Kierowcy powinni jak górnicy przedstawić listę postulatów. A jak nie, to...

Ostatnie wydarzenia w kraju skłaniają do ponownego zastanowienia się, dlaczego oni mogą, a my nie? Jest to tym dziwniejsze, że ich pozostało zaledwie kilkadziesiąt tysięcy, a nas są miliony.

Zdjęcie

Postulaty: Żadnych podwyżek  kar. Automatyczne anulowanie trzynastego i czternastego mandatu w roku /fot. Marcin Lobaczewski /Reporter
Postulaty: Żadnych podwyżek kar. Automatyczne anulowanie trzynastego i czternastego mandatu w roku
/fot. Marcin Lobaczewski /Reporter

Tymczasem to właśnie górnicy, zagrożeni zmianami, które uznają za niekorzystne, potrafią zewrzeć szeregi, krzyknąć, tupnąć nogą i skutecznie zawalczyć o swoje. Ogromna rzesza zmotoryzowanych wszystkie ciosy przyjmuje pokornie na szczękę i żołądek. Bez słowa sprzeciwu pozwala się doić i gnębić. Aż prosi się, by wprowadzić specjalną jednostkę miary, określającą stopień bezradności kierowców wobec pomysłów władz, których celem jest ograniczenie ich wolności lub kolejne uderzenie po kieszeni. Hm... Może "baran mechaniczny"?

Cytat

Najwyższy czas założyć Związek Ochrony Praw Kierowców i zastosować wielokrotnie sprawdzone w naszym kraju metody. Skrzyknąć aktyw, pojechać do Warszawy, rozpalić przed Sejmem ogniska z opon, obrzucić petardami siedzibę rządu, otrąbić klaksonami pałac prezydencki. I przedstawić listę postulatów...

Ktoś powie, że górnicy są zdeterminowani, bowiem bronią podstaw bytu, swojego i swoich rodzin. W przypadku kierowców, i to nie tylko zawodowych, jest jednak przecież podobnie. Ponad 60 proc. sprzedawanych w Polsce nowych samochodów osobowych jest nabywanych przez firmy. Pojazdy te stanowią narzędzia pracy, służą do prowadzenia działalności gospodarczej, wykonywania codziennych obowiązków służbowych. Czym praca za kierownicą różni się to od fedrowania węgla? Na pewno jest bardziej niebezpieczna - znacznie więcej osób ginie co roku na drogach niż pod ziemią.

Reklama

Główną przyczyną porażek zmotoryzowanych jest rozproszenie tego środowiska. W kopalniach Kompanii Węglowej funkcjonuje ponoć 160 związków zawodowych. A czy słyszeliście o choćby jednej organizacji kierowców, która naprawdę działałaby w ich interesie? Z charyzmatycznymi, wygadanymi, dobrze prezentującymi się w telewizji liderami?

Oczywiście ludzie zamknięci w blaszanych pudełkach, odizolowani od świata muzyką z samochodowych radioodtwarzaczy nigdy nie osiągną stopnia integracji, który daje wspólna kąpiel pod natryskami po zakończonej szychcie. Nie zmienia to faktu, że najwyższy czas skończyć z dotychczasową biernością, bowiem w przeciwnym razie pewnego dnia obudzimy się z ręką w pustym baku. A drugą w pustej kieszeni...

Ostatecznym impulsem do działania winna stać się informacja o planowanej drastycznej podwyżce mandatów za wykroczenia drogowe i powiązaniu ich wysokości ze średnią płacą krajową. Za przekroczenie prędkości o 50 km/godz. w terenie niezabudowanym płaciłoby się  20 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a w zabudowanym - dwukrotnie więcej. Oznacza to, że jazda setką po mieście, nawet po tzw. szoso-ulicach, kosztowałaby prawie 1500 zł! Jeszcze surowsze kary przewidziano dla recydywistów. Najniższy mandat za przekroczenie prędkości wynosiłby 3 proc. średniej krajowej, czyli nieco ponad 100 zł.

Autorzy wspomnianego projektu, grupa posłów Platformy Obywatelskiej, powołują się na "konieczność dostosowania wysokości mandatów do poprawiającej się sytuacji ekonomicznej społeczeństwa". Ludzie!!! Dowolny przywódca związkowy ze Śląska każdego, kto sięgnąłby po argument o "rosnącym dobrobycie społeczeństwa", w ciągu kilku sekund wdeptałby w ziemię tak, że nad jej powierzchnię nie wystawałby nawet kawałek fotoradaru. A wy co, milczycie?

Najwyższy czas założyć Związek Ochrony Praw Kierowców i zastosować wielokrotnie sprawdzone w naszym kraju metody. Skrzyknąć aktyw, pojechać do Warszawy, rozpalić przed Sejmem ogniska z opon, obrzucić petardami siedzibę rządu, otrąbić klaksonami pałac prezydencki. I przedstawić listę postulatów...

1. Żadnych podwyżek kar.

2. Automatyczne anulowanie trzynastego i czternastego mandatu w roku.

3. Międzynarodowy Dzień Kierowcy dniem powszechnej abolicji - odpuszczenia wszelkich kar z poprzedniego roku pod warunkiem publicznego wyrażenia skruchy i pisemnego zobowiązania się do jazdy zgodnie z przepisami. 

4. Dla osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą w zakresie wytwórstwa lub przetwórstwa wprowadzenie tzw. ekwiwalentu mandatowego, czyli możliwości uniknięcia kary finansowej przez zastąpienie jej świadczeniami w naturze (piekarz płaci bułkami, rolnik - burakami, ziemniakami itp., sadownik - jabłkami itp.)

5. Odprawy mandatowe. Po odejściu z pracy kierowca zawodowy będzie dostawał  przez 24 miesiące comiesięczne świadczenie w wysokości średniego mandatu, wyliczonego na podstawie kar otrzymanych w ostatnich 2 latach.

6. Deputat mandatowy. Każdy kierowca, legitymujący się co najmniej pięcioletnim stażem, otrzymuje prawo do niezapłacenia dwóch mandatów w roku.

7. "Auto-becikowe". Trzy pierwsze mandaty nałożone na nabywcę zakupionego w kraju fabrycznie nowego samochodu osobowego będą zapłacone z pieniędzy publicznych

Wreszcie postulat nr 8, pod adresem Episkopatu: uznanie, że wystawianie mandatów w niedziele, święta kościelne i dzień św. Krzysztofa, patrona kierowców, jest grzechem śmiertelnym przeciw bliźniemu swemu i zamyka drogę do wiecznego zbawienia czyniącym to policjantom, "krokodylkom", strażnikom miejskim itd.

No to jak, kto pierwszy zapisuje się do  Związku Ochrony Praw Kierowców?

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Kierowcy powinni jak górnicy przedstawić listę postulatów. A jak nie, to...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 321,

przeczytane przez: 481 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony