Jak zaoszczędzić 300 zł miesięcznie? To proste!

Czytając komentarze o przekraczaniu prędkości, nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż w naszym kraju mamy samych grzecznych kierowców. (*)

Zdjęcie

  Zaskoczyły mnie obserwacje pod dystrybutorem paliwa
  Zaskoczyły mnie obserwacje pod dystrybutorem paliwa
Jednak, jak wynika z mojej dotychczasowej praktyki, ten stan rzeczy wygląda zupełnie odmiennie na przeciętnej polskiej drodze. Sam będąc kierowcą wielokrotnie łamałem przepisy i to nie tylko te związane z ograniczeniem prędkości. Do niedawna....

Pierwszego lipca weszła w życie ustawa, której celem było uporządkowanie przepisów związanych z kontrolą ruchu drogowego (czytaj fotoradary i ViaToll). Czytając wiele o codziennie zdarzających się tragicznych w skutkach wypadkach i z widmem pełnych radarów dróg postawiłem sobie za cel, by zdjąć nogę z gazu. Nakazałem sobie nie przekraczać 60 km/h w mieście i 90 km/h na trasie. Wiem, że zaraz posypią się komentarze typu "w mieście wolno jechać 50 km/h" - macie rację. Wszyscy wiemy jednak, że mało kto tak jeździ, zatem założyłem, iż i tak będę najwolniejszym kierowcą w aglomeracji.

Reklama

Dziś mija nieco ponad miesiąc od zmiany mojego stylu jazdy. Spokojniejsze jeżdżenie weszło mi już w krew a jednocześnie pozwoliło na uzyskanie kilku ciekawych refleksji.

Po pierwsze mitem jest, iż jeżdżąc wolniej, nigdzie nie zdążę . Ta maksyma przedstawicieli handlowych towarzyszyła mi wcześniej, dlatego zawsze się gdzieś spieszyłem, tym bardziej, że jeżdżę służbowo po całym województwie - tychże handlowców kontrolując. Mam do "obskoczenia" 15-20 punktów dziennie, co zajmowało mi dotychczas ( z "ciężką" nogą) około 10 -12 godzin. Jakie było moje zdziwienie, gdy po przeliczeniu średniej miesięcznej okazało się, iż tę samą pracę wykonuje w tym samym czasie!

Tutaj nachodzi mnie druga refleksja - jestem mniej zmęczony. Siedzę w aucie tyle samo czasu, jednak jestem bardziej zrelaksowany. Nie bolą mnie codziennie oczy od wytężania wzroku w poszukiwaniu radarów (z 60 km/h do 50 km/h można zwolnić silnikiem bardzo płynnie). Nie boli mnie głowa od nasłuchu CB czy aby "nie stoją". I podczas kilku sytuacji, w których spokojnie wyhamowałem przed pieszym, który wtargnął mi na jezdnię, nie spociłem się jak kiedyś modląc się w duchu by udało się zatrzymać.

Najbardziej jednak zaskoczyły mnie obserwacje pod dystrybutorem paliwa. Jeżdżę astrą TD isuzu, która do niedawna spalała od 5,5 do nawet 7 l. ropy w miejskich korkach. Aktualnie to samo kombi zadowala się spalaniem rzędu 4,5 -5,5 l/100 km. I to ucieszyło mnie najbardziej!

Wiem, że wielu powie, że tamuję ruch, przeszkadzam, jestem zawalidrogą.... Niekoniecznie. Jeżdżę po województwie łódzkim. Jeśli chodzi o drogi i remonty nie różni się ono od innych. Dlatego, pomijając teren zabudowany, w którym sam, jak napisałem, łamię przepisy jadąc 60 km/h , często puszczam zjeżdżając "na margines" tych szybkich (także tiry). Nie rozpędzam się od startu jak żółw, tylko płynnie, by jak najszybciej osiągnąć wysoki bieg. Na światłach wrzucam jedynkę już na żółtym (od tego jest to światło) by nie utrudniać innym jazdy, kiedy już zapali się zielone.

Dodam, że częstokroć osoby, które mnie wyprzedzają, wleką się kilka kilometrów dalej przede mną, gdyż na drodze korek, światła, czy roboty drogowe, dzięki czemu dojeżdżamy na miejsce w tym samym czasie.

Nie przeszkadza mi, że zostanę opluty komentarzami w stylu "co on pisze za bzdury!". Nie - dlatego, że sprawdziłem to w rzeczywistości i wiem, że działa. Wy sobie krzyczcie, ale to ja mam zaoszczędzone 300 pln miesięcznie, np. na piwo...

(*) - list do redkacji.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony