Koniec Formuły 1?

Przykro nam to mówić, ale jesteśmy właśnie świadkami zmierzchu najbardziej prestiżowego sportu samochodowego - Formuły 1.

Zdjęcie

BMW-Sauber F1.09
/
Chociaż jeszcze niedawno wydawało się, że zmiany wprowadzane przez FIA idą w dobrym kierunku, dziś coraz głośniej mówi się o tym, że Formuła 1 staje się prywatnym folwarkiem działaczy z szalonymi pomysłami.

Projektanci samochodów Formuły 1 nieraz udowodnili, że w poszukiwaniu cennych ułamków sekund nie mają sobie równych. Jedną z niecodziennych koncepcji były sześciokołowe wyścigówki. czytaj więcej

Większości spodobała się rezygnacja z systemów kontroli trakcji. Dzięki temu, w minionym sezonie mogliśmy oglądać pojedynki kierowców, a nie elektroniki. Wypada jednak dodać, że wraz z tą modyfikacją wprowadzono też centralną jednostkę sterującą ECU, która w myśl przepisów musiała być identyczna we wszystkich bolidach (co ciekawe, dostarczała ją spółka córka McLarena - McLaren Electronic Systems). Wiele zespołów odebrało to jako swego rodzaju kaganiec na konstruktorów.

Reklama

Wnioski BMW! Wnioski!

Bywa, że w komentarzach zarzucacie nam stronniczość - szczególnie wyczuleni na swoim punkcie wydają się być właściciele BMW. czytaj więcej

Zmiany, jakimi przywita nas przyszły sezon, oprócz powrotu slicków, dotyczą głownie aerodynamiki. Teamy zostały zobligowane do rezygnacji z wymyślnych spoilerów umieszczanych w różnych częściach bolidów - rygorystyczne przepisy określają teraz powierzchnię przedniego i tylnego skrzydła. Zdaniem ludzi związanych z tym sportem to pierwszy krok w stronę standaryzacji nadwozi bolidów.

Zdjęcie

BMW-Sauber F1.09
/
To jednak nie koniec. Mimo protestów FIA wszczęła już jakiś czas temu proces mający na celu wyłonić dostawcę standardowych jednostek napędowych dla wszystkich teamów. Silniki te mają być używane przez wszystkie zespoły począwszy od roku 2010. Do przetargu stanęło kilka firm, w walce o wielomiliardowy przetarg liczyły się najbardziej: Cosworth (wygrał), Ilmor, Judd, Mecachrome i Zytek.

Oczywiście rozwiązanie takie służyć ma zmniejszeniu kosztów i wyrównaniu szans kierowców, którzy często zdają się rywalizować w różnych ligach. Z punktu etyki i pogłębiającego się kryzysu finansowego, być może, ten pomysł wydaje się słuszny. Trzeba jednak pamiętać, że Formuła 1 to nie puchar Kii picanto... Ani koszty, ani rywalizacja fair play nigdy nie były tutaj najważniejsze.

Zdjęcie

Tyrrell
/
Formuła 1 zawsze była najszybszym poligonem doświadczalnym świata. To właśnie w tej dyscyplinie konstruktorzy mogli sprawdzić, jak ich szalone pomysły sprawdzają się w praktyce (kto pamięta sześciokołowego Tyrrella P34?). To właśnie dzięki tego typu zawodom w naszych samochodach mamy dziś silniki z wtryskiem paliwa, wentylowane hamulce tarczowe, spoilery.

Kubica w autku na baterie...

Śledząc rozwój motoryzacji można odnieść wrażenie, że najważniejsza jest obecnie kwestia ochrony środowiska. czytaj więcej

Enzo Ferrari powiedział kiedyś, że aerodynamika jest dla tych, którzy nie potrafią budować silników. W 2010 roku - w sześćdziesiąt lat od debiutu Scuderii w Formule 1 - rola jego ukochanego teamu sprowadzona zostanie głównie do niewielkich modyfikacji właśnie aerodynamiki, zawieszenia (nie brak głosów, że w niedługim czasie również będzie ono standardowe) i sprawnej wymiany opon w pit stopie. Być może konstruktorom pozostawi się niewielkie pole manewru związane z systemem KERS, ale śledząc kurs, który obrała dowodzona przez Mosleya Formuła 1, nie jest to wcale pewne.

Czym więc elitarna Formuła 1 różnić się będzie od wskrzeszanej właśnie Formuły 2, w której za przygotowanie bolidów odpowiada jeden team - Williams? Najprościej rzecz ujmując - zapewne ceną biletów...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Koniec Formuły 1?

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony