Lepiej być sławnym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem

Wedle starego ludowego porzekadła lepiej być sławnym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem. A co z anonimowymi pijakami? Co miesiąc policja zatrzymuje na drogach tysiące nietrzeźwych kierowców. Zdarzają się wśród nich parlamentarzyści, gwiazdy estrad i wybiegów dla modelek, sportowcy itp. Słowem - celebryci. Opowieści o ich perypetiach trafiają do mediów, zapewniając bohaterom prasowych enuncjacji natychmiastowy wzrost rozpoznawalności. Zgodnie z zasadą: dobrze czy źle, byle zawsze po nazwisku.

Zdjęcie

Pijany kierowca opla pokazuje gest fuck you siedzac w radiowozie drogowki /Fot. Piotr Jedzura /Reporter
Pijany kierowca opla pokazuje gest fuck you siedzac w radiowozie drogowki
/Fot. Piotr Jedzura /Reporter

Zdecydowana większość osób przyłapanych na jeździe z promilami we krwi pozostaje jednak bezimienna. Ludzie ci, aby zaistnieć w przestrzeni publicznej muszą zdecydowanie wybić się ponad szarą, policyjno-drogowo-pijacką przeciętność. Zdobyć się na czyny nadzwyczajne. I trzeba przyznać, że wielu się to udaje. Oto kilka przykładów z ostatnich dni i tygodni...

Na autostradzie A 4 w Bochni ciężarówka uderzyła w bariery energochłonne, przebiła je i wylądowała na poboczu.  Jej kierowca z objawami wstrząsu mózgu trafił do szpitala. Badanie wykryło w jego organizmie 1,6 promila alkoholu. A teraz najlepsze: okazało się, że pojazd przewoził 24 palety z piwem. Co za wspaniały, wręcz kanoniczny przykład jedności podmiotu, przedmiotu i okoliczności zdarzenia. Nawiasem mówiąc ciekawe, czy kierowca nie będzie się tłumaczył, że browar z paki w niewyjaśniony sposób przeniknął do jego krwi...

Reklama

Kilkaset kilometrów od Bochni, pod Strzelinem, objawił się z kolei kandydat do Księgi Guinnessa. Kategoria: "najwięksi pechowcy". Pretenduje do niej kierowca Audi, który o trzeciej w nocy podjechał do innego samochodu i zapytał siedzącego w nim mężczyznę o drogę. Tak się złożyło, że zapytanym był policjant. Po służbie, w cywilu. Funkcjonariusz mógł mieć tej nocy katar. Mógł, ale nie miał. Dlatego podczas rozmowy poczuł, że od pytającego bije charakterystyczny zapach. I nie był to zapach eleganckich kosmetyków, lecz woń, skłaniająca do sięgnięcia po alkomat. Wynik: 1,42 promila. Dodatkowo wyszło na jaw, że 28-latek z Audi nie ma uprawnień do kierowania samochodem. Cóż, jak ktoś nie ma w życiu farta, to nawet w drewnianym kościele spadnie mu cegła na głowę. Albo facet, zatrzymany w środku nocy na pustej drodze, okaże się czujnym, służbistym policjantem.

Cytat

Jechał BMW 7 użyczonym mu na święta wielkanocne przez... szefa. Teraz nie tylko odpowie za jazdę po pijanemu (prawie 2 promile), ale będzie musiał zapłacić za uszkodzenie kosztownego "elektronicznego" płotu, za naprawę luksusowej beemki, no i stanąć przed obliczem pracodawcy. Nie wiadomo, co najgorsze.

Z nieszczęśnikiem z Dolnego Śląska może rywalizować pewien 27-letni dżentelmen z Bieszczad. Rano po pijaku wjechał pługopiaskarką do rowu. Co nie dziwi, zważywszy, że w jego żyłach szumiało 2,58 promila alkoholu. A ponieważ nie miał przy sobie żadnych dokumentów, więc przybyli na miejsce policjanci wystawili mu wezwanie na następny dzień do komendy w Ustrzykach "w celu przeprowadzenia dalszych czynności procesowych". Nie spodziewali się zapewne, że do ponownego spotkania przedstawicieli organów prawa i porządku ze wspomnianym delikwentem dojdzie dużo szybciej. Kilka godzin po porannym incydencie patrol drogówki zatrzymał do kontroli Skodę. Prowadził ją... Zgadliście - poznany wcześniej nieszczęsny kierowca pługopiaskarki. Był już po robocie, więc odrobinę trzeźwiejszy niż poprzednio. Badanie wykazało 2,16 promila alkoholu w wydychanym przez niego powietrzu.

 Dowód na to, że niektórzy ludzie po paru głębszych dostają małpiego rozumu, dał również krakowianin, który przegrał walkę z ostrym zakrętem i sforsował ogrodzenie lotniska w Balicach. Jechał BMW 7 użyczonym mu na święta wielkanocne przez... szefa. Teraz nie tylko odpowie za jazdę po pijanemu (prawie 2 promile), ale będzie musiał zapłacić za uszkodzenie kosztownego "elektronicznego" płotu, za naprawę luksusowej beemki, no i stanąć przed obliczem pracodawcy. Nie wiadomo, co najgorsze.

Zdjęcie

Wpadł, bo po drodze musiał zatankować i zaniepokojeni jego stanem pracownicy stacji benzynowej zadzwonili po policję /Policja
Wpadł, bo po drodze musiał zatankować i zaniepokojeni jego stanem pracownicy stacji benzynowej zadzwonili po policję
/Policja

Pierwsze miejsce w naszym rankingu na najbardziej niezwykły przejaw pijackiej zmotoryzowanej fantazji zajmuje jednak pewien mieszkaniec województwa lubelskiego, wracający z Niemiec do domu na święta wielkanocne. Jechał autokarem, ale ponieważ był w sztok pijany, awanturował się, więc został z niego wyproszony. Mógł schronić się w jakimś ciepłym, bezpiecznym miejscu i zaczekać, aż wytrzeźwieje. Mógł przesiąść się do pociągu albo próbować złapać okazję. No, ale nie po to haruje się na saksach, żeby sięgać po takie standardowe rozwiązania. Trzeba mieć gest. 33-latek po wysadzeniu z autobusu udał się zatem prosto do pobliskiego autokomisu, gdzie kupił... używany samochód. Zamierzał wrócić nim z fasonem do oddalonego o kilkaset kilometrów domu. Mając prawie 3 promile alkoholu we krwi! Wpadł, bo po drodze musiał zatankować i zaniepokojeni jego stanem pracownicy stacji benzynowej zadzwonili po policję.

 Jak to pisał Stanisław Wyspiański? "A to Polska właśnie..."

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Lepiej być sławnym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 218,

przeczytane przez: 327 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony