Jakie są możliwości legalnego usunięcia zawalidrogi?

Słoneczne niedzielne popołudnie, podkrakowski Tyniec, prowizoryczny, aczkolwiek zatłoczony parking u stóp Opactwa Benedyktynów.

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl
Nad brzeg Wisły przyjeżdża toyota landcruiser, ciągnąca na przyczepie okazałą łódź motorową. Kierowca chce zwodować ją poprzez służącą do tego celu pochylnię przy przystanku tramwaju wodnego. Niestety, wjazd na pochylnię jest zablokowany przez zaparkowanego tu opla corsę na numerach z województwa podkarpackiego. Turysta? Pielgrzym, który przyjechał pomodlić się w zaciszu klasztornych murów? Kiedy wróci? Jak go odnaleźć?

Właściciel toyoty i jachtu z pomocą gapiów i przygodnych doradców zastanawia się nad rozwiązaniem problemu. W końcu ktoś wzywa policję. Na miejscu pojawia się radiowóz, ale policjanci rozkładają ręce: to nie ich sprawa. Sugerują wezwanie straży miejskiej. Przybyli strażnicy też są jednak bezradni. Oni pilnują porządku na drogach publicznych. A to miejsce nie ma takiego statusu. Nie jest także strefą ruchu, ani strefą zamieszkania, lecz drogą wewnętrzną. Zgodnie z przepisami, straż miejska może tu interweniować tylko w przypadku, gdy kierowcy nie przestrzegają ustawionych przez zarządcę terenu znaków drogowych. Sęk w tym, że przy pochylni do wodowania łódek nie ma żadnego znaku, a zatem kierowca zaparkowanej przy wjeździe na nią corsy nie popełnił wykroczenia i brak podstaw prawnych do jakichkolwiek działań ze strony strażników.

Reklama

Wywiązuje się dyskusja, co robić. Jakie są możliwości legalnego usunięcia zawalidrogi? Cóż, najpierw należałoby ustalić wspomnianego wyżej zarządcę terenu. Strażnicy podejrzewają, że jest nim Regionalny Zarząd Gospodarki w Krakowie. Kolejny krok to skłonienie RZGW do wystąpienia o umieszczenie w miejscu, w którym zaparkował opel, znaku B-36, czyli zakazu zatrzymywania się. Gdy wniosek ten zostanie zrealizowany, wówczas wezwana ponownie straż miejska mogłaby ukarać kierowcę corsy mandatem, założyć blokadę na koło (co oczywiście w żaden sposób nie rozwiązałoby problemu) lub zlecić odholowanie auta zastawiającego wjazd na pochylnię.

Tak czy inaczej cała procedura potrwałaby prawdopodobnie jakieś pół roku. Właściciel motorówki nie był zachwycony perspektywą tak długiego oczekiwania na jej wodowanie. Padło więc pytanie, czy nie można by ustalić personaliów i adresu zamieszkania kierowcy corsy, skontaktować się z nim i poprosić o szybkie usunięcie samochodu. Niestety, tu też strażnicy nie mieli dobrych wiadomości. Straż nie dysponuje bazą takich danych. Dostęp do CEPIK-u ma tylko policja. Zresztą CEPIK nie zawiera informacji o numerach telefonów komórkowych właścicieli pojazdów, więc i tak nic by to nie dało.

Strażnicy odjechali, a amator pływania po Wiśle sięgnął po rozwiązanie nie do końca zapewne praworządne, ale za to jedyne skuteczne - z pomocą kilku silnych mężczyzn w kilka chwil przesunął opla w inne miejsce.

Motorówka była jeszcze wodowana, gdy zjawił się kierowca corsy. Zupełnie tak, jakby obserwował przebieg zajścia z ukrycia, lecz z obawy przed pretensjami i represjami wolał się nie ujawniać. Cichcem wsiadł do corsy i szybko odjechał...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Jakie są możliwości legalnego usunięcia zawalidrogi?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 46,

przeczytane przez: 69 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony