dotrzeć na miejsce akcji. W tym celu wyposażeni są w nowe, nieoznakowane pojazdy. Jak wiadomo, agent amant, który rozkochał w sobie posłankę Sawicką, jeździł porsche cayenne; w służbie CBA jest zapewne wiele równie eleganckich, a co ważniejsze, szybkich pojazdów. Przy okazji rozrabiania ekipy rządzącej, agenci muszą pokonywać setki tysięcy kilometrów. Premier wciąż oficjalnie mieszka przecież w Gdańsku, "Grzesio" i "Zbysio" pochodzą z Dolnego Śląska, itd., itd.

Z naszych (nie zawsze trzeźwych) przemyśleń wynika, że zamiast uganiać się za ministrami po cmentarzach, agenci mogliby np. przeprowadzić zmasowaną akcję wymierzoną - przynajmniej oficjalnie - w funkcjonariuszy drogówki. Przekroczenie prędkości za kierownicą cayenne to żaden problem, przy kontroli drogowej wystarczyłoby schować legitymację i zachować się w typowy dla służby sposób - przeprowadzić prowokację. Oczywiście nie mówimy tu o zaproponowaniu 100 czy 200 zł łapówki. Policjant mógłby się przecież obrazić i cały misterny plan wziąłby w łeb. Ustalenie stawki, na jaką skusić się może funkcjonariusz drogówki, zostawiamy zawodowcom.

Idźmy dalej. Po dwóch lub trzech miesiącach działań operacyjnych kilku agentów trafiłoby zapewne do więzienia, ale jesteśmy święcie przekonani, że szef CBA zyskałby haki na dziesiątki, o ile nie setki, policjantów drogówki. Zgodnie z obowiązującym prawem, po wykryciu tak grubej afery jak korupcja w policji, szef CBA musiałby powiadomić o sprawie premiera. Ten nie mógłby schować oficjalnego donosu do szuflady i skierowałby sprawę do ministra odpowiedzialnego za nadzór nad policją, czyli szefa MSWiA.

Chcesz wygrywać?

Rejestrując się w naszym wortalu nie zapomnij o wypełnieniu danych oraz wstawieniu avatara! czytaj więcej

Pewne jest, że poleciałyby głowy. Wielu funkcjonariuszy drogówki zostałoby zawieszonych w czynnościach, część naczelników przeszłaby zapewne na wcześniejsze emerytury. Szybko okazałoby się, że bezpieczeństwa na drogach nie ma już komu pilnować i aby załatać dziury, trzeba ogłosić nabór do policji. To nie rozwiązałoby jednak sprawy. Policjantów trzeba przecież za coś wyszkolić, a brak wpływów z mandatów na pewno odcisnąłby się głębokim piętnem na budżecie.

Na drogach zapanowałaby kompletna anarchia - nieliczni pozostali w służbie funkcjonariusze nie nadążaliby z obsługą coraz większej liczby wypadków. Oczekiwanie na przyjazd policji po tego typu zdarzeniu z dzisiejszych kilku godzin, wydłużyłby się do kilkunastu. Po dwóch tygodniach cała Polska stanęłaby w jednym potężnym, śmierdzącym korku.

Taki rozwój sytuacji niesie za sobą wiele następstw. Puste półki w sklepach, brak leków, spadek obrotów większości firm i masowe zwolnienia. Te ostatnie w krótkim czasie wywołałyby falę protestów i niepokojów społecznych.

Przerażony Donald Tusk, by przywrócić względny spokój, musiałby wyprowadzić na ulice wojsko. W tym celu niezbędna jest jednak opinia zwierzchnika sił zbrojnych, a ten, jak wiadomo, wstrzymywałby się z nią do ostatniej chwili, pogłębiając kryzys. W takiej sytuacji decyzja spadłaby na ministra obrony narodowej. Bogdan Klich, w mundurze, straszyłby dzieci z ekranu telewizora obwieszczając decyzję nowej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Na drogach pojawiłyby się ściągnięte w pośpiechu z Afganistanu rosomaki.

Wtedy właśnie, wzorem Jelcyna, na wieżyczkę jednego z nich wdrapaliby się (podsadzani przez europosła Kurskiego) bracia Kaczyńscy i wykrzykując przez szczekaczkę hasła walki z korupcją, triumfalnie poprowadziliby wojskową kolumnę pod kancelarię premiera, by - w imieniu społeczeństwa - przyjąć od Tuska jego dymisję ze skutkiem natychmiastowym.

Co stałoby się później? Niestety, nie mieliśmy już czasu o tym napisać. Przerażeni własną wizją musieliśmy natychmiast opuścić redakcję. Znajdziecie nas w amerykańskim konsulacie. W kolejce po wizę...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Jak CBA obali rząd

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 88,

przeczytane przez: 132 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony