Mamy kolejny kawałek autostrady. Wiadomo, wkrótce wybory

W zasadzie niewiele się zmieniło. W PRL mobilizującymi wydarzeniami dla budowniczych dróg było święto 22 Lipca oraz kolejne zjazdy partii i podejmowane z tej okazji zobowiązania produkcyjne. Dla prominentów różnych szczebli podniosły moment przecinania wstęgi stanowił powód do dumy i dawał świetną okazję do rozdawania tudzież przyjmowania orderów i nagród.

Zdjęcie

Przed tegorocznym Świętem Zmarłych otwarto m.in. ważny odcinek autostrady A4 z Tarnowa do Dębicy /fot. GDDKiA /
Przed tegorocznym Świętem Zmarłych otwarto m.in. ważny odcinek autostrady A4 z Tarnowa do Dębicy
/fot. GDDKiA /

 Obecnie podobną rolę odgrywają wybory. Dla prezydentów, burmistrzów, wójtów możliwość sfotografowania się na tle kawałka nowiutkiego asfaltu wydatnie zwiększa szansę na reelekcję. Dlatego na dwa tygodnie przed wyborami samorządowymi jak kraj długi i szeroki oddawane są do użytku nowe ulice i wyremontowane odcinki lokalnych dróg. Nie krytykujemy tego zwyczaju. Przeciwnie - chwalimy. Żałując, że wybory nie odbywają się corocznie. Z punktu widzenia przeciętnego zmotoryzowanego Polaka byłoby to bardzo, ale to bardzo korzystne.

W przypadku szlaków o znaczeniu ogólnokrajowym impulsem do przyspieszenia prac są długie weekendy, początek wakacji, a także 1 listopada. Przed tegorocznym Świętem Zmarłych otwarto m.in. ważny odcinek autostrady A4 z Tarnowa do Dębicy, ostatni brakujący fragment tej trasy między zachodnią granicą Polski a Rzeszowem. Miał on być co prawda gotowy już na Euro 2012, ale co tam, ważne, że jest. Zresztą wieloletnie opóźnienia to w naszym drogownictwie długa, świecka tradycja.

Reklama

Warto przypomnieć, że na potrzebę wyposażenia kraju w nowoczesne autostrady wskazywano już w latach czterdziestych XX wieku, niedługo po zakończeniu II wojny światowej. W 1958 r. powołano zespół, którego zadaniem było przygotowanie projektu systemu dróg szybkiego ruchu w Polsce. Przyjęty cztery lata później ambitny plan zakładał budowę aż 4360 km autostrad i tzw. dróg magistralnych. Później ten program nieco okrojono, do 2930 km, a jego realizację rozłożono na... 30 lat, z terminem zakończenia w roku 2000.

Mnożyły się koncepcje, trwały dyskusje, w 1972 r. powstał nawet Zarząd Autostrad. Niestety, nie przekładało się to na konkretne inwestycje. Kolejny plan, sporządzony w okresie rządów Edwarda Gierka, mówił o 2500 km autostrad. Poligonem doświadczalnym dla projektantów i przedsiębiorstw wykonawczych stała się słynna gierkówka, łącząca Śląsk z Warszawą, która w końcu powstała jednak jako droga o niższym standardzie - co prawda dwujezdniowa, lecz nawet nie ekspresowa.

Do końca PRL jedyną oddaną do użytku autostradą był krótki, liczący około 70 kilometrów odcinek między Krakowem a Katowicami. W tym kontekście to, co wydarzyło się i nadal się dzieje w polskim drogownictwie w minionych 25 latach trzeba uznać za autentyczny sukces. Niezależnie od znanych problemów i faktu, że budujemy w dużej mierze za cudze, bo pochodzące z unijnej kasy pieniądze.

Autostrada A4 na wschód od Krakowa ma istotną zaletę - jest na razie bezpłatna dla jej użytkowników.

Tymczasem, jak poinformowały niemieckie media, został właśnie ukończony projekt przepisów, wprowadzających powszechne opłaty za korzystanie z tamtejszych autostrad. Powstawał długo i w bólach, ponieważ budził poważne kontrowersje. Protestowali zagraniczni kierowcy, przyzwyczajeni do jeżdżenia za darmo po wygodnych drogach w Niemczech i widzący w tym przywileju słuszne zadośćuczynienie za zniszczenia w infrastrukturze krajów okupowanych przez III Rzeszę. Krzywiła się Komisja Europejska, której nie podobało się, że opłatami mieli być obciążeni wyłącznie właściciele pojazdów z zagranicznymi rejestracjami. Zastrzeżenia zgłaszały także władze przygranicznych landów obawiające się, że drogowy haracz zniechęci cudzoziemców, m.in. Szwajcarów, Austriaków, ale także Polaków do popularnych obecnie sąsiedzkich wypadów na zakupy w Niemczech.

Rząd w Berlinie zdołał wybrnąć ze wspomnianych kłopotów. Właścicieli centrów handlowych na terenach przygranicznych uspokojono, podejmując decyzję, że drogami lokalnymi, wbrew pierwotnym planom, nadal jeździć się będzie bezpłatnie.  Zarzuty Brukseli ominięto, sprytnie wykorzystując prawo państw członkowskich do swobodnego kształtowania wewnętrznej polityki fiskalnej. Za korzystanie z autostrad będą więc płacić zarówno cudzoziemcy, jak i obywatele Niemiec, ale tym ostatnim wydatki na ten cel zostaną zrekompensowane równoważnymi ulgami w podatku drogowym.

Opiniami zmotoryzowanych z innych krajów nikt się specjalnie nie przejmuje, zwłaszcza, że często wyrażają je ludzie, którzy u siebie za korzystanie z autostrad płacą od dawna, słono i bez szemrania.             

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Mamy kolejny kawałek autostrady. Wiadomo, wkrótce wybory

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 105,

przeczytane przez: 157 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony