Krzyż na drogę FSO...

Piszę ze względu na wydarzenie, które przez większość mediów jest, co najwyżej wzmiankowane, a przeważnie ignorowane, ukłony w Waszym kierunku, że w ogóle zwróciliście na to uwagę. *

Zdjęcie

  Prototypy warsów /INTERIA.PL
  Prototypy warsów
/INTERIA.PL
Chciałbym zaznaczyć sprawę nieco szerzej, gdyż cała sytuacja doprowadza do irytacji. Chodzi mianowicie o upadek FSO.

To jest po prostu skandal, że władze Warszawy podniosły podatek do tego stopnia, że spowodowało to wycofanie się inwestorów, którzy chcieliby produkować w FSO samochody i w efekcie 1800 osób straci pracę oraz dodatkowo upadnie kilkanaście innych firm-podwykonawców żerańskiej fabryki. Pamiętajmy, że zwolnienia- czasem świeżo wyszkolonych - pracowników trwają w FSO od dawna.

Reklama

Zdjęcie

  Warszawa 210 /INTERIA.PL
  Warszawa 210
/INTERIA.PL
Tymczasem ani media ani politycy nie są zainteresowani tym problemem, chociaż nie jest to byle jaka obca fabryka, tylko stworzona w Polsce, przez Polaków, firma z już niemal 60-letnią historią. Zabawne, że kiedy w tarapatach znalazła się usytuowana w Gliwicach fabryka niemieckiego Opla, Jarosław Kaczyński z wielką stanowczością domagał się dla niej rządowej pomocy, a tymczasem teraz, gdy polskie FSO jest w prawdziwych tarapatach nic go to nie obchodzi, choć upadek niemających przed sobą żadnych perspektyw stoczni będzie zapewne rządowi wypominał jeszcze długo. Najwyraźniej tematy gospodarcze nie są w tej chwili na tyle popularne, by można na nich zbić polityczny kapitał.

Niestety, poza źródłem utrzymania tysięcy rodzin w niebyt odchodzi również część polskiej historii. Można się śmiać z FSO i jej wyrobów (szczególnie, kiedy ma się o nich stereotypowe pojęcie), nie można jednak zanegować tego, że firma z Żerania przez ponad pół wieku karmiła tysiące ludzi, że pracujący w jej murach inżynierowie mieli szansę tworzyć ciekawe projekty pod polskim szyldem, i że gdyby nie FSO to do niedawna Polacy właściwie nie mieliby za bardzo czym jeździć, bo nie stać by ich było na zagraniczny samochód. Jest to też właściwie jedyna polska marka samochodowa mająca jakieś znaczenie. To FSO na międzynarodowych wystawach prezentowało samochody, na które w ogóle ktoś zwracał uwagę. Czasem projekty naszych inżynierów wzbudzały prawdziwą sensację, jak choćby słynna syrena sport czy futurystyczne wariacje nt polskiego fiata. To w FSO powstawały jedne z najbardziej nowatorskich projektów, jak wykonane z tworzyw samonośne(!) nadwozia, czy pierwsze na świecie hatchbacki - alfa i gamma- przedprototypy syreny 110.

Większość opracowanych przez FSO samochodów i ulepszeń nigdy nie weszła do produkcji. O skali zjawiska może świadczyć fakt, że projekt następcy poloneza (notabene najbezpieczniejszego, może za wyjątkiem Volvo, samochodu na świecie) opracowano zanim sam Polonez wszedł do produkcji i w ogóle wybrano dla niego nazwę...

Można rzec, że to wina komunizmu. Chwileczkę, czy tylko? Pewien genialny inżynier Jacek Karpiński w 1969 roku postanowił wyprodukować komputer, który miał zrewolucjonizować świat. W PRLu uznano, że jego projektu nie da się zrealizować, bo "gdyby było to możliwe, to w USA już by to zrobiono". Niestety jego ojciec - w wolnej II RP - nie mógł przekonać polskich urzędników, że samolot dolnopłatowy jego projektu nie przewróci się w powietrzu, dopóki podobnej maszyny nie zaprezentowali inżynierowie z hitlerowskich Niemiec!

Zdjęcie

  Polonez analog /INTERIA.PL
  Polonez analog
/INTERIA.PL
"Za komuny" Czesi nie robili wcale lepszych samochodów niż my. Skody były przestarzałe, aż do pojawienia się modelu favorit miały silniki z tyłu, co już w latach sześćdziesiątych było nie na czasie. Ale Skoda to teraz rozpoznawana i szanowana marka, która oferuje najnowocześniejsze samochody i z sukcesami wystawia auta do rajdów, choć jeszcze kilkanaście lat temu jedyne, co miała do zaoferowania to model felicia, który od Favoritki różnił się głównie tym, że rozwiązano w nim problem samoistnego pękania przedniej szyby. Mało kto zdaje sobie sprawę, że tuż przed tym, jak polski rząd sprzedał FSO Koreańczykom z Daewoo, rodzima fabryka dysponowała całą linią nowych produktów i jedyne, czego brakowało to pieniędzy na wdrożenie ich do produkcji. Zmodernizowany do modelu caro polonez sprzedawał się przyzwoicie, a FSO dysponowało już jego ulepszoną wersją z nowym tylnym zawieszeniem na sprężynach zamiast resorów, nowym wnętrzem i bardzo mocnym szesnastozaworowym silnikiem 1.6 Rover K16. Ponadto istniał jeszcze osadzony na ramie terenowy pickup z napędem obu osi znany, jako polonez analog o dobrych właściwościach terenowych, który mógłby znaleźć nabywców prawie na całym świecie, a także opracowany od podstaw jeszcze w latach osiemdziesiątych kompaktowy FSO wars - nowocześniejszy od Poloneza pod każdym względem (pięciodrzwiowy hatchback na napędem na przednie koła).

Ponadto trwały prace nad samochodem sportowym do samodzielnego montażu - projekt FSO kit car. Gotowy był także motocykl FSO. Wdrożenie tego wszystkiego do produkcji wymagałoby oczywiście ogromnych nakładów, być może idących w setki milionów dolarów. Jednak pojedyncze projekty bazujące na już produkowanych częściach, takie jak ulepszony polonez, polonez analog, czy z założenia tańsze do wdrożenia motocykl i kit car pociągnęłyby za sobą mniejsze koszty i fabryka miałaby perspektywy do rozwoju, być może w kooperacji ze znajdującym się w podobnej sytuacji po rozpadzie British Leyland Roverem, który dysponował wtedy nowoczesnymi silnikami serii K. W dalszej perspektywie FSO mogłoby zacząć przynosić zyski i dałoby nam wszystkim powody do dumy. Ale fabrykę sprzedano Daewoo, które nie chciało modernizować Poloneza, zwłaszcza na częściach z innego koncernu (silniki Rover), nie chciało analoga, bo miało własne samochody terenowe, zniszczyło dokumentację Ośrodka Badawczo-Rozwojowego i pozbyło się prototypów (analogi trafiły w prywatne ręce, na polu pod Warszawą znaleziono dziwne części jak np. model nadwozia warsa). Oczywiście projekt kit cara został zarzucony. Motocykl FSO również zostałby tylko niezrealizowanym projektem, gdyby nie to, że zdeterminowany konstruktor otworzył własną manufakturę i do dziś produkuje swój motocykl, tyle że pod marką WFM.

Zdjęcie

  Stratopolonez /INTERIA.PL
  Stratopolonez
/INTERIA.PL
I tak oto przeważające nad Skodą FSO nagle zostało zdegradowane do roli montowni, która od upadku Daewoo znajduje się w stanie agonii. Właściwie to dziwne, że aby upadło trzeba było czekać aż do roku 2010, gdy sami Polacy (ponownie) wbili własnemu dziecku nóż w plecy podnosząc obciążenia podatkowe fabryki. Choć wydawałby się, że dbamy o historię i tożsamość, to w stosunku do braci z południa nawet tu jesteśmy gorsi. Skoda ma wspaniałe muzeum z nieprawdopodobnie bogatymi zbiorami. Skoda RS, która wygrała Rajd Monte Carlo jest chroniona, jako element narodowego dziedzictwa i utrzymywana w pełnej sprawności, tymczasem polski fiat 125p, którym Robert Mucha dokonał tego samego, w ogóle nie przetrwał do naszych czasów, nie wspomniawszy już o Polonezie 2000 Maćka Stawowiaka, wielu prototypach i dokumentacji. Słynny polonez 2400 racing znany jako strato polonez - chyba jedyny wyczynowy samochód FSO, który można do dzisiaj oglądać - przez lata stał zepsuty i odpadał od niego lakier, dopóki grupka zapaleńców nie rozpoczęła zbiórki i z pomocą skromnych środków nie pomalowała go na nowo, szpachlując (!) pęknięcia i nie naprawiła na tyle, że można go uruchomić i przejechać kilka metrów.

Chociaż mowa o FSO, problem jest bardzo szeroki i dotyczy wielu branży. Niedawno media nagłaśniały, że fabryka helikopterów w Mielcu zwiększyła zatrudnienie dzięki inwestycjom Sikorskiego, który uruchomił tam produkcję swoich maszyn.

Zdjęcie

  Syrena 110 /INTERIA.PL
  Syrena 110
/INTERIA.PL
Nikt jednak nie wspomniał o tym, że przejęcie zakładów przez Sikorskiego wiązało się z rozwiązaniem tamtejszego ośrodka badawczo-rozwojowego. W ten sposób samodzielna fabryka została zdegradowana do roli jednej z wielu montowni koncernu Sikorskiego. Równie dobrze mogłaby znajdować się w Meksyku. Tak oto nasze firmy sprowadza się do roli podwykonawców, zaś nasi projektanci, inżynierowie, konstruktorzy - owszem robią dobre projekty - ale pod obcym szyldem. Samochód, który narysuje Tadeusz Jelec i jemu podobni nie będzie polskim samochodem, będzie znany jako brytyjski jaguar albo niemieckie BMW. I tak jest ze wszystkim, nie tylko z samochodami, choć akurat produkcja pojazdów bez poparcia obcego lobby jest u nas szczególnie trudna.

Podobnie było kilkanaście lat temu z polskimi mikrosamolotami, które mogły zawojować rynek, ale zanim w polskim piekle urzędowo-prawnym udało się je homologować to zachodnie firmy już dawno opanowały sektor - to wygląda prawie jak jakaś dywersja!

Zdjęcie

  Polski fiat 125p /INTERIA.PL
  Polski fiat 125p
/INTERIA.PL
W tym momencie przypomina mi się również historia z Polską Fabryką Samochodów, która reaktywowała kilka lat temu produkcję poloneza trucka i rozpoczynała realizację licznych zamówień, gdy nagle do firmy wkroczył komornik i rozwalił ją z powodu niezapłaconego czynszu za hale produkcyjną w Nysie. Powoli dochodzimy do stanu, kiedy głównym powodem do dumy stają się pochwały szefów obcych koncernów w rodzaju tych, jakie prezes Fiata wypowiedział o fabryce w Tychach, która produkuje więcej niż wszystkie Włoskie fabryki koncernu razem wzięte i lepiej by było dla Fiata, gdyby fabryk we Włoszech nie posiadał. Do owacji na stojąco brakuje tylko reaktywacji marki polski fiat i firmowania nią dotychczasowej wersji pandy, która będzie produkowana równolegle do nowego modelu.

A może jeszcze nie jest tak źle? Mamy traktory Ursusa, autobusy Solaris, Sobiesław Zasada uratował Autosana, coś zdziałać próbuje polski Autogroup z wykupionym od Anglików Stealth Cars i pan Tymiński ze swoim Honkerem. Może gdyby połączyć siły udałoby się zrobić coś z FSO? Dobrze pomarzyć. Ale może chociaż udałoby się uratować te pozostałe 1800 miejsc pracy, gdyby w koło loga FSO zamiast nałożonych liter f i s tworzących razem koło kierownicy (trzeba przyznać, że jest to jedno z lepiej pomyślanych motoryzacyjnych logo) wkomponować krzyż? W tym kraju spory o symbole religijne, kościół i to, komu postawić pomnik są przecież najważniejsze. Może nowe loga z krzyżami i jeszcze matką boską na okrasę zapewniłyby fabrykom i ośrodkom badawczym należytą uwagę?

* list od czytelnika

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Krzyż na drogę FSO...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 130,

przeczytane przez: 253 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony