Motoryzacyjny krajobraz stanu wojennego...

Od ogłoszenia stanu wojennego minęły już 34 lata, co oznacza, że dla bardzo znacznej części Polaków ówczesne wydarzenia to zamierzchła historia, znana głównie ze wspomnień rodziców i dziadków. Jak wyglądał nasz motoryzacyjny krajobraz w tamtych czasach?

Zdjęcie

Typowy widok okresu stanu wojennego. Tu na rekonstrukcji / Fot: Łukasz Solski /East News
Typowy widok okresu stanu wojennego. Tu na rekonstrukcji / Fot: Łukasz Solski
/East News

Mieliśmy jeden kawałek w miarę przyzwoitej autostrady, odcinek między Katowicami a Krakowem. Na ziemiach zachodnich - kilkadziesiąt kilometrów poniemieckich dwupasmówek z betonowych płyt. Ich łączenia stanowiły poważny test dla zawieszeń samochodów i kręgosłupów kierowców. Po drogach jeździły małe i duże fiaty, łady, wartburgi, skody 105 i 120, syreny, zaporożce. Tzw. wozy zachodnie należały do rzadkości i były symbolem luksusu oraz dowodem nadzwyczajnego statusu materialnego swoich właścicieli.

Reklama

Auta kupowało się na trzy sposoby: za twardą walutę lub będące jej substytutem tzw. bony towarowe banku PKO, na talony rozdawane lojalnym i zasłużonym obywatelom przez władzę ludową oraz, najczęściej, na giełdach samochodowych, po cenach nieraz 2-3-krotnie wyższych od oficjalnych, ustalanych przez państwo.

Brakowało części zamiennych. Niektóre produkowali rzemieślnicy, ale jakość wytwarzanych przez nich elementów często była gorsza od jakości dzisiejszej chińszczyzny. Serwisowaniem pojazdów zajmowały się stacje Polmozbytu, w których królowali Panowie Kierownicy, Panowie Mistrzowie Zmianowi i Panowie Mechanicy, paradujący w fartuchach z bardzo głębokimi kieszeniami. Szerzyło się powszechnie akceptowane łapówkarstwo, a krewniak w Polmozbycie był wart niemal tyle, co zaprzyjaźniona ekspedientka w sklepie mięsnym. Istniały również warsztaty prywatne, na ogół jednak prymitywnie wyposażone i drogie. Chcąc nie chcąc bardzo wielu kierowców samodzielnie naprawiało swoje samochody, co było możliwe dzięki prostocie konstrukcji produkowanych wówczas pojazdów. Szczęśliwiec, który dysponował garażem z kanałem, miał zazwyczaj mnóstwo kolegów.

- Gdy w moim maluchu wypadły dziury na przednim i tylnym podszybiu, a rdza przeżarła też progi, zacząłem zabiegać o wymianę całego nadwozia - wspomina pan Staszek. - Nie było to bynajmniej łatwe. Najpierw musiałem uzyskać ocenę rzeczoznawcy, stwierdzającą konieczność wymiany karoserii. Sprawa była oczywista, ale i tak kosztowało mnie to butelkę brandy z Peweksu. Potem zapisałem się do kolejki w Polmozbycie. Na możliwość zakupu blacharki czekało się nawet rok, dlatego szukałem tak zwanych dojść. W końcu je znalazłem i już po trzech miesiącach mój mały fiat wyglądał jak nowy...

Cytat

Czy wyobrażamy sobie dzisiaj powrót do tak często przez niektórych z rozrzewnieniem wspominanych czasów? Nie, to przekracza granice wyobraźni. Zupełnie jak w dowcipie o ojcu, który opowiada synowi, że kiedyś w sklepach jedynymi produktami na półkach były ocet i musztarda? "No co ty, tato? W całym Carrefourze tylko ocet i musztarda?!" - pyta ze zdziwieniem i niedowierzaniem urodzony już po 1989 roku chłopak

Wraz z pogłębianiem się kryzysu gospodarczego rosły trudności z zakupem paliwa. Do pustych dystrybutorów ustawiały się długie kolejki. Niektórzy mieli cynk, że wkrótce będzie dostawa. Inni liczyli na łut szczęścia: co mi szkodzi, poczekam, a nuż przyjedzie cysterna? Przezornie gromadzono zapasy benzyny, przechowywanej w kanistrach i beczkach. Piwnice w blokach zamieniły się w magazyny paliw. To istny cud, że nie doszło do żadnej tragicznej w skutkach eksplozji.

Zmotoryzowani Polacy na przełomie lat 70 i 80 zdecydowanie nie mieli łatwego życia. Wkrótce okazało się jednak, że może być jeszcze gorzej. Po ogłoszeniu stanu wojennego całkowicie wstrzymano sprzedaż paliwa do prywatnych samochodów. Kierowcy jeździli, korzystając ze wspomnianych, wcześniej zgromadzonych zapasów. Obowiązywał zakaz podróżowania poza granice województwa, w którym było się zameldowanym. Codziennością stały się rutynowe kontrole pojazdów. To wtedy ukuto oddające nastrój chwili powiedzenie: "zajrzeli do toreb, zajrzeli do waliz, nie zajrzeli do d..., tam gdzie mam socjalizm".

- Jakoś tak dwa dni po telewizyjnym wystąpieniu generała Jaruzelskiego, obwieszczającego, że "wybrał mniejsze zło", zorientowałem się, że wożę w bagażniku dwudziestolitrowy kanister z benzyną i skrzynkę z pustymi butelkami na soki owocowe, które już dawno obiecałem zawieźć teściowej. Słowem, miałem wszystko, czego potrzeba do produkcji koktajli Mołotowa. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdybym został zatrzymany i zrewidowany - opowiada pan Maciej.

Wspomina również inne zdarzenie z tamtego mrocznego okresu naszej historii.

- Po pewnym czasie rygory zostały złagodzone i znów można kupować paliwo. Trzy razy w miesiącu, w dni, których końcówka daty odpowiadała ostatniej cyfrze numeru rejestracyjnego. Ten, kto miał auto z rejestracją powiedzmy 6199, jeździł na stację 9, 19 i 29. Pewnego razu zamarudziłem i zjawiłem się na stacji tuż przed godziną milicyjną. Była kolejka i miałem do wyboru: zrezygnować z kupna benzyny albo naruszyć obowiązujące przepisy stanu wojennego, za co groziły bardzo surowe kary. Postanowiłem zaryzykować. Wracałem do domu bocznymi uliczkami, z wygaszonymi światłami, i nagle nadziałem się na uzbrojony w kałasznikowy patrol ZOMO. Spojrzeli na mój samochód, ale nie wiedzieć czemu nie zatrzymali. Do dziś pamiętam zimny pot, który mnie wtedy oblał ze strachu.

Czy wyobrażamy sobie dzisiaj powrót do tak często przez niektórych z rozrzewnieniem wspominanych czasów? Nie, to przekracza granice wyobraźni. Zupełnie jak w dowcipie o ojcu, który opowiada synowi, że kiedyś w sklepach jedynymi produktami na półkach były ocet i musztarda? "No co ty, tato? W całym Carrefourze tylko ocet i musztarda?!" - pyta ze zdziwieniem i niedowierzaniem urodzony już po 1989 roku chłopak.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Motoryzacyjny krajobraz stanu wojennego...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 247,

przeczytane przez: 11 564 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony