Licencja na zarabianie

Tajny agent i wierny sługa Jej Królewskiej Mości James Bond posiadał licencję na zabijanie.

Zdjęcie

  Po uzyskaniu 24 punktów karnych kierowca "z musu" kierowany będzie na kurs reedukacyjny
/INTERIA.PL
Dwa zera w numerze 007 oznaczały, że bez zbędnego tłumaczenia może "sprzątnąć" każdego, kto tylko stanie mu na drodze. Polscy posłowie wymyślili jednak znacznie lepszy patent - licencję na zarabianie. Jej nazwa to "prawo jazdy", a numer to 48.

Przypomnijmy. Dotychczas, jeśli w ciągu roku kierowca uzbierał 24 punkty karne, bez zbędnych ceregieli zatrzymywano mu prawo jazdy i kierowano na powtórny egzamin. Zasada była prosta - z piratami nie ma co dyskutować.

Reklama

Fakt, przepisy nie były doskonałe. By trafić "kumulację" wystarczyły dwa nierozważne zachowania i nieoznakowany radiowóz "na plecach". Nie było jednak dyskusji, z dokumentem trzeba się było pożegnać. Teraz ma się to jednak zmienić. Posłowie, z których duża część znana jest również ze swojego specyficznego podejścia do przepisów ruchu drogowego, postanowili - przynajmniej teoretycznie - ulżyć ciemiężonym kierowcom.

Nie ma co ukrywać - poszli po bandzie (by nie powiedzieć trybunie).

Po pierwsze, uderzono w młodych kierowców. Swoją drogą słusznie, bo waśnie oni powodują w Polsce najwięcej wypadków, również śmiertelnych. Przez pierwsze dwa lata świeżo upieczeni kierowcy będą się musieli bardzo pilnować, by nie stracić uprawnień. Rządzący zadbali też, by życie w Polsce ustawowo chronione było do poczęcia do ukończenia wieku 24 lat. Dopiero po przekroczeniu tej granicy obywatele będą się mogli starać o prawo jazdy na motocykle ciężkie i tzw. "ścigacze".

A co ze "starymi wyjadaczami"? Ci, teoretycznie, mogą się cieszyć. Jeśli w ciągu roku przekroczą 24 punkty karne, prawo jazdy nie zostanie im odebrane.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że jest to krok, którego głównym celem jest poprawa drogowego bezpieczeństwa. Jak zwykle, chodzi tu o pieniądze.

Pomyślmy. Obecnie, po uzbieraniu (w ciągu jednego roku) 24 punktów karnych kierowca nie ma wyboru - musi iść na powtórny egzamin. Może to jednak zrobić bez żadnego przygotowania, wystarczy że się na niego zapisze. Niestety, jest spora szansa, że delikwent taki zda za pierwszym razem, więc budżet państwa niewiele się na nim wzbogaci (koszt około 300 zł).

W myśl nowych przepisów ma się to jednak zmienić. Po uzyskaniu 24 punktów karnych kierowca "z musu" kierowany będzie na kurs reedukacyjny z zakresu przepisów ruchu drogowego, który pozwoli mu "wyzerować" konto. Obecnie istnieją już tego typu kursy, które "zdejmują" z konta 6 punktów karnych. Prowadzą je policjanci (wraz z psychologiem), a uczestnictwo w nich jest dobrowolne. Cena takiego kursu odpowiada, mniej więcej, cenie egzaminu.

Tyle tylko, że nowy, przymusowy, kurs doszkalający zdejmować ma wszystkie 24 punkty, więc na pewno nie skończy się to na jednej wizycie w ośrodku szkolenia i 300 złotych.

To jednak nie koniec. Jeśli przez pięć lat po ukończeniu takiego kursu kierowca po raz kolejny przekroczy limit 24 punktów karnych, wówczas dokument upoważniający do prowadzenia pojazdów zostanie mu odebrany. Po jego utracie, podobnie jak teraz, trzeba będzie stawić się na powtórny egzamin.

Tyle tylko, że nie będzie to możliwe bez ponownego odbycia pełnego cyklu szkolenia, czyli kursu na prawo jazdy (obecnie koszt około 1500 zł dla samej kategorii B)!

Pocieszeniem może być jedynie fakt, że podobnie, jak teraz, punkty karne anulowane będą po dwunastu miesiącach. Pamiętajmy jednak, że tracąc "prawko" tracimy wszystkie uprawnienia (również C, C+E).

Mechanizm jest więc prosty i przebiegły. Skoro nie można zmusić kierowców do zdjęcia nogi z gazu, bo ułańską fantazję wysysamy przecież z mlekiem matki, dlaczego nie wykorzystać tej sytuacji do podreperowania budżetu? Jeździć trzeba, więc tym, czy niepokorni kierowcy udźwigną wysokie koszty kursu doszkalającego i powtórnego kursu (oraz egzaminu) na prawo jazdy nie trzeba się przejmować.

Prawdę mówiąc, nad piratami nie ma się przecież co użalać. Powiedzmy sobie szczerze - by w ciągu dwóch lat uzyskać 48 punktów karnych (pamiętajmy, że konto zerować ma się po roku) trzeba być przecież pechowcem na miarę Jasia Fasoli lub, podobnie jak on, skończonym idiotą.

Co do tego, że trafi się wielu takich delikwentów nie mamy jednak wątpliwości. Wszak grana przez Rowana Atkinsona postać to tylko telewizyjna fikcja, a głupota i bezmyślność to polska drogowa rzeczywistość. PR

Zapinać pasy w aucie czy nie? Dołącz do dyskusji na forum

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Licencja na zarabianie

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 21,

przeczytane przez: 31 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony