Kierowca seicento kozłem ofiarnym, czy „przestępcą drogowym”?

Od dawna wiadomo, że Polacy są świetnymi, aczkolwiek na ogół domorosłymi lekarzami, wytrawnymi znawcami piłki nożnej, zarówno na poziomie klubowym, jak i reprezentacyjnym, wiedzą, jak powinno prowadzić się politykę zagraniczną, od pewnego czasu specjalizują się też w szczegółowym analizowaniu przyczyn i skutków katastrof lotniczych. Teraz okazuje, co zresztą nie jest żadnym zaskoczeniem, że mamy dziesiątki tysięcy wybitnych ekspertów z zakresu ruchu drogowego, w dodatku biegłych w tak wąskiej dziedzinie, jaką są zasady poruszania się kolumn pojazdów uprzywilejowanych. Wszystko oczywiście za sprawą wypadku limuzyny rządowej z premier Beatą Szydło na pokładzie...

Zdjęcie

Mamy dziesiątki tysięcy wybitnych ekspertów z zakresu ruchu drogowego, w dodatku biegłych w tak wąskiej dziedzinie, jaką są zasady poruszania się kolumn pojazdów uprzywilejowanych /Fot. Jacek Kwiatkowski /Reporter
Mamy dziesiątki tysięcy wybitnych ekspertów z zakresu ruchu drogowego, w dodatku biegłych w tak wąskiej dziedzinie, jaką są zasady poruszania się kolumn pojazdów uprzywilejowanych
/Fot. Jacek Kwiatkowski /Reporter

"Roman": "Jakie koguty oni mieli, popatrzcie na ten samochód. nie ma ich. Zaraz będą się usprawiedliwiać, że jak pocałował drzewo, to mu spadły. Fakt jest taki, że kierowca seicento nie zauważył, iż jest to kolumna uprzywilejowana, widział tylko jeden samochód, ten pierwszy z migającymi diodkami pomiędzy grillem maskownicy chłodnicy. Tak nisko zamontowane światełka nie były widoczne w drugim, gdyż pierwszy je przesłaniał, po drugie kodeks drogowy nie przewiduje specjalnego sygnalizowania, oznakowania kolumn uprzywilejowanych. Gdyby mieli koguty na dachach, to by byli widoczni."

"c2h5oh": "Niepokoi mnie kierowca BOR-u, który nie zdąża zareagować. Nie dostosował prędkości jazdy do warunków. Osoby ważne powinny być przewożone bezpiecznie, nie brawurowo. Żadne spóźnienie nie usprawiedliwia brawury."

Reklama

"Rasputin": Gdyby to nie była rządowa kolumna, to też ten chłopak nie miał prawa kontynuować manewru skrętu, więc jest bez znaczenia, czy drugi samochód w kolumnie miał włączone sygnały."

"tyle w temacie" do "C2H5OH": "Po pierwsze kierowca fiata po przejeździe uprzywilejowanego pojazdu powinien upewnić się, że nic za nim nie jedzie. Gdy dostał boczne uderzenie, co możesz zrobić w ułamkach sekund, gdy przód jest w poślizgu bocznym, a w sekundzie masz drzewo. Żadnej winy tu borowca nie widzę, natomiast prawna jak najbardziej kierowcy fiata - kłania się prawo ruchu drogowego."

"Bart": "Gdyby jechali tak, jak jedzie się w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych, czyli z minimalnym odstępem, nie ma możliwości wjechania pomiędzy auta z zamiarem skrętu w lewo i nie ma możliwości niezauważenia całej kolumny. Gdyby jednak chciał skręcić, odbiłby się od pancernych aut. To podstawy ochrony vipów."

Cytat

Cóż, jakoś dziwnie jesteśmy przekonani, że jedynym winowajcą całego zajścia okaże się nieszczęsny kierowca fiata. Pewnie zostanie ukarany, za to będzie miał o czym opowiadać wnukom. Na razie pozostaje anonimowy, ale kto wie, czy jako "ofiara reżimu" nie zostanie gwiazdą, zapraszaną do telewizji śniadaniowych, udzielającą wywiadów. Można przypuszczać, że niebotycznie wzroście wartość jego wyklepanego po starciu z Audi A8 Seicento - jako Tego, Który Zepchnął z Drogi na Drzewo Pancerną Limuzynę Pani Premier Między Sklepami "Tania Odzież" i "Modny Ciuch"

Stefan W.: "Kolumna mogła zrobić to co zrobiła z zachowaniem szczególnej ostrożności. Moim zdaniem szczególnej ostrożności nie zachowała."
Internet wrze, dyskusja trwa, emocje nie stygną. Opinie na temat okoliczności wypadku pani premier, a także, co dziwniejsze, samo postrzeganie faktów, zależy od sympatii politycznych komentatora. Ci, nazywani przez przeciwników "przebrzydłymi pisowcami", dadzą się pokroić w obronie tezy, że pojazdy Biura Ochrony Rządu jechały bez włączonych sygnałów dźwiękowych. Z kolei "wstrętni lewacy" są absolutnie przekonani, że wozy BOR używały wyłącznie sygnalizacji świetlnej.

Tylko świecili czy również hałasowali? To kwestia niezwykle ważna, bo rzutująca na status prawny rządowej kolumny. Jeszcze w 2015 r. jeden z posłów złożył w Sejmie interpelację w sprawie poruszania się po drogach publicznych kolumn pojazdów uprzywilejowanych. W odpowiedzi dowiedział się, że zgodnie z Prawem o ruchu drogowym "pojazdem uprzywilejowanym jest pojazd wysyłający sygnały świetlne w postaci niebieskich świateł błyskowych i jednocześnie sygnały dźwiękowe o zmiennym tonie, jadący z włączonymi światłami mijania lub drogowymi. Pojazdami uprzywilejowanym są również pojazdy jadące w kolumnie, na której początku i na końcu znajdują się pojazdy uprzywilejowane wysyłające dodatkowo sygnały świetlne w postaci czerwonego światła błyskowego."

A zatem: jeżeli dostrzegamy w lusterku włączonego niebieskiego "koguta" i słyszymy sygnalizację dźwiękową - mamy do czynienia z pojedynczym pojazdem uprzywilejowanym. Gdy nas minie (wyprzedzi), możemy jechać dalej. Gdy oprócz światła niebieskiego miga także czerwone - jest to pojazd otwierający kolumnę pojazdów uprzywilejowanych. Jadące za nim samochody, niezależnie od oznakowania i sygnalizacji, też należy traktować jako uprzywilejowane. Nie wolno  między nie wjeżdżać ani wykonywać jakichkolwiek utrudniających im przejazd manewrów aż do chwili, gdy minie nas "niebiesko-czerwony" pojazd, zamykający kolumnę. Niezależnie od tego, jak długo to wszystko trwa. Kodeks drogowy nie określa bowiem ani minimalnej ani maksymalnej odległości, jaka musi (może) dzielić pojazdy w takiej kolumnie.

"Dodatkowe oznaczenie pojazdu uprzywilejowanego sygnałem czerwonym, poruszającego się na początku i końcu kolumny, pozwala kierującemu pojazdem właściwie ocenić sytuację panującą na drodze i stosownie do przepisów (...) uniknąć wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego" - czytamy w odpowiedzi na wspomnianą wyżej interpelację.

Tu tylko niebieskie, tam również czerwone... To niuanse i można przypuszczać, że bardzo wielu kierowców nie ma o nich pojęcia. Zwłaszcza jeżeli, co bardzo prawdopodobne, nigdy w życiu nie spotkali oni na swej drodze kolumny pojazdów uprzywilejowanych.

Swoją drogą ciekawe, w jaki sposób prowadzący dochodzenie w sprawie wypadku w Oświęcimiu rozstrzygną, czy kolumna pani premier używała i sygnalizacji świetlnej, i dźwiękowej, czy tylko tej pierwszej? Z braku innych dowodów (z tego, co wiemy kamery miejskiego monitoringu nagrywają wyłącznie niemy obraz) oprą się na zeznaniach świadków? Według mediów są one rozbieżne, więc komu śledczy dadzą wiarę? Funkcjonariuszom BOR, których przełożeni już kilka godzin po wypadku autorytatywnie stwierdzili, że ochrona Beaty Szydło i kierowcy jej wozów nie popełnili żadnych błędów i dochowali wszelkich przepisów czy przechodniom? To samo dotyczy prędkości, z jaką poruszała się rządowa kolumna. Było to 50 km/godz., jak przekonuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i policja, czy znacznie więcej, jak opowiadają niektórzy świadkowie?

Cóż, jakoś dziwnie jesteśmy przekonani, że jedynym winowajcą całego zajścia okaże się nieszczęsny kierowca fiata. Pewnie zostanie ukarany, za to będzie miał o czym opowiadać wnukom. Na razie pozostaje anonimowy, ale kto wie, czy jako "ofiara reżimu" nie zostanie gwiazdą, zapraszaną do telewizji śniadaniowych, udzielającą wywiadów. Można przypuszczać, że niebotycznie wzroście wartość jego wyklepanego po starciu z Audi A8 Seicento - jako Tego, Który Zepchnął z Drogi na Drzewo Pancerną Limuzynę Pani Premier Między Sklepami "Tania Odzież" i "Modny Ciuch". 

A mówiąc całkiem poważnie... Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby rządowa kolumna jechała dwa razy szybciej. Gdyby Audi Beaty Szydło zetknęło się nie z ważącym kilkaset kilogramów fiacikiem, lecz z potężną ciężarówką. Albo z samochodem-pułapką kierowanym przez gotowego na wszystko terrorystę - samobójcę.            

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Kto jest winny wypadku kolumny z premier Szydło?

  • 23%
  • 77%
głosów: 11200

Z ostatniej chwili: Prokuratura rozbudowała zarzut dla 21-letniego kierowcy Fiata Seicento.  Jak powiedział prokurator Włodzimierz Krzywicki, mężczyźnie ogłoszono stawiany wcześniej ustnie przez policję zarzut nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, zagrożony karą do 3 lat więzienia. Jak dodał, kierowca Fiata na dwukierunkowej jezdni, wykonując manewr skrętu w lewo, nie zachował szczególnej ostrożności.

Według prokuratury 21-latek nie sygnalizował zamierzonego manewru włączeniem lewego kierunkowskazu. "Nadto nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu kierującemu pojazdem uprzywilejowanym, wykonującemu manewr omijania fiata, a także wbrew przepisowi wjeżdżając pomiędzy pojazdy poruszające się w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych, doprowadził do zderzenia obu pojazdów" - powiedział prokurator. W zarzucie zapisano też, że wypadek skutkował obrażeniami ciała premier Szydło i funkcjonariusza BOR trwającymi powyżej 7 dni - nie precyzował, czy dotyczy to obojga poszkodowanych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Kierowca seicento kozłem ofiarnym, czy „przestępcą drogowym”?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 122,

przeczytane przez: 2284 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony