Młodym kierowcom poprzewracało się w...

"Hejka. Rodzice kupują właśnie nowe XXX o mocy 88 KM. To będzie coś jechać? Jaki jest w ogóle sens kupować coś takiego? To nie ma nawet 100 KM!".

Zdjęcie

Młodzi kierowcy mają niską kulturę jazdy /
Młodzi kierowcy mają niską kulturę jazdy
/

Taką właśnie wiadomość przysłała mi klika dni temu jedna ze znajomych. Jej treść uderzyła mnie podwójnie. Po pierwsze z tego względu, że sięgając odruchowo po telefon wyrżnąłem głową w maskę Volkswagena Scirocco, który z sobie tylko znanych przyczyn, rzucił nagle palenie na trzecim garze.

Bardziej od spotkania z solidną, niemiecką blachą sprzed trzech dekad uderzyła mnie jednak zawartość SMSa, z którego zrodziła się długa i interesująca dyskusja. Z każdą kolejną wiadomością coraz bardziej przewracałem oczami. Miałem też coraz głębsze przeświadczenie, że mojej rozmówczyni poprzewracało się nie w oczach, lecz zdecydowanie niżej. Rozmawialiśmy wszak o samochodzie, który przyspiesza do 100 km/h w nieco ponad 10 s i osiąga prędkość maksymalną 180 km/h!

Reklama

Być może do tematu podszedłbym zdecydowanie spokojniej, gdyby nie fakt, że w ostatnich tygodniach większość czasu spędziłem za kierownicą leciwego Mercedesa S124 "w pozbawionej wad i przyspieszenia" wysokoprężnej, wolnossącej odmianie o pojemności 2,5 l. Opuszczając fabrykę, 23 lata i 405 tys. km temu, auto legitymowało się mocą 90 KM i osiągało setkę w 16,5 s od startu. Jak jest dzisiaj, wole się nie zastanawiać. Najważniejsze, że samochód dzień w dzień, posłusznie zawozi mnie tam, gdzie tego potrzebuję, zupełnie nie chce się psuć i - niezależnie od warunków - ZAWSZE - zużywa 7,2 l oleju napędowego na 100 km.

Kabaret Mumio wspominał o czymś podobnym w jednej z reklam popularnej sieci komórkowej. Niezależnie czy gnasz autostradą, czy tkwisz w korku z włączoną klimą, radiem i światłami, to taka technologia. 7,2 l i kropka. Więcej nie zeżre!

Leciwy Mercedes, którego osiągi - w oczach wielu współczesnych kierowców - dyskwalifikują z codziennego użytku sprawił, że zatęskniłem za czasami, gdy na drogach roiło się od Skód 105, Maluchów, "Dużych Fiatów" czy "Polonezów". Nie dlatego, że - podobnie jak mój "Baleron" - auta te bardzo niechętnie nabierały prędkości, ale dlatego, że uczyły kierowców rozsądku, obserwacji drogi i umiejętności przewidywania. O co chodzi?

W ostatnim czasie, kilka razy w tygodniu, pokonuję około 80 kilometrową trasę do jednego z malowniczych, górskich miast południowej Polski. Jadąc współczesnym autem zajmuje mi to około 1,1 h. Osiągnięcie takiego samego czasu leciwym Mercedesem nie stanowi żadnego problemu, pod warunkiem jednak, że po drodze trafimy na kierowców starej daty. Starej daty, czyli tych, którzy zdobywali swoje pierwsze szlify na wspomnianych wyżej modelach. W przeciwnym wypadku możemy zapomnieć o spokojnej, a co za tym idzie, płynnej jeździe.

Kierowców starej daty poznamy po tym, że zamiast bezrefleksyjnie wciskać hamulec przed każdym, nawet najmniejszym łukiem, starają się hamować silnikiem i utrzymywać stałą prędkość "przelotową". Nową generację amatorów (amatorów, bo do zawodowców im bardzo daleko) prowadzenia auta charakteryzuje natomiast "zerojedynkowe" posługiwanie się pedałami hamulca i przyspieszenia. Jednocześnie starają się oni wykorzystać każdą lukę, by wyprzedzić "starego rupiecia" i - na prostych - wyciskają z silników ostatnie poty. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie, gdy na horyzoncie pojawiają się pierwsze zakręty i - nie wiedzieć czemu - ich prędkość spada nagle ze 120 km/h do 60 km/h.

Wtedy, mimo że dany zakręt śmiało przejechać można z prędkością 90 km/h, cała kolumna rozpoczyna hamowanie, co sprawia, że nagle wydłuża się dwukrotnie...

Oczywiście nie mam nikomu za złe, że - jeśli ktoś nie czuje się na siłach - przed każdym zakrętem staje dęba na hamulcu. Z takiego podejścia wszyscy są przecież zadowoleni. Auto pali 2x więcej niż powinno, więc wspieramy rozwój polskich rafinerii oraz budżetu państwa. Cieszą się też mechanicy, sklepy motoryzacyjne i "gumiarze". Pytam jednak - po jaką cholerę gnacie na złamanie karku na prostych, skoro nie potraficie przejechać najmniejszego nawet łuku bez hamowania? Pamiętajmy, że były czasy, w których tego rodzaju delikwenci OBLIGATORYJNIE jeździć musieli z zielonym listkiem przyklejonym do tylnej szyby!

Cóż, to - niestety - prawda, że samochody muszą dziś dysponować większą mocą niż 20 czy 30 lat temu. Problem w tym, że wynika to wyłącznie z faktu, że zdecydowana większość współczesnych kierowców nie ma już zielonego pojęcia o ich prowadzeniu.

Podsumowując? Jeśli należysz do tych osób, które nie kryjąc politowania, twierdzą, że moc 100 KM nie pozwala na sprawne poruszanie się samochodem, radzę się zastanowić, czy aby na pewno potrafisz sprawnie wykorzystać choćby połowę z tego stada...

Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Młodym kierowcom poprzewracało się w...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 497,

przeczytane przez: 15 507 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony