Kochany jak Niemiec!

Kto jest największym przyjacielem Polaka? W myśl przysłowia wypadałoby napisać, że Węgier, ale wszyscy wiemy, że to nieprawda.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Odkąd zniesiono embargo na import do Polski samochodów używanych największymi sprzymierzeńcami Polaków stali się Niemcy.

Babcia Helga i jej rasowe BMW

Życie w symbiozie ze społeczeństwem opiera się na wzajemnych relacjach. czytaj więcej

To właśnie oni, w trosce o nasze portfele i samopoczucie kupują w swoich salonach dobrze wyposażone diesle, przez następne 10 lat chuchają na nie w klimatyzowanych garażach, by później oddać je za bezcen przyjacielowi zza wschodniej granicy. Przynajmniej z perspektywy kupującego tak właśnie to wygląda, rzeczywistość jest jednak odrobinę inna.

Reklama

Nie zmienia to jednak faktu, że z takiego układu wszyscy są zadowoleni. My, bo postpeerlowksi złom wyparty został przez nieco mniej skorodowany złom od naszych sąsiadów, a nasi sąsiedzi dlatego, że nie mają problemów z utylizacją tysięcy wraków, które w końcowym rozrachunku to my zmuszeni jesteśmy przerabiać na żyletki. Rzecz jasna charytatywnie.

Bezwypadkowy złom z zachodu

O samochodach przywiezionych do nas z Zachodu krążą legendy. Opinie są mocno podzielone, dyskusja trwa. Ogłoszenia aż huczą od sloganów: "sprowadzony z Niemiec, bezwypadkowy", "użytkowany przez starszą kobietą", "auto nigdy nie widziało blacharza" itd. Ile w tym prawdy? czytaj więcej

Oczywiście zaraz pojawią się setki głosów, że tworzymy spiskowe teorie dziejów i że za wszelką cenę staramy się zapędzić naród do salonów (zdajemy sobie sprawę, z ograniczeń finansowych), ale prawda jest taka, że już za kilka lat obudzimy się z ręką w nocniku pełnym skorodowanych poniemieckich wraków.

Niemcy chcą nas otruć

Przy większości wystawianych w salonach samochodów próżno szukać jakichkolwiek wzmianek o osiągach czy poziomie bezpieczeństwa. czytaj więcej

Pamiętajmy więc, że Niemcy przestają być naszymi przyjaciółmi w momencie, gdy hodowana latami w garażu "prawienówka" przekroczy już polską granicę...

Począwszy od dzisiaj, w trzech niemieckich miastach: Berlinie, Kolonii i Hanowerze weszły w życie przepisy, które zabraniają wjazdu do centrum samochodem emitującym nadmierne ilości spalin.

Każdy kto odważy się wjechać do centrum takim samochodem zostanie ukarany mandatem w wysokości 40 euro i zawrócony. Być może trzy miasta nie brzmią jeszcze groźnie, ale do końca 2008 roku przepisy takie mają obowiązywać aż w 20 miastach na terenie całych Niemiec.

Oznacza to mniej więcej tyle, że za wjazd sprowadzonym z Niemiec nastoletnim samochodem do centrum niemieckiego miasta Polak będzie musiał zasilić jego budżet grzywną za zatruwanie środowiska. Prawda, że genialne?

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Kochany jak Niemiec!

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony