Można "pojechać" każdemu. Najlepiej poboczem...

Pomysł stworzenia poboczem.pl zrodził się w naszych głowach kilka lat temu. Najnowsza historia polskich mediów motoryzacyjnych (z którymi losy naszej obecnej redakcji wielokrotnie się splatały) sprawiła, że trudno nam było opanować frustrację.

Zdjęcie

Fot. poboczem.pl
Wbrew opinii kilku kolegów po fachu, staliśmy na stanowisku, że podążanie wytyczoną przez gigantów autostradą, której prawy pas ruchu poprawia się photoshopem, a dziury w lewym łata przedrukami z zagranicznej prasy nie jest najlepszym pomysłem.

W czasie ostatnich kilkunastu lat polski rynek mediów motoryzacyjnych zmienił się nie do poznania. Kapitalizm sprawił, że pojawiły się parki prasowe, dziennikarze motoryzacyjni z miejsca stali się najszczęśliwszymi ludźmi w kraju. Legitymacja prasowa otwierała drzwi do wszystkich salonów, na drogi wyjechały setki zatankowanych pod korek "testówek". Niestety, efekt był taki, że wielu dziennikarzy - by nie igrać z losem - przestało pisać o tym, co myślą, a zaczęła myśleć o tym co piszą... Kompletny brak wyposażenia nazywano "rozsądnym kompromisem między ceną a jakością", niską kulturę pracy diesla "przyjemnym dla ucha klekotem" a wysokie zużycie paliwa "łatwym do zaakceptowania".

Reklama

Z bólem (bo po raz kolejny wrzucamy kamyczek do własnego ogródka) musimy też przyznać, że media motoryzacyjne odwróciły się od problemów, z którymi na co dzień mierzyć się muszą tysiące ich odbiorców. Z własnego doświadczenia wiemy, że fajnie jest porównać ze sobą porsche i lamborghini i napisać o tym, w czym lexus LS czy jest lepszy od BMW serii 7 ale - nie oszukujmy się - wybór między "siódemką" czy S-klasse nie jest tym, co nurtuje większość czytelników. Co więcej, ci ostatni, nie mają w zasadzie możliwości wypowiadania się - żaden naczelny nie zdecyduje się opublikować listu od sfrustrowanego kierowcy Tira, który od tygodnia koczuje w 30-kilometrowym korku na granicy, czy człowieka notorycznie zastawianego na parkingu przez sąsiada. Taki "chłam" obniżyłby prestiż gazety, rozwiązanie tych problemów leży przecież w gestii służby celnej i straży miejskiej, a nie dziennikarzy motoryzacyjnych...

Wszystkie te spostrzeżenia doprowadziły nas do wniosku, że w chociaż wyrwaliśmy się w końcu spod bata cenzorów, w mediach, w których przez lata prym wiedli towarzysze i członkowie, zabrakło, niestety, jednego bardzo ważnego organu. Jaj! Zapomnieliśmy, że Polska to specyficzny kraj w środku Europy, w którym tempo budowy autostrad porównać można jedynie z naturalnym procesem powstawania ropy, a głupota urzędników sięga wyżej niż stratosfera.

Na szczęście pojawił się internet, w którym nie było ani naczelnych, ani cenzorów. Internet, w którym - jeśli tylko się należało - można było "pojechać" każdemu. Najlepiej poboczem...

Zobacz na filmie, co potrafi nowe Poboczem.pl!

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Można "pojechać" każdemu. Najlepiej poboczem...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 7,

przeczytane przez: 10 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony