NASZ TEMAT: Filmy grozy czy strata kasy?

Jak przebić się ze swoim przesłaniem przez otaczający nas szum informacyjny, wszechobecną komercję, postępujące zobojętnienie? Według speców od różnego rodzaju kampanii społecznych, aby przekaz dotarł do świadomości odbiorców, musi nimi wstrząsnąć, zagrać na ich emocjach, bowiem w dzisiejszych czasach do ludzi trafiają tylko mocne treści podane w wyrazistej formie. Żadnej mdłej dydaktyki, pustosłowia, ogólników - wyłącznie ostry konkret.

Zdjęcie

Takie zdjęcia przemawiają do wyobraźni bardziej niż filmiki, które publikujemy poniżej... /INTERIA.PL
Takie zdjęcia przemawiają do wyobraźni bardziej niż filmiki, które publikujemy poniżej...
/INTERIA.PL

Organizacje zajmujące się ochroną zwierząt produkują łzawe, bogato ilustrowane opowieści o maltretowanych psach i zabiedzonych koniach, stojących na progu rzeźni. Fundacje zbierające pieniądze na ratowanie chorych dzieci sięgają po wzruszające historie z dotkniętymi nieszczęściem małymi bohaterami.

Instytucje promujące bezpieczeństwo na drogach nie stronią przed drastyczną dosłownością. Huk rozbijanych samochodów, krew na przejściach dla pieszych, ciała zamykane w czarnych workach, tragedia rodzin ofiar wypadków...

Takie filmy powinno się pokazywać. Ku przestrodze...

Straszny wypadek... /

Po taką, choć jeszcze trochę zawoalowaną metodę, sięgnęli przed kilkunastu laty twórcy głośnej kampanii billboardowej skierowanej do młodych kierowców. Obok hasła "Twoja nowa laska" widniało zdjęcie kuli, z której korzystają osoby niepełnosprawne.

Napisowi "Twoje nowe drinki" towarzyszył wizerunek szpitalnych pojemników z kroplówką, a napis "Twoja nowa bryka" pojawiał się na fotografii z wózkiem inwalidzkim.

Zdjęcie

Kampania „Młodzi kierowcy” pokazująca nowości w życiu kierowcy po wypadku (nowa laska, nowa bryka i nowe drinki) /
Kampania „Młodzi kierowcy” pokazująca nowości w życiu kierowcy po wypadku (nowa laska, nowa bryka i nowe drinki)
/

Niedawno sporo dyskusji wywołał filmik przygotowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Miał zwrócić uwagę na problem niesprawnych pojazdów, służących do przewozu dzieci i młodzieży. Cel szlachetny, ale wykonanie co najmniej kontrowersyjne...

Bohaterem kreskówki był bowiem sterany wiekiem, zdezelowany autobus, który kończy swój żywot na złomowisku. Sęk w tym, że ów wehikuł, któremu autorzy filmu nadali ludzkie cechy, budził bardziej sympatię i współczucie niż odrazę. A sam finał, ze służącą do niszczenia aut potężną prasą, przypominał scenę z horroru i - jak narzekali komentatorzy w internecie - budził przerażenie wśród małoletnich widzów.

Smutny autobus... /

Mieszaną, aktorsko-animowaną formę zastosowali twórcy krótkiego filmu powstałego w ramach kampanii edukacyjnej Autostrady Wielkopolskiej SA "Postaw na odblask zanim trafisz na pomnik". Ma ona zachęcać pieszych do noszenia elementów odblaskowych, bowiem ich brak może "zaprowadzić na pomnik".  Cmentarny.

Co ciekawe, choć sprawa dotyczy bezpieczeństwa na drogach, to na wspomnianym filmie nie widzimy ani drogi, ani samochodu. Zamiast grozy jest dowcip. Czy taki niełopatologiczny apel będzie właściwie zrozumiany?


Postaw na odblask zanim trafisz na pomnik /

Po metaforę sięgnęli również autorzy trwającego ponad trzy minuty (są też krótsze wersje) filmu, emitowanego w ramach kampanii Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie, po tytułem "Jazda  z pijanym kierowcą to gra o życie".

Oglądamy tu siedzącą w samochodzie rozbawioną grupę młodych ludzi. W pewnej chwili młody kierowca sięga po pistolet i przykłada go do głowy. Rozpoczyna się gra w rosyjską ruletkę, w której bierze udział całe obecne w aucie towarzystwo. Nagle spoważniałe, chociaż jeszcze przede chwilą  wesoło rozprawiało o koniecznej wizycie w sklepie z alkoholem...

Później jest już standardowo: rozbity samochód, ratownicy medyczni udzielający pomocy rannym, zwłoki dziewczyny pakowane do worka itd. Można mieć jednak wątpliwości czy każdy widz zorientuje się, o co w tym wszystkim chodzi i jaki jest związek między bronią, pojawiającą się ni stąd ni zowąd we wcześniejszych scenach, a tragicznym zakończeniem.

"Mój wybór... życie" /Policja

W żadne zawiłości i daleko idące skojarzenia nie wdawali się twórcy klipu pokazanego w ramach kampanii społecznej "10 mniej. Zwolnij!".

Mamy tu zderzający się z ciężarówką samochód osobowy, tragedię jadącej nim rodziny i policjanta, który z zatroskaną miną przypomina, że zdjęcie nogi z gazu i zmniejszenie prędkości z 60 do 50 km/godz. może uratować życie. Proste, ale czy przekonujące?

Pojawiły się zresztą zarzuty, że jeden ze spotów wspomnianej akcji - z policjantem wyjaśniającym, jakie znaczenie ma prędkość w przypadku potrącenia pieszego, podejrzanie przypomina filmik przygotowany przez australijską organizację TAC. Przypadek czy rozmyślne "zapożyczenie" pomysłu?

10 mniej. Zwolnij! /

Jak wspomnieliśmy, każda kampania społeczna dotycząca bezpieczeństwa ruchu drogowego, wywołuje pytanie o skuteczność podobnych przedsięwzięć.

- O ile wiem, nie przeprowadzono dotąd żadnych całościowych badań na ten temat - mówi dr Andrzej Markowski, psycholog transportu. - Moim zdaniem, najlepsze są te kampanie, które skłaniają do refleksji, a przede wszystkim niosą ze sobą konkretne informacje.

Australijska wersja filmu o bezpieczeństwie /

Na przykład co możemy zyskać, jeżeli zmniejszymy prędkość jazdy o 10 km/godz. Wiedza kształtuje poglądy, choć nie od razu przekłada się to na zachowania na drodze. Niestety, zmiana postaw jest procesem długotrwałym i nie dokona się pod wpływem jednej serii wideoklipów w telewizji.

Andrzej Markowski za nieskuteczne uważa kampanie obrażające kierowców. Na przykład tę wykorzystującą hasło "Stop wariatom drogowym":

- Nie jestem "wariatem", zatem te słowa nie są skierowane do mnie. A ponieważ nikt nie uważa się za "wariata" - więc nie trafiają do nikogo.

Podobnie jest z kampaniami opartymi na szokowaniu widza.

- Przerażenie szybko mija. Zauważmy co się dzieje, gdy mijamy miejsce groźnego wypadku. Karetki, policja, ciała ofiar... Później przez 5-10 km jedziemy ostrożniej, ale gdy tylko wyprzedzi nas kilka innych samochodów, natychmiast wszelkie obawy mijają i wracają stare nawyki.

Według naszego rozmówcy celne są za to przekazy adresowane nie wprost do kierowców, lecz do ich otoczenia. Takie, które budzą troskę o innych ludzi. Zamiast wzywać: nie siadaj za kierownicę  pod wpływem alkoholu, lepiej zaapelować: nie pozwól, aby twój ojciec, mąż, kolega prowadził po pijanemu... To, w opinii dr. Andrzeja Markowskiego, może działać.

Drugim zarzutem wobec inicjatorów kampanii społecznych jest ten o marnowanie pieniędzy. Z sugestią, że lepiej byłoby je wydać na remonty dróg, instalowanie sygnalizacji świetlnych czy przebudowę skrzyżowań. Otóż nie jest to wcale takie proste. Po pierwsze - nie ta skala wydatków. Wyprodukowanie i wyemitowanie w telewizji wideoklipu kosztuje nie więcej niż kilkaset tysięcy złotych, zbudowanie jednego kilometra autostrady w Polsce - średnio prawie 10 mln euro. Poza tym budżet każdego projektu, szczególnie tych współfinansowanych z funduszy unijnych, zawiera tzw. część "miękką", przeznaczoną na komunikację ze społeczeństwem, m.in. właśnie na kampanie informacyjne. Pieniądze te można wydać wyłącznie na takie cele i na nic innego. 

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Czy, twoim zdaniem, kampanie społeczne propagujące bezpieczeństwo na drogach mają sens?

  • 20%
  • 22%
  • 17%
  • 15%
  • 13%
  • 13%
głosów: 2199

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Skomentuj artykuł: NASZ TEMAT: Filmy grozy czy strata kasy?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 408,

przeczytane przez: 612 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony