Nowa broń polskiej policji?

​Część z naszych czytelników pamięta zapewne czasy, gdy na drogach równie popularne, co Syrenki i Warszawy były furmanki, a dobry koń wart był fortunę.

Zdjęcie

Nowa broń policji? /Policja
Nowa broń policji?
/Policja

Pokoleniu, które zwierzęta te zna wyłącznie z kreskówek i krakowskiego rynku spieszymy wyjaśnić, że koń nie tylko potrafił łączyć funkcję ciągnika rolniczego i samochodu osobowego, ale - nader często - pochwalić mógł się również "fabryczną" nawigacją.

Jeszcze w latach osiemdziesiątych na wsiach spotkać można było ciągnięte przez konie zaprzęgi, w których rola woźnicy ograniczała się do zbierania wystawionych wzdłuż płotów baniek na mleko. Kilkukrotne przemierzenie danej trasy wystarczyło, by zwierzęta same wiedziały, gdzie należy jechać i kiedy się zatrzymać, a po przybyciu na miejsce głośnym rżeniem wybudzały właściciela z alkoholowego amoku. Konie nie tylko potrafiły więc na siebie zarabiać ale dbały też o bezpieczeństwo innych użytkowników ruchu i pozwalały "przepracować" dniówkę na pełnym znieczuleniu...

Niestety z czasem konne zaprzęgi wyparte zostały przez Tarpany, Żuki i różnej maści zachodnie dostawczaki, przez co poziom bezpieczeństwa na naszych drogach zdecydowanie zmalał. Do prowadzenia pojazdów mechanicznych niezbędny jest bowiem trzeźwy umysł, który na polskich wsiach wciąż stanowi towar deficytowy. Czasami jednak spotkać można jeszcze ciągnięte przez konie relikty przeszłości, których woźnice zdają się pielęgnować wieloletnią tradycję...

Wczoraj, w miejscowości Woźniki, patrol drogówki zatrzymał do kontroli bryczkę. Jej woźnica nie zastosował się do zakazu wjazdu pojazdów zaprzęgowych na drogę ekspresową, policjanci postanowili więc sprawdzić stan jego trzeźwości. Decyzja okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę - woźnica, zgodnie z tradycją, wydmuchał 0,9 promila...

Reklama

Kierujący otrzymał rzecz jasna zakaz dalszej jazdy (grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności), problemem stało się jednak odholowanie bryczki. Trudno dziś o pojazd pomocy drogowej przystosowany do transportowania zwierząt. Na szczęście w jednostce znalazł się funkcjonariusz - pasjonat koni. To on przejął od pijanego woźnicy lejce i odprowadził zaprzęg do oddalonego o kilka kilometrów Państwowego Stada Ogierów w Gnieźnie.

Widok policjanta siedzącego na koźle ciągniętej przez konie bryczki wywołał spore zainteresowanie gapiów. Nie brakowało złośliwych komentarzy, w myśl których konne zaprzęgi miałyby być rozwiązaniem problemów paliwowych polskiej drogówki. Faktycznie, w stosunku do radiowozów, lista zalet jest długa. Konie nie rdzewieją, nie trzeba im też zakładać opon zimowych. Innego znaczenia nabrałyby również często słyszane w policyjnym eterze słowa "radiowóz mi nawalił..."

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Nowa broń polskiej policji?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 22,

przeczytane przez: 33 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony