Już jeden grosz do 6 złotych. Jak żyć (jeździć)?

Litr najpopularniejszej benzyny kosztuje już prawie 6 zł. I pomyśleć, że jeszcze niedawno płaciliśmy za nią tylko 3,5 zł... Cóż takiego wydarzyło się w ciągu kilkudziesięciu ostatnich miesięcy, co uzasadniałoby tak ogromny wzrost cen paliw?

Zdjęcie

Litr najpopularniejszej benzyny kosztuje już prawie 6 zł. I pomyśleć, że jeszcze niedawno płaciliśmy za nią tylko 3,5 zł... /poboczem.pl
Litr najpopularniejszej benzyny kosztuje już prawie 6 zł. I pomyśleć, że jeszcze niedawno płaciliśmy za nią tylko 3,5 zł...
/poboczem.pl
Może wyczerpały się łatwo dostępne złoża ropy naftowej i trzeba po nią sięgać coraz głębiej, pod dno oceanów czy grube pokłady wiecznej zmarzliny? Bynajmniej, przecież arabscy szejkowie wciąż czerpią ją tak, jak czynią to od dziesięcioleci - bezpośrednio spod pustynnego piachu, a  nie słychać też, by i Rosjanie mieli jakiekolwiek kłopoty z eksploatacją swoich zasobów. Może w ostatnim czasie na Bliskim Wschodzie wybuchła wojna, która spowodowała wstrzymanie dostaw? Owszem, były niepokoje w Libii, złe wieści napływają z Iranu, ale przecież nawet inwazja na Irak z początku obecnego stulecia czy wcześniejsze, ostre konflikty w tym rejonie świata nie powodowały tak bolesnych zwyżek cen paliw. 

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Paliwo już po 6 zł. Co robisz?

  • 29%
  • 34%
  • 17%
  • 20%
głosów: 3619

A może gwałtownie wzrósł kurs dolara, w której to walucie rozliczane są transakcje na naftowym rynku? Też nie. Notowania amerykańskiego pieniądza od długiego czasu utrzymują się na mniej więcej tym samym poziomie. Również w Polsce pozostają stabilne.

Reklama

Wiele osób o obecną drożyznę obwinia politykę podatkową rządu. To prawda, w całej Europie ministrowie finansów z myślą o dochodach budżetów państw  uwielbiają opróżniać kieszenie zmotoryzowanych obywateli, ale w ostatnim czasie (nie licząc kilkunastogroszowej podwyżki akcyzy na olej napędowy w Polsce) fiskus nie wykombinował nic nowego i nadzwyczajnego.

Nie brakuje głosów, wskazujących na pazerność właścicieli stacji benzynowych i rafinerii. Ci jednak zarzekają się, że wraz ze wzrostem cen ropy i sytuacją na detalicznym rynku paliw ich zyski wręcz spadają. Prywatni, drobni "pompiarze" twierdzą nawet, że przy obecnych groszowych marżach ledwo wiążą koniec z końcem i zastanawiają się nad zamknięciem interesu.

"Pokolenie 1500 złotych" skazane na motoryzacyjny "złom"

Statystyczny nabywca fabrycznie nowego samochodu osobowego w Polsce ma 48 lat. "Kochanie, już niedługo emerytura, najwyższy czas żebyśmy wreszcie kupili sobie nowe auto. Bo jak nie teraz, to kiedy?" czytaj więcej

Jedynym logicznym wytłumaczeniem obserwowanej galopady cen są działania globalnych spekulantów oraz postępowanie producentów ropy, którzy widząc rosnący popyt na ten surowiec w szybko rozwijających się krajach Azji (w Chinach sprzedaje się już więcej samochodów niż w USA, a tamtejsza gospodarka pochłonie każdą ilość energii) i Ameryki Południowej (Brazylia wyrasta na jedną z największych potęg ekonomicznych świata) żądają za swój towar wciąż więcej i więcej kasy. Z chciwości, chłodnej kalkulacji lub wskutek wewnętrznych nacisków politycznych.

Użytkownikom samochodów pozostaje jedynie płacz i zgrzytanie zębów oraz narzekanie na niesprawiedliwość tego świata. Przejawem bezradności zmotoryzowanych są organizowane przez nich akcje protestacyjne. Uliczne demonstracje nic nie dają, a hasła wzywające do bojkotu działających pod różnymi szyldami stacji benzynowych są powszechnie ignorowane. Zresztą nawet gdyby znalazły odzew, uderzyłoby to co najwyżej w Bogu ducha winnych detalistów. Ci, którzy naprawdę pociągają w tej zabawie za sznurki, pozostają nieczuli i robią swoje.

Również Polacy psioczą ile wlezie, ale... płacą i jeżdżą samochodami jak dawniej. Tymczasem dobrze byłoby zacząć brać przykład z mieszkańców wielkich miast w Europie Zachodniej, którzy coraz częściej zmieniają indywidualną "politykę transportową" i przesiadają się z prywatnych aut do środków komunikacji publicznej, na paliwooszczędne jednoślady czy rowery lub szukają innych rozwiązań, jak choćby wspólne dojeżdżanie do pracy. W kilka osób, jednym samochodem. Bez nadziei, że taka postawa wymusi obniżki cen benzyny, lecz w dobrze pojętej trosce o własne portfele.    


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Już jeden grosz do 6 złotych. Jak żyć (jeździć)?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 335,

przeczytane przez: 502 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony