"Leśne dziadki" niebezpieczni za kierownicą. Ale gdzie jest granica starości?

Polskie społeczeństwo szybko się starzeje. Ekonomiści, powołując się na prognozy demografów, straszą grożącą nam katastrofą systemu emerytalnego i brakiem rąk do pracy. Proces siwienia skroni Polaków już dzisiaj widać na drogach. Z zainteresowaniem przeczytałem podaną przez Instytut Transportu Samochodowego informację, że mamy obecnie 8 mln kierowców w wieku ponad 50 lat i liczba ta będzie w następnych latach dynamicznie wzrastać.

Zdjęcie

/
/

Nie wiem co prawda, dlaczego ustalono taką akurat granicę starości, skoro z jednej strony pięćdziesięciolatkowie są ludźmi w pełni sił, będącymi często u szczytu swojej kariery zawodowej, a z drugiej dla młodocianych mistrzów kierownicy nawet mężczyźni tuż po czterdziestce to "leśne dziadki", bez ikry i refleksu, ale cóż - jakąś cezurę trzeba było przyjąć. Ważniejsze są zresztą płynące stąd wnioski.

ITS słusznie zauważa, że bardzo wielu kierowców ze wspomnianej wyżej grupy wiekowej uzyskało prawo jazdy "nawet kilkadziesiąt lat wcześniej", w zupełnie innych realiach. Zdecydowana większość z nich nie przechodziła później żadnych dodatkowych szkoleń, a byłoby to rzekomo nad wyraz wskazane. Odnośnie teorii zgoda - rzeczywiście warto regularnie odświeżać swoją znajomość zmieniających się wszak przepisów ruchu. Ale co z doskonaleniem praktyki? Czy dzięki takiemu treningowi seniorzy zaczęliby prowadzić samochody lepiej, pewniej, bezpieczniej?

Reklama

Jeździłem kiedyś z pewnym starszym panem, który wciąż "poprawiał" swoją pozycję za kierownicą. Kręcił się, podnosił o parę centymetrów, by od razu opaść na siedzenie, przechylał się do przodu i tyłu oraz na boki. Najpierw mnie to dziwiło, potem śmieszyło, irytowało, a wreszcie zaczęło z lekka przerażać. Czy kierowca, który nieustannie wierci się w fotelu, może być należycie skoncentrowany?

"W kościele siedzieć a nie jeździć"

W Ustroniu, gmina Czersk, 77-letni kierowca samochodu osobowego nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu 22-letniemu motocykliście. czytaj więcej

Inny znajomy siedemdziesięciolatek niezależnie od sytuacji na drodze ma zwyczaj naprzemiennie, w kilkusekundowych odstępach, naciskać i odpuszczać pedał gazu. Tak się po prostu kiedyś nauczył.

Nie wierzę, aby jakiekolwiek ćwiczenia potrafiły zmienić utrwalone przez lata nawyki. Kto miałby zresztą te szkolenia "dziadków" organizować, prowadzić i finansować? Byłyby one dobrowolne czy obowiązkowe, pod groźbą utraty uprawnień? Czy kończyłyby się jakimś sprawdzianem? Co z tymi, którzy testu nie zdołaliby zaliczyć?

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego planuje cykl warsztatów dla pieszych i rowerzystów z kategorii wiekowej 60 plus, które uświadomią seniorom zagrożenia czyhające na nich na drogach. Szkolenie obejmie, uwaga... 1000 osób.

Tu tysiąc, tam osiem milionów. To pokazuje, że ewentualna oferta doszkalania  starszych kierowców byłaby, biorąc pod uwagę skalę potrzeb, wydarzeniem li tylko propagandowym, do odfajkowania i odtrąbienia, a nie rzeczywistą pomocą.

Zarówno statystyki wypadków, jak i wyniki badań ITS wskazują zresztą, że seniorzy należą do najbardziej odpowiedzialnych i najrozsądniejszych użytkowników dróg. Nie buntują się przeciwko obecności policji na drogach, stawianiu fotoradarów; uważają, że zły stan jezdni to nie powód do utyskiwań, lecz do zachowania wzmożonej ostrożności. Starsi kierowcy sumiennie zapinają pasy bezpieczeństwa, nie są niewolnikami smartfonów, przestrzegają ograniczeń prędkości.

Stary kierowca to bezpieczny kierowca!

​Krakowski sąd skazał pewnego pilota na 1,5 roku pozbawienia wolności (w zawieszeniu na trzy lata) oraz 30 tys. zł grzywny za "umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu powietrznym i sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy (...) zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób... czytaj więcej

Obserwuję swoją sąsiadkę, która niedawno skończyła 85 lat i nadal przynajmniej trzy razy w tygodniu siada za kierownicę. Nie porywa się na żadne dalekie eskapady. Ot, odwiedza cmentarz, dzieci, znajomych. Na pewno nie zaproponowałbym jej uczestnictwa w testowaniu przyczepności kół podczas szybkiego pokonywania ciasnych zakrętów, ale generalnie jestem o starszą panią spokojny. Wiem, że nie popełni żadnego głupstwa na drodze.

Za to poważne wątpliwości budzi we mnie rozważane wprowadzenie obowiązkowych badań lekarskich dla zmotoryzowanych w podeszłym wieku. Niby pomysł jest dobry, ale...Ale kto płaciłby za te badania? Sami kierowcy? Ile by to ich kosztowało? Czy nie pojawiłyby się protesty, że państwo znowu ograbia emerytów? Jaki charakter miałyby owe badania? Jeżeli wyglądałyby tak, jak obecne badania okresowe dla niektórych przedsiębiorstw i instytucji, oparte wyłącznie na wywiadzie ("Jak się Pan/Pani czuje? Dobrze? W takim razie wpisuję: zdolny/zdolna do pracy"), to lepiej dać sobie spokój. Po co tworzyć fikcję.

Na razie wystarczyłoby, aby każdy lekarz ostrzegał pacjenta-kierowcę, nie tylko  leciwego, jaki wpływ na prowadzenie pojazdów ma przepisywany mu lek. Niby takie informacje znajdują się, napisane drobnym drukiem, w ulotkach dołączanych do medykamentów, ale kto zwraca na nie uwagę...

Clackson

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie Clackson. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony