Masz dość rządu Tuska? A co sądzisz o Nowaku?

​Chociaż większość narodu pała do rządu Tuska uczuciem, jakie od lat towarzyszy kibicom Wisły i Cracovii trzeba przyznać, że - przynajmniej jeśli chodzi o kierowców - na Wiejskiej nie siedzą z założonymi rękami.

Zdjęcie

Ani Tusk ani Nowak nie mają ostatnio dobrej prasy /Andrzej Wrzesiński /East News
Ani Tusk ani Nowak nie mają ostatnio dobrej prasy
/Andrzej Wrzesiński /East News

Znając słabości ministra Nowaka zakładać można, że w resorcie transportu wszystko działa dziś jak w szwajcarskim zegarku. Niestety, śledząc zmiany, jakie pojawiają się w Kodeksie Drogowym, mamy co do tego uzasadnione wątpliwości.

Z dziennikarskiego obowiązku wypada wyjaśnić, samo przyjęcie nominacji przez najpiękniejszego członka naszego rządu (poza kwalifikacją jest rzecz jasna ministra Mucha) wymagało od Sławomira Nowaka ogromnej odwagi. Poprzednik zostawił mu w spadku projekt gruntownych zmian w egzaminach na prawo jazdy, który - o czym jesteśmy święcie przekonani - na pewno nie powstawał na trzeźwo. Przypominamy, że w oficjalnym rządowym projekcie można było wówczas przeczytać np., że technika pokonywania zakrętu zacieśniającego jest podobna, jak "przy pokonywaniu patelni", a kandydaci na kierowców powinni opanować technikę zmiany biegów z tzw. "międzygazem".

Na szczęście jedną z pierwszych decyzji Nowaka było odesłanie projektu tam, gdzie jego miejsce (do niszczarki) i przygotowanie nowego. Zamysł był słuszny, wykonanie - niestety - dużo gorsze. Mimo że nowe przepisy dotyczące egzaminów weszły w życie w styczniu, część z ośrodków egzaminacyjnych do dziś nie uporała się z powstałym w wyniku ich wprowadzenia rozgardiaszem.

Reklama

Przy okazji okazało się, że części z dobrych pomysłów w ogóle nie da się u nas wprowadzić w życie. Z przepisów dotyczącej szkół nauki jazdy z głośnym hukiem wyleciał np. zapis o obowiązkowych zajęciach na tzw. placach poślizgowych, które - bez dwóch zdań - wpłynęłyby na poprawę bezpieczeństwa na drogach. Pod naciskiem lobby instruktorów pomysł zarzucono - oficjalnie ze względu na zbyt duże koszty (w teorii każda ze szkół musiałaby dysponować własnym placem poślizgowym). Przy odrobinie dobrej woli tego typu problem można by wprawdzie rozwiązać inwestując ledwie kilkaset złotych w tzw. "troleje", nie dziwi nas jednak niechęć środowiska do wprowadzenia tego typu zajęć. By wytłumaczyć kursantowi, jak samochód zachowuje się w nadsterownym poślizgu, najpierw - samemu - trzeba przecież jeszcze umieć go opanować...

Niedawno, 22 lipca, weszło w życie rozporządzenie ministra transportu nowelizujące zasady rejestracji i oznakowania pojazdów. Jednym z zapisów jest powrót - naszym zdaniem całkiem słuszny! - do obowiązku specjalnego oznakowania samochodu prowadzonego przez młodego kierowcę. W myśl nowych przepisów, przez pierwsze dwa lata po zdaniu egzaminu państwowego, kierowca będzie miał obowiązek umieszczać na przedniej i tylnej szybie pojazdu specjalną nalepkę z zielonym listkiem.

Nasze wątpliwości budzą jednak inne zapisy nowej ustawy. Począwszy od stycznia 2016 roku młodzi adepci sztuki prowadzenia objęci będą specjalnymi restrykcjami. Przez pierwsze dwa lata nie będą mogli podjąć pracy kierowcy (czy taki zapis jest zgodny z konstytucją?), w tym czasie obowiązywać ich będą również specjalne ograniczenia prędkości. W obszarze zabudowanym - niezależnie od obowiązującego na danym odcinku ograniczenia - młody kierowca będzie mógł jechać z prędkością maksymalnie 50 km/h. 80 km/h będzie mu można rozwinąć poza obszarem zabudowanym - 100 km/h na autostradzie i drodze ekspresowej (dwujezdniowej).

Chociaż sam pomysł wydaje się słuszny i na pewno zasługuje na pochwałę, zapisy o ograniczeniu dostępu do zawodu kierowcy jeszcze przed narodzinami wydają się martwe. Młody kierowca nie będzie np. mógł pracować w charakterze kuriera, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by zatrudnił się np. jako przedstawiciel handlowy...

Sztuczne ograniczanie limitów prędkości dla młodych kierowców również może przynieść efekt odwrotny od planowanego. W żaden sposób nie możemy wyobrazić sobie auta poruszającego się z maksymalną prędkością 50 km/h po Trasie Siekierkowskiej czy snującego się prawym pasem z prędkością 100 km/h na autostradzie.

Być może - sam pomysł - wydaje się słuszny, ale w rzeczywistości może przynieść efekty odwrotne od zamierzonych. Istnieje przecież uzasadnione przypuszczenie, że poganiani salwami klaksonów młodzi kierowcy, zamiast nauczyć się szanowania ograniczeń, w ekspresowym tempie przejdą kurs ich kompletnego lekceważenia...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Masz dość rządu Tuska? A co sądzisz o Nowaku?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 158,

przeczytane przez: 237 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony