Jak zwabić reportera? Wiadomo. Dziewczyną

Salon samochodowy we Frankfurcie nad Menem, największa tego typu impreza na świecie, to w tym roku 210 000 metrów kwadratowych powierzchni stoisk i ponad 900 wystawców.

Zdjęcie

  Dziewczyny mają  tylko pięknie wyglądać i wdzięcznie się uśmiechać /INTERIA.PL
  Dziewczyny mają tylko pięknie wyglądać i wdzięcznie się uśmiechać
/INTERIA.PL
Nie ma najmniejszych szans, by wszędzie być, wszystko zobaczyć, wszystkich odwiedzić. Także z powodu znacznych odległości, dzielących poszczególne hale. Owszem są ruchome schody i ruchome chodniki, można skorzystać z różnych środków wewnętrznego transportu, również tych alternatywnych, na przykład z... elektrycznej hulajnogi, ale i tak kilka godzin gonitwy po terenie targów może złamać największych twardzieli.

Dlatego uczestniczące w IAA firmy zaciekle konkurują o przyciągnięcie i zatrzymanie uwagi zwiedzających. Co zrobić, by zechcieli zainteresować się właśnie naszą ekspozycją?

Reklama

Magnesem dla publiki są niewątpliwie premiery nowych samochodów. Podczas tegorocznego frankfurckiego salonu było ich ponad 40. Premiera premierze jednak nierówna. Te najgłośniejsze, najbardziej oczekiwane - nowego fiata pandy, volkswagena up!, porsche 911, hyundaia i30, kolejnych wcieleń toyoty yaris i hondy civic - nie muszą obawiać się o brak zainteresowania mediów, ludzi z branży, jak i zwykłych gapiów.

Organizowane z okazji pokazów wspomnianych nowości krótkie konferencje prasowe ściągały nieprzebrane tłumy dziennikarzy. Ale już np. firma SsangYong, pokazująca pojazd koncepcyjny oznaczony kryptonimem XIV-1, o takiej frekwencji może tylko pomarzyć. "Łowcy premier" też zatem stali przed dylematem: co wybrać, a co pominąć.

Zresztą nowość nowością, ale bardzo ważne jest wcześniejsze podgrzanie atmosfery. Jakiś przeciek do prasy, garść plotek w Internecie, jedna lub dwie fotografie, fragmentaryczny opis... Słowem: tzw. uchylanie rąbka tajemnicy.

Swoje robi również marka. Chyba nikt z gości IAA nie poważyłby się zlekceważyć hal, w których prezentowali się potentaci, sprzedający na całym świecie miliony aut. Jednak i ci najwięksi muszą dbać o wizerunek. Najlepszym dowodem na tę dbałość była impreza pod nazwą "Driving diversity", podczas której, dzień przed rozpoczęciem targów, swoje nowości zaproszonym gościom pokazywała grupa Volkswagena.

Zdjęcie

  Klasyczny, wypróbowany przez lata sposób na zwabienie fotoreporterów... /INTERIA.PL
  Klasyczny, wypróbowany przez lata sposób na zwabienie fotoreporterów...
/INTERIA.PL
Klasycznym, wypróbowanym przez lata sposobem na zwabienie fotoreporterów, jak i pozostałych zwiedzających targi osobników płci męskiej, jest zainstalowanie na stoisku urodziwych dziewczyn. Niektóre mają za zadanie tylko pięknie wyglądać i wdzięcznie się uśmiechać - zostaną uwiecznione na tysiącach zdjęć, a wraz z nimi pojazdy, przy których pozowały. Inne, uzbrojone w elektroniczne tablety, służące za podręczny magazyn fachowej wiedzy, udzielają zwiedzającym konkretnych informacji, pomogą otworzyć bagażnik, ustawić we właściwej pozycji fotel, pokazać, jak rozkłada się tylna kanapa.

Jeszcze inne, na drugim planie i już nie tak... ozdobne, zajmują się nieustannym pucowaniem karoserii prezentowanych samochodów. Młodzi ludzie krzątający się z przyborami do odkurzania nadwozi to bowiem stały element salonowego show.

Zdjęcie

  Yaris ze środkową częścią, zastąpioną ekranem /INTERIA.PL
  Yaris ze środkową częścią, zastąpioną ekranem
/INTERIA.PL
Właśnie - show. W dzisiejszych czasach nie wystarczy mieć już atrakcyjny produkt, trzeba go jeszcze w efektowny sposób zaprezentować. Niebanalna oprawa ekspozycji, ciekawe, oryginalne pomysły z gatunku "światło i dźwięk"... Chyba każdy, kto trafił na stoisko Toyoty zatrzymał się, by obejrzeć nowego yarisa, ze środkową częścią zastąpioną ekranem, na którym wyświetlano zabawne, związane z tym samochodem scenki filmowe.

Michelin zapraszał do kina 4D, gdzie widza, oglądającego trójwymiarowy, animowany film prezentujący zalety ogumienia produkowanego przez ten koncern, owiewał wiatr, padał nań lekki deszczyk itp.

Zdjęcie

  "Lewitujący" citroen  C5 /INTERIA.PL
  "Lewitujący" citroen C5
/INTERIA.PL
Zwiedzających ekspozycję Citroena intrygował "lewitujący" model C5. Po podobny chwyt - z kierowcą wyimaginowanego samochodu w roli głównej - sięgnął producent opon Kumho.

Obok aut prezentowanych w całości, w najróżniejszych przekrojach i pozycjach, były także ich repliki, wykonane z imitującego szkło przezroczystego tworzywa sztucznego. Pokazane w takiej formie zawieszenie czy wał napędowy stają się dziełami sztuki. Tak samo jak lśniące, pokryte chromem silniki.

Cytat

Spore grono gapiów zgromadził pokaz zdalnego parkowania samochodu za pomocą smartfona
Niektóre z firm śmiało sięgały do tradycji. Renault obok najnowszych swoich produktów i aut koncepcyjnych wystawił model R4, obchodzący w tym roku 50 rocznicę urodzin. Chevrolet, w Europie bardziej dziś kojarzony jako kontynuator dzieła koreańskiego Daewoo, wzbogacił swoje stoisko o odpicowane egzemplarze motoryzacyjnych legend z amerykańskiej historii tej marki.

Dobrymi sposobami na zainteresowanie publiki są wszelkiego rodzaju ruchome makiety i symulatory, w których każdy chętny mógł spróbować swoich sił za kierownicą, a niekiedy również zmierzyć się w niby-wyścigu z konkurentami.

Wszystkich jednak rozmachem przyćmili potentaci z Audi i BMW, którzy w swoich halach urządzili tory, po których nieustannie jeździły prezentowane na IAA modele aut.

W walce o zainteresowanie zwiedzających w trudniejszym niż firmy samochodowe położeniu są zawsze producenci wszelkiego typu części i elementów wyposażenia. Po pierwsze, często bywają ulokowani na peryferiach targów. Po drugie - czegóż ekscytującego można doszukać się w kole zębatym czy wiązce przewodów elektrycznych? Niektórzy jednak świetnie wywiązali się z trudnego zadania. Choćby pewien wytwórca oświetlenia, który wabił publikę widocznym z daleka niebieskim "kogutem" i mroził krew w żyłach kierowców wykonanym w technologii LED świetlnym napisem "STOP! POLIZEI".

Spore grono gapiów zgromadził pokaz zdalnego parkowania samochodu za pomocą smartfona. Można rzecz jasna zapytać, w jakich okolicznościach taka aplikacja byłaby przydatna i co powiedziałaby firma ubezpieczeniowa, gdyby pozbawiony kierowcy pojazd spowodował na parkingu kolizję, ale trzeba przyznać, że prezentacja była efektowna.

Zdjęcie

  Ruchem tenisowych "rakiet" steruje się, jeżdżąc w przód i w tył... smartami /INTERIA.PL
  Ruchem tenisowych "rakiet" steruje się, jeżdżąc w przód i w tył... smartami
/INTERIA.PL
A pamiętacie starą grę w "tenisa", w którą bawili się pierwsi użytkownicy domowych komputerów? Starsi być może pamiętają. Teraz zabawa ta została odświeżona, z tym, że ekran atari ustąpił miejsca ogromnemu telebimowi, a ruchem tenisowych "rakiet" steruje się, jeżdżąc w przód i w tył... smartami.

To nie koniec atrakcji. W programie IAA znalazła się m.in. giełda kolekcjonerów miniaturowych modeli samochodów, a także ciekawe konkursy. Wymieńmy choćby ten o tytuł mistrza równoległego parkowania. Zwycięzca miał dostać do bezpłatnego użytkowania, na rok, skodę.

Najładniejsze nogi samochodowej wystawy. Oglądaj i oceniaj :)

.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Jak zwabić reportera? Wiadomo. Dziewczyną

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 18,

przeczytane przez: 27 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony