Jak rozmawiać z policjantem? "Na skruszonego", "na ważniaka" czy "na wazeliniarza”?

Chwila zapomnienia, zbyt ciężka noga na pedale gazu i... stało się. Zostaliśmy zatrzymani przez policyjny patrol z "suszarką" lub tzw. "kino objazdowe", czyli radiowóz z wideorejestratorem. Co robić? Jak uniknąć kary albo przynajmniej ją zminimalizować? Jest wiele metod postępowania, omówmy te najpopularniejsze...

Zdjęcie

Wręczając funkcjonariuszom dokumenty napomykamy, że nasz szwagier ze strony zięcia też pracuje w policjii... /Fot. Stanisław Kowalczuk /East News
Wręczając funkcjonariuszom dokumenty napomykamy, że nasz szwagier ze strony zięcia też pracuje w policjii...
/Fot. Stanisław Kowalczuk /East News

Metoda "na skruszonego"

Wysiadamy z samochodu z pokorną miną. Potrząsamy z niedowierzaniem głową, pukamy się w czoło. Miną i mową ciała dajemy do zrozumienia, że jesteśmy zaskoczeni zaistniałą sytuacją i dręczy nas głębokie poczucie winy. Rozmowę z funkcjonariuszami zaczynamy od szczerego przyznania się do wykroczenia, płynnie przechodząc do przeprosin i zapewnień. Przepraszamy, że przekroczyliśmy dopuszczalną prędkość. Zupełnie nie rozumiemy, jak mogliśmy nie zauważyć znaku z jej ograniczeniem, tablicy z oznaczeniem obszaru zabudowanego. Zapewniamy, że zawsze jeździmy zgodnie z przepisami, bowiem jesteśmy przerażeni skalą piractwa drogowego, wstrząśnięci liczbą i losem ofiar wypadków. Uwaga: na skuteczność takiej taktyki mogą liczyć tylko kierowcy z czystym kontem. Jeżeli mamy już jakieś punkty karne, nasza pokorna postawa będzie mało wiarygodna.        


Reklama

Metoda "na współczującego"

 

Wręczając funkcjonariuszom dokumenty napomykamy, że nasz szwagier ze strony zięcia też pracuje w policji i dobrze wiemy, jak trudna, odpowiedzialna i słabo płatna jest ta służba. Gdy któryś z policjantów podejmie temat i zacznie narzekać na przełożonych, rząd, pieskie życie, natychmiast zaczynamy mu przytakiwać. Skwapliwie, ale nienachalnie, by nie wzbudzić podejrzeń co do szczerości naszych opinii. Wyznajemy, że od dziecka marzyliśmy o zaciągnięciu się do drogówki, ale jakoś nie wyszło, byliśmy zbyt mało inteligentni. Właściwie nie wiemy, czy powinniśmy żałować. Jeżeli pochodzimy z najbliższych okolic, sugerujemy policjantom, że mamy wspólnych znajomych. Może chodziliśmy do tej samej szkoły? Jest szansa, że gdy umiejętnie poprowadzimy rozmowę i odpowiednio ją przedłużymy, policjanci zapomną, za co nas zatrzymali i puszczą wolno.         

Metoda "na legalistę"


Zatrzymani, od razu żądamy precyzyjnego określenia podstawy prawnej jego powodu. Potem legitymujemy funkcjonariuszy, oceniając czy sami nie popełnili wykroczenia, na przykład parkując radiowóz w niedozwolonym miejscu; nie omieszkając dodać, że oczywiście sporządzimy i przekażemy ich przełożonym stosowną notatkę z dokładnym opisem zdarzenia oraz szczegółową opinią na temat wyglądu i zachowania się policjantów.

Zdjęcie

Jeżeli zostaniemy przyłapani na ignorancji, tylko się  ośmieszymy /Fot. Piotr Jedzura /Reporter
Jeżeli zostaniemy przyłapani na ignorancji, tylko się ośmieszymy
/Fot. Piotr Jedzura /Reporter

Domagamy się okazania świadectwa legalizacji używanego przez patrol urządzenia pomiarowego. Sypiemy nazwami ustaw, numerami rozporządzeń, cytujemy artykuły i paragrafy. Uwaga: stosowanie tej taktyki wymaga pewności siebie oraz biegłej znajomości prawa i policyjnych procedur. Jeżeli zostaniemy przyłapani na ignorancji, tylko się  ośmieszymy.         

Metoda "na ważniaka"


W niektórych kręgach wciąż popularna, ale, jak słychać, coraz bardziej zawodna. Nie wdając się w dyskusję z policjantami sugerujemy, że mają do czynienia z nietuzinkową osobistością. Jak to, nie poznajecie mnie? No to chyba nie oglądacie telewizji. Przecież to ja doszedłem do drugiej rundy poprzedniej edycji "Mam talent". To ja wystąpiłem w "Ukrytej prawdzie" itd. Medialna popularność, status "gwiazdy", może pomóc.

Zdjęcie

W każdej sytuacji trzeba jednak zachować zimną krew /Fot. Szymon Blik /Reporter
W każdej sytuacji trzeba jednak zachować zimną krew
/Fot. Szymon Blik /Reporter

Odradzamy natomiast powoływanie się na pełnione oficjalne funkcje. Policjanci są ostatnio cięci na polityków. Ryzykowne jest również legitymowanie się niepewnymi dokumentami. Przekonał się o tym m.in. poseł Władysław Serafin, który zatrzymany za przekroczenie prędkości próbował zasłaniać się rzekomym "immunitetem zakrajowym". Odmianą metody "na ważniaka", również głęboko zakorzenioną w polskiej tradycji, jest powoływanie się na znajomości. Z komendantem, burmistrzem, ministrem itp. W każdej sytuacji trzeba jednak zachować zimną krew. Wykrzykiwanie gróźb w rodzaju: "już nie pracujecie!", "ja was załatwię!", może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.         


Metoda "na wesołka"


Zatrzymani, wysiadamy z samochodu z rozradowaną miną. Prosimy funkcjonariuszy, by zanim zajmą się rutynowymi czynnościami, zechcieli wysłuchać najnowszy dowcip, na pewno ubawią się po umundurowane pachy. Oczywiście trzeba mieć taki dowcip zawsze pod ręką, i to odpowiedni. Odradzamy kawały polityczne - nigdy nie wiadomo, jakie poglądy reprezentują członkowie patrolu. Prawie zawsze sprawdzają się za to żarty o blondynkach, zwłaszcza te dotyczące kontekstu samochodowego. Tirówki? Ryzykowne, bo policjanci, na których się natknęliśmy, mogą mieć rozległe przyjaźnie w tym środowisku. Jeżeli wyczujemy, że trafiliśmy na ludzi z poczuciem humoru, kontynuujemy przyjętą taktykę. Jeśli zorientujemy się, iż mamy do czynienia z pryncypialnymi, ponurymi służbistami, lepiej szybko spoważnieć. Oni wesołków wyjątkowo nie lubią...     

 

Metoda "na litość"


Wręczając  policjantowi dokumenty, ze łzami w oczach zaczynamy snuć opowieść o prześladującym nas paśmie nieszczęść. Przekroczyliśmy prędkość, bo spieszymy się do szpitala do chorego syna. W zeszłym miesiącu wywalili nas z roboty. Żyjemy z resztek oszczędności, a ten wóz to ostatnia cenna rzecz, jaka nam jeszcze pozostała. Owszem, niezła marka i model, ale wyklepany, bo jakiś palant wjechał nam zimą w kufer. Mieszkanie okradli, niezamężna córka zaszła w ciążę, teściowa...

Zdjęcie

Kobiety w przekonywaniu policjantów mają łatwiej... /Fot. Stanisław Kowalczuk /East News
Kobiety w przekonywaniu policjantów mają łatwiej...
/Fot. Stanisław Kowalczuk /East News

Szkoda gadać. No a teraz jeszcze ten mandat. Nie wiem, z czego zapłacę. Żona znowu będzie się zamartwiać i nigdy mi nie wybaczy, że dałem się złapać drogówce. Po prostu koszmar. Może zatem poprzestaniecie na ustnym upomnieniu? Inaczej nie mam po co wracać do domu. Chyba skoczę z mostu do rzeki...


Metoda "na wazeliniarza"


Ech, policja to teraz ma sprzęt. Jak działa ten radar? Laserowy?! Niesamowite. Z jakiej odległości może namierzyć samochód? Naprawdę, z tak daleka? Radiowozy też macie super. Niedawno widziałem policyjne Mondeo ścigające pirata drogowego. Chyba nikt nie umie jeździć tak dobrze, jak wy. Taka służba przy drodze to też jednak nie byle co. Trzeba znać prawo, a i psychologia się przydaje. Zawsze podziwiałem  pracę drogówki. Jesteście prawdziwą elitą. Dziwię się kierowcom, którzy was krytykują. A te portale internetowe, komentarze oczerniające policjantów... Z obrzydzenia nawet nie czytam... 

 

Metoda "na negocjatora"


No tak, wiem, że popełniłem wykroczenie, ale przyznacie, że ten znak z ograniczeniem prędkości został postawiony w tym miejscu zupełnie bez sensu. Może jakoś się dogadamy, przecież wszyscy jesteśmy tylko ludźmi... Co robi ten banknot w dowodzie rejestracyjnym? Nie wiem, żona musiała go tam włożyć, gdy jechała na zakupy. Co? Mandat? No to może chociaż bez punktów, i z dolnej granicy z taryfikatora... 

Zatrzymani przez policję rozejrzyjmy się wokół, czy w pobliżu nie czai się ekipa telewizyjna, realizująca materiał do jednego z programów poświęconych ściganiu piratów drogowych. Jeżeli taką dostrzeżemy, zapomnijmy o wszystkich wymienionych wyżej sposobach postępowania. Pozostanie nam ostatnia metoda...
 

Metoda "na milczka"


Wyniośle wręczamy funkcjonariuszom dokumenty. Nie wdajemy się w jakiekolwiek dyskusje. Na pytania odpowiadamy półsłówkami: "tak", "nie", "nie wiem"... Oczywiście narażamy się na podejrzenie, że jesteśmy pijani lub naćpani. Gdy policjanci sprawdzą i okaże się, że jednak nie mieli racji, będzie im głupio. A przynajmniej powinno być. Mandatu i punktów karnych zapewne nie unikniemy, ale zachowamy godność i nie będziemy się wstydzić, oglądając się - niechby z zasłoniętą twarzą i zniekształconym głosem - na ekranie telewizora.

 


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Jak rozmawiać z policjantem? "Na skruszonego", "na ważniaka" czy "na wazeliniarza”?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 240,

przeczytane przez: 360 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony