Jedziesz na A4? Poradnik, jak nie zginąć na bramkach

​Z uwagą śledziliśmy wszelkie medialne doniesienia dotyczące wprowadzenia poboru opłat na autostradzie A4. Z racji wykonywanej pracy korzystamy z niej częściej niż byśmy sobie tego życzyli.

Zdjęcie

Płacenie za autostradę to wyższa sztuka /Kacper Pempel /Reporter
Płacenie za autostradę to wyższa sztuka
/Kacper Pempel /Reporter
Wczoraj - pierwszy raz od uruchomienia bramek - nadarzyła się sposobność, by przejechać się "nową" drogą... Wrażenia?

Wjeżdżając na A4 wszystko jest pięknie. Wciskamy przycisk, budka wypluwa bilet, szlaban wstaje. Pełna automatyka, jak w pralce z Polaru. Jednym słowem - Europa.

Jadąc płatnym odcinkiem też nie mamy na co narzekać. Parkingi trzymają europejskie standardy, do dyspozycji jest pas awaryjny i słupki z telefonami alarmowymi (inna sprawa, czy działają...).

Koszmar zaczyna się jednak na bramkach we Wrocławiu, gdy przy okienku trzeba zapłacić za przejazd. Stojąc w kolejce do bramek przez dobre piętnaście minut (aż strach pomyśleć, co będzie się tam działo np. w święta) mieliśmy sporo czasu, by poczynić pewne obserwacje. Wniosek? Za długość korka przed punktem poboru opłat odpowiadają w większości sami kierowcy.

Teoretycznie sprawa jest prosta. Wystarczy podjechać pod szlaban, dać pani bilet, zapłacić i odjechać. W teorii nie powinno to zajmować więcej niż 20-30 sekund. Niestety - przez wiele lat nasze drogi porównywać można było wyłącznie z tymi na kontynencie afrykańskim, więc nie dziwi nas fakt, że widząc bramki do poboru opłat, duża część kierowców dostaje małpiego rozumu.

Wielkie zamieszanie na A4. O co chodzi?

1 czerwca uruchomiono pobór opłat na autostradzie A4. I zaczęło się... czytaj więcej

Samochodowe Jezioro Łabędzie zaczyna się już 200 metrów przed bramkami. Kierowcy posłusznie ustawiają się w kolejki, po czym zaczynają przeciskać się z jednej do drugiej, gdy uświadomią sobie, że stoją właśnie przed bramką obsługującą karty kredytowe lub system viatoll. Oczywiście informujące o tym wyświetlacze, przy dobrej pogodzie, można zapewne dostrzec ze szczytu Śnieżki, ale i tak średnio jeden na pięciu kierowców jest zaskakiwany... W efekcie kolejki wydłużają się nieskończoność, nawet jeśli ustawimy się we właściwej, przed nos i tak wciśnie się 20 ćwierćinteligentów, których spanikowane spojrzenia zdradzają, że uświadomili sobie właśnie brak prawa jazdy, konta w banku lub karty kredytowej...

Ogromne problemy sprawia również samo zatrzymanie się przy budce ze szlabanem. Panią, która przyjmuje bilety widać przez szybę z dobrych dwustu metrów. Mimo tego, co najmniej jeden na trzech kierowców, zamiast podjechać jak najbliżej lewej strony, zaparkuje auto w taki sposób, że łatwiej było by wysłać zdjęcie biletu MMS-em niż, wyciągając dłoń, podać go kobiecie w okienku. Na miejscu ZUS-u postawilibyśmy na bramkach swoich orzeczników weryfikujących prawa do rent zdrowotnych. Nie ma opcji, by gość wychylający się przez boczną szybę w taki sposób, że kierowcy za nim zobaczyć mogą kolor jego skarpetek, był niezdolny do pracy...

Obserwując zachowania dużej części kierowców (tkwiąc w miejscu przez kwadrans mieliśmy na to sporo czasu) odkryliśmy też, że umiejętność parkowania ma zdecydowanie większy wpływ na bezpieczeństwo ruchu, niż wydawało się to nam do tej pory. Uświadomił nas o tym pewien jegomość w czerwonym bmw, który ustawił się pod bramką w taki sposób, że zabrakło mu ręki, by przyjąć od pani resztę. W efekcie wydana mu dziesięciozłotówka pofrunęła z wiatrem, a wyraźnie zdenerwowany pan biegał za nią wzdłuż punktu poboru opłat nie zwracając uwagi na mijające go o centymetry ciężarówki. Z niecierpliwością czekamy, aż jakiś poseł wpadnie na pomysł obniżenia prędkości, bo policyjne statystyki odnotują wzrost liczby ofiar śmiertelnych na autostradach...

Ministra sportu gotowa, minister transportu marudzi...

​Cała Polska kończy ostatnie przygotowania do Euro 2012. Ministra sportu ogłosiła pełną gotowość już w połowie maja. Minister transportu trochę marudzi. Wytyczył nawet objazdy, którymi zmotoryzowani kibice powinni podążać na stołeczny Stadion Narodowy, gdyby nie udało się, jak to się ładnie... czytaj więcej

Reklama

Chcielibyśmy również zaapelować o to, by stojąc w korku przez kilkanaście minut pomyśleć o tym, w której kieszeni kurtki aktualnie znajduje się portfel i, czy aby przypadkiem, ta nie jest schowana w bagażniku... To zdecydowanie pożyteczniejsze zajęcie, niż wyklinanie pod nosem, wymachiwanie rękami i tłuczenie w klakson.

Musimy jednak przyznać, że za koszmarny bałagan na A4 nie sposób winić wyłącznie kierowców. Problemy sprawia np. fakt, że wysokość opłaty za przejazd zależy od długości przebytego odcinka - nie sposób więc wcześniej odliczyć sobie należną kwotę, co znacznie usprawniłoby "odprawę" na bramkach.

Co więcej, wprowadzenie opłat na jednym odcinku A4, spowodowało przykorkowanie kolejnego, bezpłatnego odcinka, między Wrocławiem a Legnicą.

Firma Kapsch uruchomiła dwie specjalne bramki przeznaczone wyłącznie dla pojazdów korzystających z systemu Viatoll. Bez zatrzymywania, z prędkością circa 5 km/h przejeżdżają przez nie w zasadzie wszystkie ciężarówki.

Tirowcy nie muszą się zatrzymywać, więc przepustowość tych dwóch bramek jest w praktyce kilkukrotnie większa niż pozostałych obsługujących "osobówki". Auta "odprawiane są" na bieżąco, każde musi się jednak ponownie rozpędzić do autostradowych 90 km/h. Czterdziestotonowym pojazdom zajmuje to dłuższą chwilę, więc sznur ciężarówek szczelnie wypełniający prawy pas A4 cięgnie się przez następne trzydzieści kilometrów! Wcale nie przesadzamy - takiego natłoku "tirów" na prawym pasie nie widzieliśmy jeszcze nigdy.
  Ktoś powie - nie ma problemu - "osobówki" mają przecież swój, lewy pas, więc ruch odbywa się płynnie. Niestety -  prędzej czy później trafi się jakiś cuchnący spuszczaną ropą pan Zenek, który postanowi udowodnić równie zarośniętemu panu Gienkowi, że jego 38-tonowa scania jest szybsza niż 40-tonowy man. Zgodnie z zasadą duży może więcej, Zenek wyjeżdża wtedy na lewy pas autostrady i przez następne sześć kilometrów oba auta toczą się obok siebie z prędkością 85 km/h. Efekt jest taki, że o "komforcie jazdy autostradą" mówić można dopiero na wysokości Legnicy, gdy przerwy między ciężarówkami sięgają kilkuset metrów. Wcześniej, przez bite 40 kilometrów, uważać trzeba, by nie zostać staranowanym przez wjeżdżającą na lewy pas ciężarówkę.

Najśmieszniejsze jest to, że ciężarówkowy korek wywołano sztucznie. Bramki systemu viatoll ciągną się przecież do samej granicy z Niemcami, wyhamowywanie ciężarówki w punkcie poboru opłat do 5 km/h jest więc zupełnie zbędne. Zamiast tego można było np. wybudować dwa osobne pasy dla samochodów ciężarowych, które całkowicie omijałby bramki i zamontować na nich kamery, wyłapujące nieuczciwe "osobówki".

Wniosek? Nie potrafmy nie tylko zaprojektować, wybudować i - bez skandalu - otworzyć nowoczesnej autostrady, ale również z niej korzystać...

Paweł Rygas


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony