Marcin W. nie czuje się piromanem. Dlaczego więc podpalał?

W 356 roku przed naszą erą żądny niegasnącego rozgłosu szewc Herostrates puścił z dymem świątynię Artemidy w Efezie, uznawaną za jeden z siedmiu cudów świata starożytnego.

Zdjęcie

Spalone samochody przy ul. Tarasy w gdańskiej dzielnicy Suchanino /Adam Warżawa /PAP
Spalone samochody przy ul. Tarasy w gdańskiej dzielnicy Suchanino
/Adam Warżawa /PAP

I rzeczywiście przeszedł w ten sposób do historii, aczkolwiek w niesławie. W 2014 roku naszej ery pewien pijaczek spalił w Gdańsku 20 samochodów osobowych. Być może przez to zapisze się jakoś w dziejach polskiej motoryzacji i pożarnictwa. Na razie jednak wzbudził ulotne, jak dobrze wiemy, zainteresowanie mediów.

Cytat

W nocnym rajdzie Marcina W. trudno zatem dopatrzeć się krztyny logiki. On sam zresztą powiedział, że nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego zrobił to, co zrobił. Wyznał także, że "nie czuje się piromanem". Cóż, najwidoczniej każda epoka ma takiego Herostratesa na jakiego sobie zasłużyła...

W analizie przestępstw szczególną uwagę zwraca się na motywy sprawcy oraz tzw. modus operandi, czyli metodę działania, którą się posłużył. W przypadku Marcina W. była ona banalnie prosta, by nie rzec trywialna. Początkowo podejrzewano, że ów zacny dżentelmen użył bliżej niezidentyfikowanej łatwopalnej substancji, którą polewał, a następnie podpalał auta. Potem okazało się, iż kupił na stacji benzynowej zwykłą zapalniczkę. Zbliżał jej płomień do nadkola, od którego zajmowała się opona. Puff... I po wszystkim. Można było zabierać się do kolejnej sztuki. Zdumiewające. Konstruktorzy samochodów poświęcają mnóstwo uwagi kwestiom bezpieczeństwa, również przeciwpożarowego. Zawsze jednak z myślą o skutkach wypadków drogowych. Najwyraźniej nikt z nich nie docenił pomysłowości trzydziestotrzylatka z Trójmiasta i niszczycielskiej mocy gazowej zapalniczki. A wystarczyłoby przecież produkować nadkola z niepalnych materiałów...

Reklama

Teraz o motywach. Przyjęło się uważać, że każde wydarzenie ma swoje racjonalne podstawy. Doskonale widać to na przykładzie wypadków drogowych. Każdy z nich musi, po prostu musi mieć jakieś konkretne przyczyny, z ulubionym przez polską policję "niedostosowaniem prędkości jazdy do warunków panujących na jezdni". Nikt nie ośmieli się oficjalnie powiedzieć lub napisać, że nieszczęściu winien jest pech, fatalny zbieg okoliczności. To samo dotyczy pożarów...

W Europie Zachodniej samochody podpala się dla zaprotestowania przeciwko niesprawiedliwemu urządzeniu świata, dyskryminacji mniejszości narodowych, bezrobociu wśród młodzieży. Nie dalej jak w nocy z 5 na 6 września ponad 20 aut spłonęło na zamieszkanym przez niezamożnych imigrantów przedmieściu Sztokholmu. W niewyjaśnionych do końca okolicznościach. "To coś jakby pewien rodzaj niepokojów społecznych. Jakaś forma deklaracji przeciwko społeczeństwu, ale nie wiemy dokładnie, jaka to deklaracja. Nie wiemy, czy istnieje tutaj jakiś związek z z faktem, że zbliżają się wybory" - stwierdził jeden z oficerów szwedzkiej policji.

Oni nie wiedzą, niewiele wie i rozumie również policja w Gdańsku. Co prawda i u nas agresywnych frustratów nie brakuje jednak nikt nie odważył się zasugerować, że Marcin W. jest ognistym alterglobalistą, głęboko zranionym planami budowy na Wybrzeżu elektrowni jądrowej; albo, że pragnął wyrazić swój gorący sprzeciw wobec wyboru Donalda Tuska na prezydenta Rady Europejskiej.

Zdjęcie

33-letni mieszkaniec Gdańska, podejrzany o podpalenie 20 aut /fot. Kuba Kaługa /RMF
33-letni mieszkaniec Gdańska, podejrzany o podpalenie 20 aut
/fot. Kuba Kaługa /RMF

Owszem, niektórzy dziennikarze próbowali doszukiwać się w sprawie wątków społecznych, twierdząc, że celem płomiennego wystąpienia Marcina W. byli bogacze i ich kosztowne, wypasione fury. Ale i ten trop okazał się błędny, gdyż w rzeczywistości podpalał jak leci: wartość najtańszego zniszczonego przez niego wozu oceniono na 15 tys. zł, najdroższego na kwotę dziesięciokrotnie większą.

W nocnym rajdzie Marcina W. trudno zatem dopatrzeć się krztyny logiki. On sam zresztą powiedział, że nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego zrobił to, co zrobił. Wyznał także, że "nie czuje się piromanem". Cóż, najwidoczniej każda epoka ma takiego Herostratesa na jakiego sobie zasłużyła...

Nawiasem mówiąc w światowych przekazach informacja o wyczynach podpalacza z Gdańska ustąpiła podawanemu za serwisem Russia Today niusowi o przygodzie pewnego Rosjanina, biznesmena z branży muzycznej. Na jego zaparkowanego w pobliżu placu budowy w Moskwie luksusowego Bentleya wysypało się przez przypadek kilka ton cementu. Podobno właściciel poważnie uszkodzonej limuzyny nie przejął się stratą żartując, że jego auto zostało po prostu "nominowane do Cement Bucket Challenge".               

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Marcin W. nie czuje się piromanem. Dlaczego więc podpalał?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 82,

przeczytane przez: 123 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony