Młody kierowca? Łatwy zarobek!

Zasiadałem właśnie do obiadu, gdy wydobywający się z telefonu genialny riff "Wehikuł czasu" oznajmił mi, że tego dnia, najwyraźniej, będę jadł zimne...

Zdjęcie

Naprawę wyceniono na... 3 tys. zł /
Naprawę wyceniono na... 3 tys. zł
/

Dzwoniła osoba, od której telefony odbiera się zawsze. Po chwili wiedziałem już, że sprawa jest pilna i - niestety - przykra. Chodziło o to, jak zachować się po stłuczce.

Oszczędzając wam zbędnych szczegółów wyjaśnię tylko, że sprawcą był niedoświadczony, młody kierowca, a prowadzone przez niego, wiekowe Renault, znałem nad wyraz dobrze - ładnych parę lat temu auto było bowiem moją własnością.

Reklama

To, co usłyszałem przez telefon nie napawało optymizmem. Zachwycony stanem technicznym leciwego pojazdu laweciarz zaproponował, że od razu odstawi samochód do warsztatu, który - za około 3 tys. zł - przywróci go do pełnej sprawności. Auto - istotnie - żal byłoby złomować. 24-letnie Renault 19 legitymowało się przebiegiem circa 140 tys. km i - bez najmniejszej przesady - było w idealnym stanie technicznym.

Wydatek 3 tys. stawiał jednak pod znakiem zapytania sens inwestycji. Nie muszę chyba tłumaczyć, że dla studenta, którego stałym źródłem dochodu są wyłącznie rodzice, koszty związane z naprawą były druzgocące. Do tego trzeba jeszcze było doliczyć wystawiony przez policję mandat w wysokości 250 zł.

Na całe szczęście, rozsądny młody człowiek nie zdecydował się na proponowaną naprawę i zamiast do warsztatu, auto trafiło pod dom. Kilka minut po tym, jak samochód zjechał z lawety na moją skrzynkę otrzymałem zdjęcia auta, w oparciu o które miałem pomóc oszacować koszty i sens ewentualnej naprawy...

Bez bicia przyznaję, że fotki załączone do tekstu zdecydowałem się opublikować nie pytając o zgodę autora. Zachłanność gościa, który wycenił naprawę na 3 tys. zł zasługuje jednak na szczególne upamiętnienie.

Nie muszę chyba wspominać, że żaden z elementów konstrukcyjnych auta nie został nawet draśnięty. Cała jest nawet belka pod zderzakiem. Ile więc kosztuje przywrócenie samochodu do pełnej sprawności?

Zdjęcie

Uszkodzenie są minimalne /
Uszkodzenie są minimalne
/

Za maskę w kolorze nadwozia - wraz z przesyłką - zapłacić trzeba było 110 zł. Drugie tyle kosztowała używana lampa i kierunkowskaz (nowe, chińskie zamienniki wyglądałyby pokracznie). Ponieważ przyjęliśmy studenckie - budżetowe - rozwiązanie, zderzak pozostał ten sam. Gdyby jednak uprzeć się na wymianę, do kosztów naprawy trzeba by doliczyć... kolejną stówkę. Podsumujmy. Komplet niezbędnych do naprawy części kosztował niespełna 300 zł (pamiętajmy o listwie pod lampy). To dokładnie 1/10 kosztów naprawy oszacowanych przez laweciarza. Nie chcąc jednak z góry narzucać mu złej woli. Załóżmy, że doliczył on również koszt lakierowania maski, czyli około 400 zł. W sumie mamy równe 700 zł. Wygląda więc na to, że przykręcenie 4 śrub maski, lampy i wciśnięcie na miejsce kierunkowskazu (trzyma się na sprężynie) wycenione zostało na - matematyczne orły już wiedzą - równe 2 300 zł.

W tym miejscu spieszę dodać, że za poskładanie do kupy mojego Mercedesa W140 (patrz ramka), na którym po wypadku - za wyjątkiem dachu - do wymiany nadawało się kompletne poszycie karoserii zapłaciłem... 2 tys. zł.

Wnioski? Mam dwa. Po pierwsze - ludzka chciwość, podobnie zresztą jak głupota, nie zna granic. Po drugie - dopóki tego typu sprawy nie przestaną mnie bulwersować - do niczego, w tym kraju, nie dojdę...

Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Młody kierowca? Łatwy zarobek!

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 125,

przeczytane przez: 8447 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony