Konserwatywni miłośnicy motoryzacji

Papież Franciszek nieustannie wzywa do skromności, umiaru i odrzucania pokus materialnych, chcąc, by wszyscy duchowni brali z niego przykład. Przesiadając się do starego Renault 4 wywołał popłoch nie tylko wśród polskich biskupów, ale i zwykłych proboszczów, na ogół poruszających się przecież lepszymi pojazdami niż ich najwyższy ziemski zwierzchnik.

Zdjęcie

250 tys. za samochód? Dla urzędnika to nic... /
250 tys. za samochód? Dla urzędnika to nic...
/

Godna niewątpliwie szacunku postawa Franciszka budzi mimo wszystko mieszane uczucia. Co prawda jego ochrona zapewnia, że niekonwencjonalne motoryzacyjne upodobania obecnego papieża (pamiętamy, że podczas niedawnej wizyty w Brazylii jeździł ulicami Rio de Janeiro Fiatem Ideą) nie stwarzają żadnych zagrożeń, wiadomo jednak, że renówka z 1984 r. nie może spełniać wymogów stawianych współcześnie produkowanym samochodom. Zapewne nie zdołałaby uzyskać choćby jednej gwiazdki w obowiązujących obecnie testach zderzeniowych. Ale nie chodzi tu tylko o bezpieczeństwo Ojca Świętego. Również o powagę reprezentowanej przez niego instytucji. Autorytet, którego w oczach ludu dodają różnego rodzaju zewnętrzne atrybuty, w tym skład i stan parku samochodowego.

Wszystkie te myśli przyszły mi do głowy w związku z miażdżącą krytyką, która spadła na Ministerstwo Finansów po ujawnieniu, że resort ten chce kupić dwanaście luksusowych aut na potrzeby swoich służb skarbowych. Czy głosy świętego oburzenia  i szydercze opinie są uzasadnione?

Reklama

Zacznijmy od wspomnianego prestiżu. Zastanówcie się, jak czuje się inspektor skarbówki przyjeżdżający - dajmy na to zdezelowanym Oplem Astrą II, do tego bez munduru, kominiarki na twarzy i spluwy w kaburze - na kontrolę do wystrojonego w kosztowny garnitur przedsiębiorcy, przed którego biurem stoi lśniące BMW X6, Audi A 8 czy Mercedes klasy E. Po prostu fatalnie. Co innego, gdyby zjawił się w samochodzie równym klasą wymienionym wyżej wymienionym pojazdom. Wówczas od razu wzbudziłby respekt u kontrolowanego, który wiedziałby, że ma do czynienia z poważnym człowiekiem reprezentującym poważny urząd, a zatem i sprawa musi być poważna.

Trzeba też pamiętać, że pojęcie luksusu jest względne. To co dla jednego stanowi przejaw karygodnego rozpasania, dla drugiego jest nie wartą uwagi normą. Pracownicy resortu finansów są przyzwyczajeni do operowania na co dzień ogromnymi kwotami. Milion złotych, na który opiewa wartość zamawianych limuzyn, to promil promila dochodów, przysparzanych corocznie przez fiskusa państwu, więc nie robi na jego ludziach większego wrażenia.

Ujęty w warunkach przetargu wymóg, by wszystkie auta były wyposażone w zakamuflowane lampy i syreny sugeruje z kolei, że nie chodzi tu o zwykłe samochody służbowe urzędników skarbowych, lecz o pojazdy używane do tajnych operacji, urządzania zasadzek na niesolidnych podatników, zdolne do skutecznych pościgów za osobami popełniającymi błędy w PIT-ach itp. A to musi przecież kosztować...

Zdjęcie

A papież nie wstydzi się pokazać przy Renault 4... /East News
A papież nie wstydzi się pokazać przy Renault 4...
/East News

Czy można dziwić się również, że podwładni znanego z konserwatywnych poglądów ministra Jacka Rostowskiego podzielają opinię prawdziwych miłośników motoryzacji, że źródłem mocy silnika winna być jego pojemność, a nie różne dziwaczne wynalazki? Dlatego zapewne postawili w rzeczonym przetargu warunek, by zaoferowane samochody miały pod maskami jednostki napędowe o pojemności co najmniej 2451ccm. Nieważne, że takie pojazdy są dużo droższe, bowiem obłożone wyższą akcyzą, notabene wprowadzoną niegdyś przez to samo Ministerstwo Finansów. I tak przecież dodatkowo wyłożone na motoryzacyjne zakupy pieniądze wrócą do płatnika...

Konserwatyści nie wierzą w bajdurzenia o globalnym ociepleniu, zmianach klimatycznych, dramatycznym losie niedźwiedzi polarnych itd. Dlatego zapewne  resort finansów zlekceważył rozporządzenie premiera Donalda Tuska, że w publicznych przetargach na zakup samochodów osobowych obowiązkowo należy brać pod uwagę emisję dwutlenku węgla, tlenków azotu, czy węglowodorów. Skoro podobnymi kryteriami nie zawraca sobie głowy żaden przeciętny nabywca auta, dlaczego mieliby kierować się nimi urzędnicy MF?

Tak naprawdę za jedyną fanaberię w tak krytykowanym i wyśmiewanym zamówieniu wypada uznać wymóg, by dostarczone fiskusowi pojazdy były polakierowane na biało. Choć trudno wykluczyć, że i ten warunek ma swoje racjonalne podstawy. Nawiązuje do czasów, gdy tajni agenci włoskiej policji dla niepoznaki jeździli wyłącznie białymi Fiatami 500. Być może inspektorzy skarbówki też nie chcą wyróżniać się na ulicach. Przynajmniej kolorem aut.


        


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Konserwatywni miłośnicy motoryzacji

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 182,

przeczytane przez: 273 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony