Kupujesz auto? Koniecznie przeleć cały samochód miernikiem

Stare powiedzenie głosi, że w życiu każdego zmotoryzowanego faceta (nie wiemy, jak to jest w przypadku kobiet) są dwa ważne wydarzenia: kupno nowego samochodu i sprzedaż starego. Przyjrzyjmy się bliżej pierwszej z wymienionych operacji, przy czym pisząc "nowego" mamy na myśli pojazd nie prawie nowy, niemal nowy, całkiem jak nowy, praktycznie nowy, lecz taki prosto z fabryki, odbierany w salonie dealera.

Zdjęcie

. /
.
/

W czasach PRL odbiór nowego auta, kupionego za waluty wymienialne (lub tzw. bony banku PeKaO), za sprawą przyznanego przez łaskawą władzę talonu (później zwanego asygnatą), dzięki wniesionej parę lat wcześniej przedpłacie czy wylosowanego w ramach systemu tzw. książeczek samochodowych, był nie tylko dużym przeżyciem, ale stanowił też poważne zadanie. Chodziło o to, aby wybrać (o ile w ogóle miało się jakiś wybór) wehikuł w możliwie najlepszym stanie: z normalnie zamykającymi się drzwiami, nie uszkodzonymi zderzakami, bez większych rys na lakierze, z dającym się od razu uruchomić silnikiem itp. Nowy samochód nie był bowiem samochodem idealnym. Wręcz przeciwnie. Dlatego brało się ze sobą rzeczoznawcę lub przynajmniej domorosłego fachowca.

Ponadprzeciętnym refleksem musiał wykazać się ten, kto chciał dopaść auto w wymarzonym kolorze. Tak się bowiem składało, że na przykład czerwonych fiatów 126 p stało na placu znacznie mniej niż maluchów o nijakiej barwie określanej jako "kość słoniowa".

Reklama

 Dziś jest inaczej. Samochód stał się towarem jak wiele innych. Jeżeli nie należymy do grupy łowców okazji na wyprzedażach, możemy pogrymasić, wybrać i zamówić konkretny egzemplarz według własnych, indywidualnych upodobań, posługując się konfiguratorem na stronach internetowych sprzedawców. Czy to znaczy, że zakup auta stał się czynnością banalną, niczym kupno bochenka chleba w osiedlowej piekarni? Na co należy zwrócić uwagę  przy odbiorze upragnionego wozu? I czy w ostatniej chwili da się jeszcze coś "ugrać z dealerem"? Na przykład wytargować jakieś ekstra akcesoria?

Takie pytania zadał jeden z internautów na forum jednoczącym użytkowników pewnej bardzo popularnej w Polsce marki (celowo nie podajemy jej nazwy, gdyż problem ma charakter uniwersalny). A oto garść odpowiedzi...         

Cytat

Przy odbiorze to już nic nie ugrasz, ugrywa się przed umową. Jedyne co możesz zrobić, to sprawdzić, czy im przypadkiem z lawety nie spadła i czy wszystko jest

"Przy odbiorze to już nic nie ugrasz, ugrywa się przed umową. Jedyne co możesz zrobić, to sprawdzić, czy im przypadkiem z lawety nie spadła i czy wszystko jest. Ja podjarany, jak odbierałem (tu nazwa modelu auta - przyp. red.) to nie zaglądałem do bagażnika, a się okazało, że uzgodnionych siatek nie było, jak wpadłem za tydzień to mnie wyśmiali i powiedzieli, że były."

"Sprawdź czy chromowe listwy przy szybach nie odstają i są równe"

"Ja miałem w konfiguracji (...) otwieranie tylnego oparcia z przestrzeni bagażnika i jakoś o tym zapomnieli a w cenę było wrzucone."

"Sprawdź wszystko co ci do głowy przyjdzie z zamówienia!"

"Dokładnie pooglądaj, nie śpiesz się, niech czekają, to nie pierdoła za 300 zł."

"Sprawdź spód zderzaków - zdarza się, że jak z impetem zjeżdżają lub podjeżdżają na załadunek, to przycierają." "Sprawdź też czy nie porysowali lakieru przy zakładaniu ramek pod tablicę. U mnie porysowali i wypolerowali - wyszło po kilku myciach."

"Obejrzyj wszystkie śruby od drzwi, maski, czy nie są pokancerowane lub zaprawione pędzelkiem".

W wielu radach pojawia się wzmianka o konieczności sprawdzenia... grubości lakieru.

"Miałem (tu nazwa modelu - przyp. red.), która miała drugi lakier (przy produkcji została skierowana na powtórne malowanie). Lakier igła idealny na całym samochodzie, tyle że 280 nm. I zonk przy sprzedaży, bo rękę dałbyś sobie uciąć, że była bezwypadkowa. Więc niech patrzą na ciebie jak na głupiego, a ty i tak zmierz cały samochód. Będziesz spać spokojnie."

"(...) Nie zaszkodzi obejrzeć lakieru. Mnie prawie zabili śmiechem, jak sprawdzałem przy odbiorze miernikiem."

"To podstawa i nigdy nie widziałem śmiechów (...)"

"Na początku to trzeba przelecieć auto miernikiem."

"Dokładnie, miernik w rękę i lecisz wszystkie elementy, robię w aso i wiem jakie robią kanty."

"Ja odbierałem auto 4h. Dokładnie wypytałem o wszystkie warunki na papierach, przemierzyłem samochód miernikiem co 30 cm (wszędzie), zwróć uwagę na rysy na plastikach, bo te piano plastiki przy myciu mogli porysować (są strasznie mizernej jakości), mój miał problem z geometrią kół, więc radzę się przewieźć jeszcze ostatecznie".

"Ja swoją ślicznotkę odbierałem na przełomie VII/VIII.16 i nawet bym na to nie wpadł żeby sprawdzić lakier itp. Sprawdziłem tylko czy są wszystkie dodatki i byłem zniesmaczony faktem, że w aucie za ponad 100k jest paliwa na max 10 km."

Wątek śladowej ilości paliwa w nowym samochodzie jest kontynuowany...

"Z tym paliwem to takie chyba polskie upośledzenie."

"(...) Auto przychodzi do dealera i ma 3 litry w zbiorniku i tyle samo dolewa się na przeglądzie zerowym."

"Ile kosztuje 10 l paliwa? Wolę brak rezerwy niż jakiś sikacz i tona śmieci w gratisie do auta za ponad 100k."

"W Norwegii dostałem z pełnym bakiem."

A co z akcesoriami?

"Akcesoria (...) się załatwia podczas ugadywania, teraz to co najwyżej dorzucą Ci zawieszkę kokosową do stara."

"Ja ugrałem gumowe dywaniki."

"Szampon dostaniesz za piętnaście złotych i list z ankietą satysfakcji. Teraz jak już kasa wpłacona to sam rozumiesz."

"Ja przy odbiorze (...) w 2012 ugrałem flotową kartę serwisową. 20% na części i robociznę."

Dokładny, obejmujący całe nadwozie pomiar grubości powłoki lakierniczej? Czy to nie przesada? Cóż, w Internecie można znaleźć przeznaczone dla klientów salonów samochodowych szczegółowe, liczące kilkadziesiąt punktów listy, wedle których należy sprawdzać fabrycznie nowe auta. Dokładna kontrola lakieru to tylko jedna z zawartych w nich wytycznych. Ci, którzy nie mają głowy do skomplikowanych procedur, powinni pamiętać przynajmniej o trzech podstawowych zasadach.

Po pierwsze, jak napisał jeden z cytowanych wyżej doradców, na odbiór samochodu trzeba zarezerwować odpowiednio dużo czasu.

Po drugie, nie przejmować się zniecierpliwieniem sprzedawców - nikt nie robi nam w takich sytuacjach łaski. Klient płaci, klient wymaga.

Po trzecie, owszem, kupno nowego pojazdu często bywa prawdziwym rodzinnym świętem. Jednak obecność podekscytowanej żony i rozbrykanych dzieci raczej przeszkadza niż pomaga w sfinalizowaniu transakcji. Dlatego lepiej postarać się o towarzystwo  kogoś, kto podejdzie do tego bez emocji, zwróci uwagę na detale, które mogą umknąć rozgorączkowanemu właścicielowi auta. To powinno wystarczyć. Tasiemcowe check-listy zostawmy załogom samolotów i operatorom wyrzutni rakiet kosmicznych.      

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Kupujesz auto? Koniecznie przeleć cały samochód miernikiem

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 86,

przeczytane przez: 4132 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony